W poniedziałek zakupiłam nowy kalendarz w sówki, obiecując sobie, jak co roku, że będę go używać.
Tak na serio, wpisuję w nich tylko od czasu do czasu kilka bardzo ważnych wydarzeń, o których później i tak zapomnę oraz 1/3 krwawień miesięcznych. Tym razem, jak łubudu i bum cyk-cyk, będę zapisywać, planować, notować. Nowy kalendarz, nowa ja!
Wraz z nadciągającą presją Nowego Roku, przyszedł czas na podsumowania i plany :)


Czytaj dalej »


Wszyscy jesteśmy klientami sklepów zoologicznych. Wybieramy psisku karmę, taką a owaką, zabaweczki, szczoteczki, piłeczki. Jak to jest po drugiej stronie lady? Fascynująco! Na swojej zmianie poznajemy prawdziwych pasjonatów, ale też totalnych laików. Niektórych z nich życzymy sobie spotkać w przyszłości, część witamy ponownie z drętwym uśmiechem na ustach.

Jacy są moi ulubieńcy?

Czytaj dalej »


Potrzeba matką wynalazków, a bieda uczy rozsądnie gospodarować pieniądzmi. Krótkie czasy, gdy przez okrągły miesiąc wymyślałam co kupię psu za zarobione pieniądze na razie minęły, a na ich miejsce wstąpiły rozważania, co muszę kupić w tym miesiącu, co może poczekać do następnego, a czego nie kupować wcale.
A jeśli mimo wszystko chcę? :( Jak ma żyć psia blogerka bez nowych zabaweczków i gadżecików dla swojego pieska? Jak to jak, oszczędnie!

Czytaj dalej »


Gdy mowa jest o pozorantach, najczęściej wyobrażamy sobie rosłego mężczyznę, odzianego w twarzowy kombinezon ochronny, na którego napuszczane są bardzo groźne pieski. Ale pozoranci nie zawsze muszą wyglądać jak ludzik Michelin, mogą na przykład mieć długi pasiasty szalik, okulary i na imię Basia.
I na Basi wcale nie będziemy wieszać psów.

Czytaj dalej »


Czego używa się najczęściej jako nagrody za dobrze wykonane zadanie lub komendę? Pochwały słownej lub socjalnej, zabawki i oczywiście smaczków! Wybierane przeze mnie treserki winny być małe (bo stanowią nagrodę, a nie przekąskę), smakowite, zdrowe i oczywiście tanie (bo idzie nam tego na kilogramy). 
Mimo, że na rynku zoologicznym proponowanych jest nam coraz więcej ciastek, dropsów i mięsnych kosteczek, zdecydowana większość z nich na treserki nadaje się średnio, jeśli nie wcale, bo oferowane smakołyki są po prostu za duże (ehkm, nawet te które nazywane są treserkami). Z tego względu z całej puli smakowitości wybierać muszę spośród tych dedykowanych dla psów ras miniaturowych lub smaków, które bardzo dobrze się dzielą na małe (ale zwarte!) cząstki. Większość ciastek zbożowych odpada w przedbiegach, gdy okazuje się, że nie da się ich przełamać, ani pokroić (za to część z nich daje się sprawnie przegryzać trzonowcami na mniejsze części, sprawdzone info!).

Jakie są moim zdaniem idealne psie ciastka- treserki?
Malutkie, niekruszące się, dużo, tanio i jeszcze żeby były smaczne, zdrowe i bez kurczaka, bo Cookie jest akurat uczulony. Aha, i jeszcze żebym nie musiała się za nimi nałazić.
Jeśli przybijasz mi w tym momencie wirtualną piątkę, to zapraszam do dalszej lektury :)

Czytaj dalej »


Gdzieś, podobno na wsi, ale tak na serio to nieopodal wielkich rur i koparki. Za górami, za lasami oraz jeszcze dalej niż przystanki autobusowe o malowniczych nazwach "Chłodnia", "Fabryka Pomp" i "Wytwórnia mas bitumicznych" (jeśli objazd),  mieszka nowy kumpel Cookiego- Bonzo znany z bloga Pies w Warszawie. 
Chłopaki poznali się jakiś czas temu, ganiali wtedy do poobdzieranych łap (to akurat Cookie),  znaleźli też w krzakach bułę z szyną i pomidorem. Postanowiłyśmy szybko spacer powtórzyć, a po drodze nawet znaleźliśmy plażę!

