Wspomnienia i postępy cz. 2


Wracając ze spaceru powtarzałam w głowie jak mantrę: "nigdy nie jest tak źle aby nie mogło być jeszcze gorzej". Moja złość, rozżalenie i niedowierzanie, że można narobić wstydu na pół ulicy już w sekundę po przekroczeniu drzwi wyściowych sięgały zenitu. Niejednokrotnie wracałam zapłakana do domu, ciskając wysłużoną smycz w kąt i przysięgając, że następnym razem zostawię samego na pastwę losu. Niejednokrotnie też, przyklaskiwałam sobie w duchu, że udało mi się odsikać psa w godzinach "szczytu" w niecałe 2 minuty i uniknąć tym samym wielu codziennych nieprzyjemności.



Rok 2013:

  • Zachowania agresywne w stosunku do mijanych na ulicy ludzi: 30%
  • Zachowania agresywne w stosunku do gości: 90%
  • "Frustracja smyczowa": 100%
  • Lęk separacyjny: 0%
  • Inne lęki: 40%
  • Wokalizacja w domu: 70%
  • Podstawy posłuszeństwa: 10%

Na początku roku przeprowadzamy się do Warszawy i wkrótce dowiemy się, że ta decyzja odbije się na zdrowiu psychicznym nas obojga. Prawie nikogo nie znamy, prawie nic nie wiemy i wszystko jest dla nas obce. Codziennie ćwiczymy odwracanie uwagi od mijanych na ulicy ludzi, Cookiego denerwują już tylko rozbiegane dzieci i osoby starsze z tymi dziwnymi, hałaśliwymi wózeczkami na zakupy. Mądry piesek uczy się również, że rowerzyści i biegacze, to w Stolicy towarzysze wszystkich naszych spacerów, więc czas najwyższy zacząć ich tolerować, choć tylko pasztet wie ile zostało go zjedzonego zanim Cookie przestał ich gonić.

 Przez pierwsze pół roku mieszkamy na stancji studenckiej, gdzie dużo się dzieje i codziennie przychodzi do domu ktoś obcy. Mamy nadzieję, że to nauczy Cookiego, że goście w domu są czymś naturalnym, Cookie ma jednak na ten temat zgoła odmienne zdanie. Z biegiem czasu coraz częściej trzeba go zamykać w pokoju lub przypinać smyczą, a goście bardzo słusznie obawiają się pogryzienia. Co więcej, pies zaczyna gonić nawet mniej przychylnych mu domowników. Pojawia się istotny problem wokalizacji w domu. 

Na spacerach rozgrywa się horror. Spacery bezsmyczowe zawsze kończą się pogonią za innym psem lub człowiekiem, a "frustracja smyczowa" sięga zenitu. Cookie rzuca się i ujada na każdego psa w promieniu 50m, dlatego stopniowo całą swoją uwagę kieruję na obserwację otoczenia. Zaczynamy wychodzić na spacery o północy, w ciągu dnia wydeptując jedynie trawnik dookoła bloku. Staję się spięta, czujna i prawie nie oddycham.

Trafiamy do "specjalisty", który nakazuje mi sprowadzenie psa do parteru (a wtedy wszystkie nasze troski odejdą w siną dal!). Nie wolno mu więc przychodzić do mnie bez wołania, nie wolno mu zapraszać do zabawy, nie wolno odstępować nogi na spacerze ani obserwować otoczenia. I tylko ja, królowa tego domu, pan i władca narodów mogę kiwnąć palcem i powiedzieć: "Proszę, oto możesz podejść i być pogłaskany." Udaje nam się o prawda wyplenić problem wokalizacji, ale gdzieś między palcami, dzień po dniu, umyka nam radość z bycia razem. Poddaję się po miesiącu. 

Od tej pory długo będę musiała pracować na to, by Cookie zauważył, że po drugiej stronie smyczy idę ja.

Brak komentarzy

Leave a Reply

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...