Test zaufania


jednym z ostatnich wpisów pytałam Was o to, czy macie pełne zaufanie do swojego psa. Wspominałam również o przemyślanym, stopniowym odcinaniu pępowiny. Dziś będzie właśnie o tym, jak ją odcinam.
Swego czasu Cookie tak sobie nagrabił, że przywilej wolności został mu odebrany na rzecz 15 metrowej linki. Rozwiązanie te miało na celu osiągnięcie kompromisu: pozwolenie psu na swobodne eksploatowanie najbliższej okolicy, ale również posiadanie nad nim pełnej kontroli. Taką linkę (lub w naszym wypadku taśmę) można zakupić za niewielkie pieniądze przez internet, my kupiliśmy swoją u DogStyle. Jest doskonałą opcją do treningu przywołania, ale sprawdza się także jako długa smycz (trochę za długa, obecnie nie zdecydowałabym się na więcej niż 10 metrów). Linka ma jednak swój niezaprzeczalny minus, jest przede wszystkim nieco niebezpieczna dla otoczenia. Ci, którzy byli z nami na spacerach socjalizacyjnych, na pewno w duchu psioczyli na taśmę, która nieustannie plątała się między naszymi nogami, co było szczególnie niekomfortowe po zmroku. Rozbiegany Cookie nieustannie oplątywał nią również nogi, jak i całe ciała swoich towarzyszy, zarówno dwu- jak i czworonożnych, a ja przez większość spaceru skupiałam się na ich odplątywaniu. Poza tym, była wiecznie mokra, zimna i brudna. Jej zwijanie zajmuje całe miesiące, przechowywanie jest kłopotliwe.
Ach! Jak chciałam móc puścić luzem psa!

Aby spełnić te marzenie, a także wzmocnić nasze wzajemne zaufanie i pogłębić relację, przygotowałam plan, który zakładał stopniowe odpinanie psu smyczy w kontrolowanych warunkach. Początkowo na bardzo krótko (Na jak krótko? Otóż odpinałam smycz, liczyłam najszybciej jak potrafię do 10 i zapinałam.), później ten czas wydłużałam (Pół minuty!), wydłużałam (Jedna minuta!), i wydłużałam... Jednocześnie pilnowałam, by pies miał poczucie, że nie może się oddalić ode mnie na dalej niż 3-4 metry. Jeśli przekraczał tę niewidzialną granicę, wołałam go do siebie i gorąco chwaliłam za powrót. Można więc powiedzieć, że była to wciąż bardziej nauka przywoływania do siebie psa, niż spacer bezsmyczowy, ale przede wszystkim był to dla mnie trening zaufania do psa. Zaczynałam realizować plan z duszą na ramieniu, a umówmy się szczerze, w 10 sekund, w kontrolowanym otoczeniu, nawet Cookie nie jest w stanie wywynąć żadnego numeru. Moje nerwy były więc jak zwykle nieco rozdmuchane. Nigdy nie zakładałam sobie jednak, że puszczę Cookiego na określoną liczbę minut, zapinałam go za każdym razem gdy przestawałam czuć się pewnie. Robię tak do dzisiaj, mimo że w lesie decydujemy się już na swobodne bieganie nawet po kilkanaście minut. Przypinanie psa kilkukrotnie podczas spaceru uczy go także, że jest to naturalny element każdej wspólnej przechadzki, a nie zapowiedź rychłego powrotu do domu.

Dziś Cookie przeszedł prawdziwy test bojowy! Pomimo wczorajszego kryzysu, wybraliśmy się na umówiony wcześniej fotospacer z Magdą, autorką naszego pięknego zdjęcia nagłówkowego, do Choszczówki. Cookie Choszczówkę zna już od dawna i gorąco poleca psim przyjaciołom, jednak ze względu na obecność tam zwierzyny łownej i udomowionej (psy i konie) nigdy nie biegał tam bez kagańca. Dziś postanowiłyśmy zaryzykować, postanawiając jednocześnie, że pies bezwzględnie zostanie przypięty do linki, jeśli poczuję, że nie mam nad nim pełnej kontroli, kosztem być może mniej udanych zdjęć. Cookie na szczęście trzymał się cały czas blisko nas, zachowując wyuczony dystans. Niestety, raz podjął trop przechodzącego tamtędy wcześniej psa i na chwilę włączył mu się tryb pogoni, jednak na wołanie i gwizdek wrócił bez zarzutu. Od czasu do czasu towarzyszyła mu smycz lub linka, ale i tak wyhasał się za wszystkie czasy, zjadł chyba z kilogram drewna i dwa litry śniegu. Był dzielny, choć zapachy lasu skutecznie go rozpraszały!

A czy Wasze psy znają już Choszczówkę? :)

Na dzisiejszy podwieczorek kilka moich zdjęć z dzisiejszego spaceru, musicie mi wybaczyć, że odstają one jakością od zdjęć Magdy, dopiero oswajam się z aparatem :)
Jej przepiękne zdjęcia będziecie mogli podziwiać w kolejnych wpisach, wpadnijcie tu chociaż po to, by je zobaczyć :)




Brak komentarzy

Leave a Reply

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...