Czytaj dalej »

Wishlist- Zabawki!


























Od czasu do czasu na blogach pojawiają się kolejne, bardzo ciekawe zresztą, haule zakupowe. Czytając je niezmiennie mam ochotę krzyczeć "chcę to! i tamto!". Niestety, jako że w portfelu powoli zalęgają mi się karaluchy i nietoperze, a wymarzone zabawki są najczęściej koszmarnie drogie (serio, mózg staje!),  to mogę sobie tylko pomarzyć :) Marzenia, moi drodzy, są całkiem za darmo!
Przed Wami pierwsza odsłona listy życzeń, wishlista zabawkowa, czyli co bym pieskowi nakupowała, gdybym miała nieskończoną ilość pieniędzy ;)

Czytaj dalej »




Cookie jest psem łaknącym psiego towarzystwa. 
Ten ekstrawertyk do entej potęgi najchętniej przywitałby się z każdym psem, jakiego dojrzy lub wyczuje i najlepiej jeśli codziennie zdrowo pogania w towarzystwie innych czworonogów. To zakrawa trochę o chorobę psychiczną, szczególnie z mojego introwertycznego punktu widzenia, ale staram się szanować jego potrzeby i zapewnić mu jak najwięcej pozytywnych spotkań z innymi psami. Niestety, mimo tego wciąż bywa nieco natrętny, a jeśli do tej natrętności dodamy żwawość i wszechobecny E N T U Z J A Z M... powiedzmy, że zrozumiałym jest, iż część, szczególnie starszych psów, nie chce wchodzić z nim w interakcje. Jak być może wiecie, Cookie ma wciąż również problem (już niedługo!) z rezygnacją z interakcji czy nawet hipnotycznego obserwowania innych psów i może to rodzić to u niego frustrację, a co za tym idzie szczekanie i wyrywanie się. Z tego względu bardzo długo trwaliśmy w sytuacji: albo dość gwałtownej (Bardzo szybko chcę podejść do tego pieska, ja uwielbiam pieski!) interakcji z czworonogami, które same do nas podchodziły, albo obchodzenia psów obwodnicą Katowice-Gdańsk-Olsztyn, aby uniknąć wybuchu frustracji.
Ale! Praca zawsze w końcu przynosi efekty, rezygnacja z natrętnej obserwacji i interakcji z psami jest coraz lepsza, dystans na jakim możemy spokojnie mijać psy się zmniejsza, Cookie jest też coraz bardziej delikatny, zwykle pamięta o dobrych manierach i niewbieganiu jak burza w obce psy na "siema", dogaduje się z olbrzymią większością czworonogów niezależnie od ich płci czy rasy i rzadko się frustruje. A to, daje nam ogromne możliwości, przede wszystkim podejścia bliżej do obcych psów będących na smyczy lub bawiących się w stadzie swoich kumpli i spytania, czy Cookie mógłby się przywitać.

Czytaj dalej »

Zanim sierpień postanowił nas ugotować żywcem, wybraliśmy się z Cookim na spacer z kolegą Dufflem. Nie widzieliśmy się hohoho, więc poza korzystaniem ze słońca i zwiedzaniem Warszawy miałyśmy z Ewą również okazję do wymiany najświeższych plotek.

Ku mojej olbrzymiej radości naszym celem było zwodowanie psów w Wiśle. Od kilku tygodni marzyłam o popluskaniu się z psem w wodzie, tylko niestety, do każdej znanej mi, sensownej plaży (gdzie można puścić psa luzem i nie martwić się o innych plażowiczów lub rowerzystów) mieliśmy ogromnie daleko lub niewygodnie, bo niestety ogranicza nas możliwość dojazdu jedynie komunikacją miejską. Ta plaża, jak zapowiadała Ewa, jest blisko, jest czysta i przede wszystkim mało uczęszczana- raj  dla psów w centrum Warszawy!

Czytaj dalej »


Obiecywałam Wam na początku wakacji recenzję dwóch psich lektur, które przygotowałam sobie na mój służbowy wyjazd. Jeśli śledzicie naszego facebooka, być może pamiętacie, że z wyjazdu wróciłam przedwcześnie, gubiąc po drodze moje zatrudnienie, nie przeczytawszy w międzyczasie NIC. A w domu, wiadomo, książki czyta się często na raty, stąd na recenzję pierwszej z lektur musieliście trochę poczekać.
I dobrze, bo "Pozytywne szkolenie psów dla żółtodziobów..." Pameli Dennison powinno się czytać powoli!

