To co robimy?


W kolejnych wpisach, dowiadywaliście się stopniowo o problemach, z jakimi mierzymy się we dwójkę, ja i Cookie. Domyślacie się zapewne, że powoli zmierzamy ku poprawie nieprawidłowych zachowań, nawyków, opanowaniu nadmiernych emocji, dobremu zsocjalizowaniu się z otoczeniem miejskim.
Co robimy?
Przede wszystkim współpracujemy ze specjalistami, którzy opracowują nasz plan pracy, a także na przestrzeni czasu plan modyfikacji diety, suplementacji i farmakoterapii.
Kluczem do sukcesu jest jednak systematyczna praca i wytrwała socjalizacja, stąd też staram się ćwiczyć z Cookim na każdym spacerze. W zależności od mojego samopoczucia i czasu, którym dysponuję dobieram ćwiczenia od łatwych, po bardzo trudne, a same treningi są krótkie lub intensywne. Jeśli źle się czuję, jestem wewnętrznie rozbita lub rozdrażniona, daję sobie 10 minut spaceru i łatwych ćwiczeń, np. krótkiego chodzenia przy nodze. Jeśli nie poczuję się lepiej, odpuszczam intensywny trening i ćwiczenia z udziałem obcych psów, treningi opanowania emocji nie mają bowiem sensu, jeśli ja nie świecę przykładem!
Często jednak złość czy rozkojarzenie mija, gdy oboje wprowadzimy się w stan pracy, a pracy mamy sporo:

1. Ćwiczenia na samokontrolę (z udziałem jedzenia i zabawek)
Cookie uczy się (lub utrwala):

  • czekać na wyłożone lub rzucone jedzenie
  • czekać na wyłożone lub rzucone zabawki, np. piłkę
  • czekać na pozwolenie do szarpania się szarpakiem
  • czekać na pozwolenie do zabawy piłką/patykiem
  • czekać na wyjście z domu, z klatki schodowej, przejście przez ulicę
  • spokojnie schodzić i wchodzić po schodach oraz chodzić na luźnej smyczy nawet w nowych, ekscytujących miejscach

2. Ćwiczenia na samokontrolę (z udziałem psów i ludzi)
Cookie uczy się (lub utrwala):

  • spokojnie obserwować ludzi i psy
  • spokojnie spacerować w towarzystwie obcych psów, bez wymuszania interakcji
  • spokojnie spacerować w niedalekim towarzystwie dzieci
  • bawić się, gdy w okolicy biega obcy pies
  • nie odszczekiwać psom, szczególnie tym szczekającym przez okno czy z balkonu
  • spokojne przechodzenie obok ptaków, kotów lub innych zwierząt

3. Ćwiczenia na rezygnację "ze wszystkiego" ;)
Cookie uczy się (lub utrwala):

  • rezygnować ze zjadania śmieci z trawników *
  • rezygnować z pogoni za jedną piłką na rzecz drugiej
  • rezygnować z wyrzuconego przeze mnie jedzenia
  • rezygnować z obserwacji psów i ludzi
  • rezygnować z oszczekiwania (gdy się nie opanuje)
  • rezygnować z pogoni za ptakami, kotami.

4. Ćwiczenia z podstaw posłuszeństwa:

  • elementy rally-o
  • komendy w rozpraszającym środowisku
  • wracaj (czyli trzymaj się blisko), do mnie i stój.

5. Ćwiczenia socjalizacyjne, spotkania z psami i obcymi ludźmi.

6. Dodatkowo:

  • podstawy tropienia
  • miejski parkour
  • tory przeszkód z elementami, których Cookie obawia się przekroczyć
  • odwrażliwianie od strasznych przedmiotów, np. odkurzacza, suszarki
  • nauka sztuczek (aktualnie "trzymaj")

Jestem przekonana, że o czymś zapomniałam. Zupełnie jak wtedy, gdy któregoś dnia spływa na mnie, wraz z zimnym potem, świadomość że od "x" czasu nie realizowaliśmy danego ćwiczenia.
Przyznać też muszę, że chyba już nie wiemy czym jest zwykły spacer, gdyż nawet podczas wychodzenia na siku można przetrenować skupienie uwagi, kilka ćwiczeń z rezygnacji lub samokontroli, w zależności od tego co zastaniemy po drodze. Wbrew temu, co sądzi moja babcia, Cookie nie jest jednak przeze mnie torturowany ;) Lista jest długa, ale nie realizujemy jej od A do Z podczas każdego wyjścia z domu.