Czytaj dalej »



Pokusa Premium Plus, to produkt o którym jest ostatnio w środowisku psiarzy naprawdę głośno.
Psiakom smakuje, właściciele zadowoleni, ja też chcę spróbować!- pomyślałam.

Cookie zbudował jednak wokół siebie mur "tego nie tknę", plując dalej niż widzi wszystkimi suchymi karmami, które jestem gotowa mu zaoferować. Dolanie oleju (jakiegokolwiek, nawet z łososia!)- ble. Mielonych żwaczy- z czym do psów! Kefiru- zliżę kefir, chrupki wypluję. Pasztetu?- co to, to trochę zjem! 
Umówmy się jednak, że dosmarowywanie pasztetu do suchej karmy nie jest moim ulubionym rozwiązaniem, dlatego propozycja Pokusy Premium Plus jako dodatku do suchej karmy wydała mi się doskonałym pomysłem. Nasuwało się tylko pytanie, czy Pokusa, faktycznie jest "nie do odparcia"?

Czytaj dalej »


Powszechnie wiadomo, że towarzystwo w jakim się obracamy wpływa na to, jakim stajemy się człowiekiem. Z kim przystajesz, takim się stajesz! Oczywiście, można być mniej lub bardziej podatnym, ale ostatecznie zwykle ulegamy wpływowi środowiska, nawet nieświadomie. Rozmawiając z osobą, którą darzymy sympatią, często mimowolnie naśladujemy jej gestykulację lub sposób wypowiadania się. Wszyscy chcemy przynależeć do grupy, nikt nie chce być też tym "innym", nawet jeśli w modzie jest, by się wyróżniać.
Być może też słyszeliście z ust swoich rodziców, że zadajecie się ze złym towarzystwem i być może po latach stwierdzacie, że to była święta prawda lub totalna bzdura, bo ostatecznie wszyscy wyszliście na ludzi. A może, wszystko jeszcze przed Wami!

A jak to jest z psami? 

One też ulegają wpływowi czworonogów, z którymi się kumplują! Możemy to konstruktywnie wykorzystywać, np. szkoląc psy w niewielkich grupach lub dobierając psich towarzyszy, którzy pomogą nam wypracować u naszego czworonoga pożądane przez nas zachowanie (np. zabieramy na spacer wprawnych psich pływaków, by pomogły naszemu oswoić się z wodą). 
Ale każdy medal ma dwie strony :)

Czytaj dalej »


Tworząc cykl #Tygodniowy plan pracy, kierowałam się przede wszystkim brakiem czasu. Tak, to nie żart. Postanowiłam poświęcić kilka wolnych w ciągu dnia godzin, dla psa, na przekór temu, że miałam ich naprawdę cztery. Trzy i pół godziny wieczorem na to, by przetrenować z psem wszystko co tylko mogę, umycie siebie i włosów, zjedzenie obfitej i późnej obiadokolacji (...że nie powinno się jeść schabowego, z ziemniorami i mizerią na noc? PHI!), odmóżdżenie się po ciężkiej pracy (12h w pracy czwarty dzień pod rząd? Czemu nie!). Pół godziny rano na przetrenowanie mniej absorbujących rzeczy. Nie osądzajcie mnie, że mając psa, nie poświęcałam mu więcej czasu, bo słowo daję, nie miałam go również dla siebie. Pod moją nieobecność nad psem czuwał Janek.
Ale wymiękłam. Tak się po prostu nie da.

Czytaj dalej »





Jeszcze dwa miesiące temu, rozmawiając o postępach socjalizacyjnych i ogólnorozwojowych Cookiego, po raz kolejny odłożyliśmy kontakty z małymi psami na wieczne jutro, doklejając żółtą karteczkę z motywującym przekazem "Może kiedyś!".
Cookie wciąż był o co najmniej dziesięć leveli zbyt gwałtowny jak na delikatność małych psów. Nie potrafił zrozumieć, że fakt iż może przewrócić psa jedną łapą, nie oznacza że powinien, a zabawa w wilka i zająca jest ok tylko wtedy, gdy da małemu fory. Innymi słowy, radość z zabawy mają z założenia czerpać oba psy, a nie tylko szalony Cookie.
Sytuacja zmienia się teraz niemal z dnia na dzień, a sukcesów mamy na koncie coraz więcej. Wciąż szerokim łukiem omijamy wykokardkowane osiedlowe szczekacze z Karyną po drugiej stronie flexi, ale pewne siebie, socjalne małe psy są przez nas witane z otwartymi ramionami i powoli traktowane przez Cookiego z coraz większym szacunkiem. 

Na wczorajszym spacerze z Chmurą i jej małymi przyjaciółmi, Cookie miał okazję zdobyć wiele cennych doświadczeń. Zapraszam Was na fotorelację!

Czytaj dalej »


Gdy proszę o pomoc w pracy nad psem bardzo często spotykam się z ogromnym entuzjazmem, poparciem i chęcią współpracy. To naprawdę budujące, że obce osoby oferują mi i mojemu psu swój wolny czas, tylko po to, by nam pomóc. Ich entuzjazm czasem jednak opada, gdy okazuje się, że mam przygotowany szczegółowy plan pracy i nie idziemy na żywioł.
Właściwie dlaczego mamy nie dać się ponieść magii chwili?

Czytaj dalej »


Na weekend dano mi wrócić do domu.
Te cztery dni były dla mnie trudniejsze, niż sądziłam. Wracałam cała rozsypana, zirytowana, sfrustrowana. Ale dały mi też szansę na wyciągnięcie nowych wniosków, a to zawsze jest cenne.
Przeszłam przez różne stadia tęsknoty za psem i dowiedziałam się sama od siebie, że grubo przesadzam.

Czytaj dalej »


Zdarzają się w naszym życiu sytuacje, gdy trzeba wyjechać bez psa. I chociaż  nie wybieram się na drugi koniec świata, zostawienie Cookiego przyprawia mnie o gulę w gardle.
Nie zostanie jednak sam! Niewiele się tu o tym mówi, ale nad Cookim opiekę w formie szybkiego, popołudniowego siku, sprawuje męska ręka, która tym razem będzie musiała również podawać leki, suplementy, przygotowywać posiłki i w razie czego ratować sytuację. To trudne, bo Janek na co dzień nie uczestniczy we wszystkich tych psich ceregielach.
Chłopcy zostają sami, a ja zostawiam im Instrukcję obsługi Cookiego i Psi Niezbędnik.
O czym pamiętałam?

Czytaj dalej »


Od założenia bloga mija niebawem pół roku. Od rozpoczęcia solidnej pracy nad psem, ale chyba przede wszystkim, nad sobą, ze wsparciem i wskazówkami szkoleniowców i behawiorystów- rok. 
Jeśli przyzwyczailiście się niejako, do wizerunku Cookiego- frustrata, wiecznie nakręconego, zafiksowanego na punkcie innych czworonogów psiaka, przejawiającego zachowania agresywne w kontaktach z obcymi ludźmi lub odnoszącego się do nich z ogromną dozą strachu i niepewności... myślę, że szybko musicie zmienić o nim zdanie!

Czytaj dalej »


Dopiero wczłapaliśmy się do domu, ledwie umyłam nogi z piachu i złudzeń opalenizny, a już pędzę, śpieszę by podzielić się z Wami tą fantastyczną nowiną! Spacer z Fibi, którą w większości doskonale znacie jako Ziemniaczka.


Czytaj dalej »


Czwarty i piąty tydzień pracy według planu, za nami. TU przedstawiałam Wam nasz harmonogram ćwiczeń, który obowiązywał nas, wyjątkowo, przez dwa tygodnie. Muszę przyznać, że nie popisaliśmy się solidnością i motywacją do pracy, ale mimo wszystko mamy kilka konkretnych sukcesów :)

Czytaj dalej »



Jestem weteranem przeprowadzek. 
Potrafię spakować cały dobytek dwóch dorosłych osób i psa w dosłownie 4-5 godzin, przy czym wszystkie sprzęty zostaną odpowiednio zabezpieczone i pogrupowane, tak aby ich wypakowywanie nie stanowiło później problemu. 
Na studiach nauczyłam się ograniczać ilość klamotów do niezbędnego minimum, chociaż wędrowałam z mieszkania do mieszkania, a także z miasta do miasta, przewożąc oprócz kompletu naczyń dla 4 osób, garnków, patelni, mikserów, parowarów i tym podobnych niezbędnych kobiecie do przetrwania akcesoriów, również dużą (wys. 100cm szer. 80cm) klatkę dla szczurów. Jako, że większość rzeczy przewoziłam podczas jednego kursu samochodem osobowym z kierowcą w postaci niezawodnej mamy, obie wyspecjalizowałyśmy się w Tetrisie.