*Cookie zwykle bardzo dobrze rezygnuje z wyrzuconego jedzenia, o ile nie są to kości kurczaka lub... wymiociny. Niejednokrotnie wypuszczał z paszczy czekoladowego batona, drożdżówkę z marmoladą, czy waniliowego rożka. Wypuszczał, ale nigdy nie zapominał gdzie zostawił! O ile więc łupy leżały w okolicy domu, zgarniał je przy powrocie lub na kolejnym spacerze, ale tym razem nie czekał, połykał w całości ;)


Jednocześnie, ponownie i bez końca, dziękujemy osobom, które pomagają nam w realizowaniu planu pracy i zapraszamy do dalszej współpracy :) Moja wdzięczność jest nieoceniona.


A Wy? Czy trenujecie coś ze swoim psem? Jak Wam idzie? :)

8 komentarzy

  1. Farmakoterapia jest często nadużywana przez specjalistów. Plan jest ambitny, a lista długa, ale wszystko można wypracować bez podawania leków, no chyba, że samemu można czasem napić się melisy, żeby się nie denerwować na pupila ;)

    U mnie zawsze najlepszym lekarstwem na nadpobudliwość, nadmiar energii i skumulowanych emocji u psa było zmęczenie go zabawą i bieganiem, czasem i 2 godziny jednorazowo.

    Podstawy tropienia są idealne do ćwiczenia samokontroli, skupienia uwagi, powolnej i dokładnej pracy węchowej, ale często niosą ze sobą skutki uboczne, bo podczas tropienia pies właśnie uczy się zjadania na spacerach z ziemi różnych smakołyków. Oduczanie go zjadania niepożądanych rzeczy na spacerach będzie więc utrudnione. Trzeba mieć to na uwadze.

    Życzymy powodzenia i będziemy trzymać kciuki :) Zapraszam również czasem do nas na dogside.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekujemy za kciuki :)
      Nie mnie oceniać przypadki innych psów, choć faktycznie perspektywa podania leku jako szybkiego rozwiązania wydawać by się mogla kusząca. Niemniej jednak wedlug mojej wiedzy, te leki tak naprawdę niczego nie leczą, nie w sposób permanentny. Dlatego też, ja zawsze stawiałam na pracę z psem i opierałam się myśli o podaniu mu czegokolwiek. Poddanie Cookiego farmakoterapii nie wydaje mi się jednak na chwilę obecną, bezcelowe i na wyrost, gdyż jest on bardzo reaktywnym psem, a mimo dotychczasowej pracy wciaz przejawia zachowania agresywne o podlozu lękowym. Stawiamy przed nim coraz trudniejsze wyzwania, nierzadko wymagające bezpośredniej konfrontacji i jeśli jest coś co może mu pomóc odnieść większą ilość sukcesów które budują jego postęp, a co za tym idzie pewność siebie i spokój, to ja na to przystaję.
      Niestety, zmęczenie fizyczne w przypadku Cookiego nie zawsze zdaje egzamin. Istotnie, jest on wtedy mniej pobudzony, ale jego reaktywność w stosunku do psów i przy bezposrednich kontaktach z ludzmi wzrasta. Stad wyładowywanie emocji- tak, zmęczenie fizyczne- ostrożnie.

      A co do podejmowania jedzenia z ziemi, cóż, jest to poboczny problem. Tropienie u nas tego nie wzmaga, bo nie tropimy smakołyków, jednak część nagród wydawana jest z ziemi, czesto dla odwrócenia uwagi. To już go uczy zgarniania śmieci, ale jest to mniejsze zło ;)

      Pozdrawiam!

      Usuń
  2. Z wielką przyjemnością przeczytałam ten post :) Myślę, że mamy podobne psy i dziś przekonałam się że nawet podobny plan działania :)

    Identycznie pracujemy z podpunktami 1 i 4 (moim zdaniem jest na mocną czwóreczkę opanowany, u nas nie rally a obedience, bo widzę potencjał), 2 i 3 ( tu na razie jest jakaś nędzna trójczyna z mini plusem :P). Spacery socjalizacyjne również są.

    Nie zaczynam żadnej pracy jeszcze czysto sportowej, bo uważam, że nie czas na to jeszcze. Będziemy mieć całe życie na wyżycie się sportowo, na razie budujemy relację, autorytet i posłuszeństwo.