Od początku studiów, aż do teraz (czyli w ciągu sześciu lat), mieszkałam w 8 mieszkaniach, wliczając w to pomieszkiwanie kątem u teściów między docelowymi przeprowadzkami, ale nie licząc wracania na wakacje do mamy z całym ekwipunkiem.
Gdy przy moim boku pojawił się Cookie, w planach miałam jedynie (opcjonalną) przeprowadzkę do Warszawy, wszystkie pozostałe, były podyktowane nieprzyjemną koniecznością. 
Cookie znosił te zmiany dzielnie, ale nie powiem, żeby nie odbiły się one na jego zdrowiu psychicznym. Mimo wszystko z każdą kolejną przeprowadzką coraz lepiej radziłam sobie z ekspresowym pakowaniem i łatwiej mi było ogarnąć psie potrzeby mojego wrażliwca.

Czytaj dalej »


Plan na ubiegły tydzień wraz z opisem ćwiczeń przedstawiłam Wam TU.
Ponownie odświeżaliśmy skupienie uwagi i testowaliśmy nową taktykę odwołania od psów. Jak nam poszło w tym tygodniu? Zapraszam do lektury!

Czytaj dalej »


Cookie nie lubi jeść posiłków z miski. Ma świetną motywację pokarmową, ale otwarcie gardzi typowymi posiłkami, o ile nie są wyjątkowo smakowite. Lubi dostawać jedzenie z ręki, a jeśli tknie cokolwiek z miski, to jedynie pod warunkiem, że solidnie sobie na to zapracuje. Codziennie odstawiamy więc tę samą szopkę z ciągiem komend, by Cookie uznał, że posiłek naprawdę mu się należy. O siódmej rano chciałabym aby wciągnął swoją rację żywieniową raz a porządnie, bez zaglądania mi do łazienki z miną "Halo, przepraszam! Nie mogę zjeść, bo nie zasłużyłem!".
Rozwiązania tego problemu są dwa: mieszanie jedzenie z pasztetem (żwacze mielone czy oleje nie działają) lub zaoferować mu różne formy zdobywania pożywienia. Im ich więcej, tym lepiej, bo to jedna z podstawowych potrzeb naszych pupili!

Czytaj dalej »



Ubiegły tydzień obfitował w doznania najwyższego szczebla. Początek tygodnia przeznaczyliśmy na treningi, ale jeśli mam być szczera, ponaginałam je do granic możliwości. Odpuściliśmy sobie przed majówką frisbee, skupiliśmy się na skupieniu uwagi i odwołaniu od psów, które jest dla Cookiego największym problemem i bez którego na szkoleniu grupowym ani rusz!

Nie będziemy się więc nas dzisiaj rozliczać (Nuda! Nuda!) z planu treningowego, będziemy opowiadać! Działo się, oj działo!

Czytaj dalej »



Pierwszy tydzień w nowym trybie pracy za nami. A przed Wami, krótkie podsumowanie. Plan pracy poznaliście niecały tydzień temu. 
Nadejście wiosny boleśnie zweryfikowało nasze plany. 
Otóż, zrobiło się ciepło.
Dzień znacząco się wydłużył.
Coraz mniej wieje.
I ogólnie rzecz ujmując, jest ładnie.

Tłumy jakich doświadczamy przyprawiają mnie o ból głowy. Okazuje się bowiem, że naprawdę 
nie mamy gdzie ćwiczyć. 

Czytaj dalej »


Każdy dzień jest dobrym, by wprowadzić do swojego życia jakieś pozytywne zmiany. Nie warto czekać do poniedziałku, do początku miesiąca, do początku roku. Zmiany najlepiej wprowadzać od dziś, nawet jeśli jest już grubo po południu. Właśnie teraz narodził się pomysł i to teraz mamy najwięcej zapału, niezmąconą motywację i największą szansę na sukces! Nie czekajmy do jutra, bo jutro może nigdy nie stać się "DZIŚ!".


Czytaj dalej »


Rozmawiałam swego czasu z pewnym "nie-psiarzem", który nie mógł wyjść z oburzenia, jak można zamykać swojego psa w KLATCE. Część "psiarzy" wciąż odnosi się do niej sceptycznie, choć jej zwolenników zdaje się przybywać. Jeśli ktoś zna i rozumie ideę klatki kennelowej,  wie, że to tak naprawdę nie-klatka. Nie więzienie. Nie areszt. Nie tortury i worek obciążony kamieniami na dnie jeziora Hańcza. To azyl, to własna buda, to dom.

Czytaj dalej »











Ten wpis rozpoczyna nowy cykl, Prywatek u Cookiego.
Cykl powstał z myślą o tych z Was, którzy chcą poznać trochę naszej codzienności, na własne oczy zobaczyć, że życie z Cookim to nie tylko 1. Szkolenie 2. Odwrażliwianie 3. Problemy 4. Rozterki 5. Zasady 6. Smęty i narzekania (chociaż głównie!). Ten cykl to odskocznia i (mam nadzieję), sama przyjemność :) Znajdziecie w nim dużo, dużo zdjęć.  Nie bójcie się marszczenia nosa, jeszcze bardzo długo nie będę publikować idealnych, ostrych jak żyleta fotografii, ale mam nadzieję, że wszelkie techniczne niedociągnięcia nie odejmują uroku głównemu bohaterowi :)
A ja, mam nadzieję, będę miała motywację do tego, by częściej zabierać ze sobą aparat!
Bawcie się dobrze :)

Czytaj dalej »


Źródło: thepricelessguide.com

Życie w społeczeństwie zmusza nas do podporządkowania się pewnym z góry przyjętym zasadom. Przyjęło się na przykład, że przepuszczamy ludzi wychodzących z autobusu czy tramwaju (nie dotyczy starszych pań, którym należy się pierwszeństwo we wszystkim), spuszczamy po sobie wodę w toalecie i podajemy prawą rękę przy oficjalnym przywitaniu. Nie mamy też wiele przeciwko zasadom wprowadzonym w domu, do którego wybieramy się w gości. Poproszeni o to, zdejmujemy buty, używamy konkretnego ręcznika, nie palimy papierosów w domu, używamy podkładek pod kubki. Jest tego całe mnóstwo, a najczęściej na wszystkie z zasad godzimy się bez mrugnięcia okiem.
A czy stosujemy się do przedstawionych nam zasad interakcji (lub jej braku!) z czworonogiem?

Czytaj dalej »

Źródło: www.gentside.com

Trudno jest mieć psa, który sprawia problemy. To trudne, głównie dlatego, że nie zawsze można do tego podejść z zimną krwią. Oczywiście, wszystko zależy od punktu widzenia, jednych denerwuje skakanie na obcych ludzi, inni podchodzą do tego na luzie. Ale chyba nikt nie lubi rzucającego się w emocjach psa? Albo co gorsza, agresywnego? Często wiemy co z tym zrobić, znamy podstawy teoretyczne, przyczyny, sposoby by sobie z tym radzić. A poza tym, przecież przerabialiśmy to już tysiąc razy, czy za tysiąc pierwszym nie powinno być nam łatwiej? I tak, i nie. Bo i uczymy się czegoś, i tracimy do psa zaufanie. I wiemy, by na pewno nie robić tego czy tamtego, ale i wiemy, że w pewnym momencie nie da się już zrobić nic. I chcemy działać spokojem i opanowaniem, i wzbiera w nas złość i żal. Strach i wstyd. To trudne, mieć psa który codziennie sprawia problemy. To trudne, gdy chcemy z nim pracować, ćwiczyć, pomagać mu, a jednak drżą już nam ręce, kolana i głos. Jak wziąć się w garść, jak najpierw pomóc sobie? Każdy z nas ma pewnie jakieś swoje sposoby, każdemu z nas pomagają różne rzeczy. Trzeba je tylko odnaleźć!

Czytaj dalej »


Wielokrotnie na spacerach słyszałam miłe słowa, o tym jak Cookie pięknie chodzi w kagańcu. Jest mi bardzo miło to słyszeć, aczkolwiek nie raz uśmiałam się w głos, mając świadomość tego co przeszliśmy. Cookie, jak duża (jeśli nie większa) część psów, kagańca wciąż bardzo nie lubi. A Cookie, jak niektóre, kagańca potrzebuje nie tylko w tramwaju czy pociągu. To dopiero wyzwanie!