    Z czystej, ciekawości jaką farmakologię wprowadziliście? Ja u Ru na razie nie widzę potrzeby, żeby rozpoczynać leczenie, wręcz dla mnie to ostateczna ostateczność. Na tą chwilę postawiłam na krople Bacha (zaszkodzić nie zaszkodzą, a słyszałam wiele pozytywnych opinii na ich temat) i akupunkturę na rozluźnienie i zdjęcie napięcia z rudego ciałka ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. My też na razie nie skupiamy się na sporcie, chociaż chciałabym z Cookim zacząć trenować, chłopak jest bardzo bystry :) Swoją drogą, widziałam gdzieś ostatnio w internecie psa z opisu bardzo reaktywnego, wręcz agresywnego w stosunku do ludzi i psów, ale uprawiającego sporty. Właścicielowi zupełnie nie przeszkadzały problemy psa, bo pies ma się skupiać na sporcie. Diabeł szepnął mi do ucha: "rzuć tę pracę, skup się na jakiejś dyscyplinie i mów wszystkim: "no cóż, jest agresywny, ale to pies do sportu!" ;)

    Od niecałych 5 tygodni podajemy fluoxetynę, na razie efekty są minimalne, tzn. bez rozproszeń jest lepiej, z rozproszeniami równie miernie co zwykle. Poruszę ten temat w najbliższym czasie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Osobiście nie wyobrażam sobie poważnej pracy w sportach z psem reaktywnym, agresywnym i nieposłusznym. Według mnie taki zwierz działa tylko na popędach i funkcjonuje jedynie według swojego widzimisię, co może źle się skończyć dla postronnych osób, ba dla właściciela również.
      Dla mnie totalna abstrakcja - bo w sportach bardzo pobudzających - frisbee, agility taki pies może być niebezpieczny. Ale też - do sportów mam na razie arcygrzecznego Bala, więc też potrzeby moje mi zaspokaja w pełni :)

      Usuń
    2. Zastanawiające jest też, jak on funkcjonuje na zawodach. Jest się w stanie skupić? A jeśli akurat nie przechodzi toru (zakładając że "w pracy" jest skupiony na przewodniku), przeszkadza innym psom? Co na to organizatorzy? Sytuacja jest co najmniej dziwna.

      Usuń
  4. Podpatruję Twojego bloga od jakiegoś czasu i muszę przyznać, że podziwiam Twoją pracę z Cookim. Naprawdę, chłopiec ma szczęście, że na Ciebie trafił.

    Co do pracy sportowej z psem agresywnym, czy hiperaktywnym - na pewno nie ma sensu ciągnięcie takiego psa na zawody, bo mogłoby się to po prostu źle skończyć, ale wydaje mi się, że jednoczesna praca nad problemami i praca sportowa mogą się świetnie uzupełniać i dawać w sumie lepsze rezultaty, niż tylko przerabianie np. kwestii agresji. U mojego psa sport świetnie działa na "ogólne ogarnięcie", chociaż do tego, czego bym sobie życzyła jest jeszcze daleko. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło słyszeć takie opinie, choć ja jestem wobec siebie zdecydowanie bardziej krytyczna :)

      Masz rację, co do pracy z takimi psami pod kątem sportów. Na pewno uczą one skupienia uwagi na przewodniku, a to jest niezbędne w pracy nad frustracją, agresją, nadpobudliwością. Inną sprawą jest, że w niektórych dyscyplinach trzeba psa nieco pobudzać do działania i przez to pies może wejść na wyższy stopień pobudzenia. Dla Cookiego idealne byłoby tropienie, ale... mam wrażenie że oboje nie złapaliśmy bakcyla. Cookie za to wręcz kocha elementy rally-o które ćwiczymy na razie bardzo rekreacyjnie. A ja, cieszę się razem z nim, gdy widzę jego entuzjazm i zapał do pracy. Aczkolwiek, widzę też, że ta aktywność momentami go pobudza. Jeśli podczas treningu truchtu przy nodze i mojego entuzjastycznego "dalej, dlalej, super! dalej dalej!" wyjdzie nam zza rogu ktokolwiek, Cookie instynktownie go obszczeka, czego być może nie zrobiłby gdyby tylko szedł.
      Ale, taki trening wzmacnia też nasze relacje. Także to jest wieczne poszukiwanie równowagi.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...