Czytaj dalej »


W kolejnych wpisach, dowiadywaliście się stopniowo o problemach, z jakimi mierzymy się we dwójkę, ja i Cookie. Domyślacie się zapewne, że powoli zmierzamy ku poprawie nieprawidłowych zachowań, nawyków, opanowaniu nadmiernych emocji, dobremu zsocjalizowaniu się z otoczeniem miejskim.

Czytaj dalej »

Dogoterapia


Musicie wiedzieć, że nigdy nie lubiłam spacerów. Najchętniej spędziłabym całe swoje życie zakopana pod pierzyną, zimno to mój kryptonit, a do tego jestem tak nieśmiała, że trudno mi wyjść z domu, gdy słyszę, że ktoś jest na klatce schodowej. Jeśli wszystko zależy od tego, na jaką glebę trafi ziarno, to Cookie trafił na beton. Chciałam, żeby pies zmobilizował mnie do działania. Tak też się stało.

Czytaj dalej »

The best of...


...czyli 5 cech, przyzwyczajeń czy umiejętności, które sprawiają, że łezka kręci mi się w oku z rozkoszy posiadania tego psa.

Czytaj dalej »


jednym z ostatnich wpisów pytałam Was o to, czy macie pełne zaufanie do swojego psa. Wspominałam również o przemyślanym, stopniowym odcinaniu pępowiny. Dziś będzie właśnie o tym, jak ją odcinam.

Czytaj dalej »

O niepotrzebnym gniewie


Czy byliście kiedyś po spacerze tak bardzo źli , że szkliwo pękało Wam od zaciskania zębów, a po przekroczeniu progu mieszkania pies razem ze smyczą biegł na swoje miejsce?

Czytaj dalej »



Spacerując samotnie po mieście widuję tylko miłe psy. Mam świadomość tego, że Cookie nie jest jedynym dysfunkcyjnym czworonogiem na świecie, ale mam też poczucie, że to tylko legenda o psach, które są niegrzeczne. Obserwując te sympatyczne psiaki, łezka się w oku kręci, a z tyłu głowy pojawia się migawka o wdzięcznym tytule "najgorsze sytuacje z moim psem w roli głównej".

Czytaj dalej »


"Cookie to taki kotopies"- mawia mój brat, Miłokot. Ma miłe futerko za uszami, lubi spać do południa, dużo się przytulać, a jego sierść wcale nie śmierdzi. Ale to pies, ma swoje psie potrzeby. W ubiegłym roku zrozumiałam, że jego pasją nie jest jednak zagryzanie.

Czytaj dalej »


Wracając ze spaceru powtarzałam w głowie jak mantrę: "nigdy nie jest tak źle aby nie mogło być jeszcze gorzej". Moja złość, rozżalenie i niedowierzanie, że można narobić wstydu na pół ulicy już w sekundę po przekroczeniu drzwi wyściowych sięgały zenitu. Niejednokrotnie wracałam zapłakana do domu, ciskając wysłużoną smycz w kąt i przysięgając, że następnym razem zostawię samego na pastwę losu. Niejednokrotnie też, przyklaskiwałam sobie w duchu, że udało mi się odsikać psa w godzinach "szczytu" w niecałe 2 minuty i uniknąć tym samym wielu codziennych nieprzyjemności.

Czytaj dalej »


Przygarniając Cookiego, przez myśl mi nawet nie przeszło ile problemów wychowawczych może pomieścić się w jednym, jakże uroczym i puchatym, psiaku. Przypominam sobie, jak ostrzegano mnie przed kłopotem jaki będę z nim miała w podróży, przed obowiązkami, które mi, zwierzęciu kanapowemu, były zupełnie obce i wreszcie przed horrendalnymi cenami wyżywienia istoty, która z pewnością będzie jeść za dwóch.

Nikt nie spodziewał się jednak, że to co zastanę w momencie gdy ucichnie mój buzujący entuzjazm związany z posiadaniem pierwszego WŁASNEGO psa, przerośnie najczarniejszy scenariusz jaki mógłby uroić się w mojej pesymistycznie nastawionej do świata głowie. Nikt też nie oczekiwał, że z takim psem da się cokolwiek dobrego zrobić.

Czytaj dalej »
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...