Jak dodać sobie pewności siebie, czyli: jestem superbohaterem.

Źródło: www.gentside.com

Trudno jest mieć psa, który sprawia problemy. To trudne, głównie dlatego, że nie zawsze można do tego podejść z zimną krwią. Oczywiście, wszystko zależy od punktu widzenia, jednych denerwuje skakanie na obcych ludzi, inni podchodzą do tego na luzie. Ale chyba nikt nie lubi rzucającego się w emocjach psa? Albo co gorsza, agresywnego? Często wiemy co z tym zrobić, znamy podstawy teoretyczne, przyczyny, sposoby by sobie z tym radzić. A poza tym, przecież przerabialiśmy to już tysiąc razy, czy za tysiąc pierwszym nie powinno być nam łatwiej? I tak, i nie. Bo i uczymy się czegoś, i tracimy do psa zaufanie. I wiemy, by na pewno nie robić tego czy tamtego, ale i wiemy, że w pewnym momencie nie da się już zrobić nic. I chcemy działać spokojem i opanowaniem, i wzbiera w nas złość i żal. Strach i wstyd. To trudne, mieć psa który codziennie sprawia problemy. To trudne, gdy chcemy z nim pracować, ćwiczyć, pomagać mu, a jednak drżą już nam ręce, kolana i głos. Jak wziąć się w garść, jak najpierw pomóc sobie? Każdy z nas ma pewnie jakieś swoje sposoby, każdemu z nas pomagają różne rzeczy. Trzeba je tylko odnaleźć!
Poniżej kilka sposobów na dodanie sobie pewności siebie i jednocześnie efektywniejsze ćwiczenie z psem:

1. Nie jestem sobą. Na czas spaceru, najlepiej już przed wyjściem z domu, wyobraź sobie, że jesteś kimś innym. Powinna być to osoba silna, niezależna, odpowiedzialna, opanowana, którą podziwiasz. Dobrze, jeśli jest to osoba, którą znasz i której ufasz. Dobrze, jeśli całkowicie wierzysz w to, że ta osoba poradziłaby sobie we wszystkich sytuacjach które mogą Was spotkać na spacerze, nawet jeśli ta osoba nigdy nie miała do czynienia z psami i nawet jeśli jest postacią fikcyjną. Ba! Może to być osoba wymyślona na poczekaniu, a nawet... zwierzę! Postaraj się reagować na wszystkie sytuacje, tak, jak zareagowałaby wybrana przez Ciebie postać. To dosłownie zadanie sobie pytania: Co zrobiłby Jezus?

2. To moje podwórko. Jeśli posiadanie kłopotliwego, nie do końca wychowanego, a może nawet agresywnego psa wprawia Cię w zakłopotanie, napawa wstydem, a od przepraszania wszystkich wokół robi Ci się już niedobrze... wyobraź sobie tym razem, oczywiście najlepiej już przed wyjściem, że wszystko dzieje się w Twoim pokoju. W Twoim domu. Na Twoim podwórku. Miałam początkowo duży problem z ćwiczeniem spokojnego chodzenia za ludźmi z psami. Często się odwracali, pytali czy chcę przejść, zwalniali kroku, schodzili na trawniki. A ja, mimo że tłumaczyłam że ćwiczę z psem, czułam się zakłopotana sytuacją, bo wolałabym nie zwracać na siebie uwagi. Zdecydowanie łatwiej jest robić to z podejściem: "Przepraszam bardzo, to mój dom i idę sobie gdzie uważam za stosowne, w tempie jakie sobie obrałam. Proszę kontynuować spacer, odmaszerować!"

3. Patriotyczne pieśni. Poleca się, by podczas spaceru z psem iść w rytm jakiejś melodii, by podświadomie maszerować nieco szybciej (psy chodzą szybciej niż ludzie i zależy nam na pewnym kompromisie). Ale któż z nas maszerował kiedyś w rytm "Roty"? Ano ja. Myślę, że śpiewałam to przez plus minus sto pięćdziesiąt pięć spacerów. Może trzysta. Szczególnie w parku pełnym psów lub chodząc późnym wieczorem po bródnowskich blokowiskach. Dzięki tej pieśni mogę w 2 minuty wypracować pewny, opanowany, zdecydowany marsz. Mogę iść na wojnę (tylko Boże drogi, nie na serio!).

4. Wizualizacja spaceru. Aby łatwiej poradzić sobie w kryzysowych sytuacjach, warto przed wyjściem na spacer dokładnie go sobie zwizualizować, włącznie z sytuacjami, które mogą być dla nas kłopotliwe. Im dokładniej wszystko sobie wyobrazisz i zaplanujesz, tym lepiej. Przemyśl dokładnie całą trasę, wyobraź sobie niepożądane sytuacje, które mogą Was zaskoczyć. Co zrobisz, jak się zachowasz? Jak zareagujesz?

5. Pozycja superbohatera. Istnieje teoria o tym, że jeśli przed rozmową kwalifikacyjną lub egzaminem ustnym przez około 5 minut przyjmować się będzie pozycję superbohatera, to dodamy sobie pewności siebie i tym samym zostaniemy lepiej ocenieni. I odwrotnie, jeśli się zgarbimy, skulimy w sobie, poczujemy się niepewni, zestresowani, przytłoczeni. Dlaczego nie wykorzystać tej metody przed spacerem?Choć brzmi to nieco śmiesznie i nieco na wyrost, często warto chwycić się brzytwy i otworzyć się na nowe pomysły. W najgorszym przypadku rozprostujecie kręgosłup.
Jak przybrać pozycję superbohatera? Oprzyj zaciśnięte w pięści dłonie na biodrach, wyprostuj plecy, wypnij pierś do przodu, patrz w dal i głęboko oddychaj!

Źródło: wall.alphacoders.com



A Wy jak radzicie sobie z przełamaniem takich strachów? Jak dodajecie sobie pewności siebie?
No i jak myślicie, kim bywam gdy wyobrażam sobie, że nie jestem sobą? ;)
Koniecznie dajcie mi znać w komentarzach!

8 komentarzy

  1. Ja z kolei właśnie przy moim niepewnym siebie i wrażliwym psie nie mogę przyjmować pozycji superbohatera. Uwielbiam to robić, bo to dodaje mi odwagi w wielu sytuacjach, w szkole, w domu, w kontaktach z innymi. Staję się wtedy "nie do zdarcia", nikt mi nie podskoczy, nikt mi nie powie co jak mam robić, nikomu nie ulegam i kieruję się własnym rozsądkiem, nie zwracając uwagi na to, co mówią o mnie inni. Niestety nie mogę tego robić przy psie. Przy psie muszę być bardzo spokojna, a nie taka zmobilizowana do działania. Nie mogę radośnie krzyczeć, podskakiwać, biegać i zachęcać psa do zrobienia czegoś. To go peszy. Kiedy nad czymś z nim pracuję, ćwiczymy sztuczki, "przywołujemy się" na spacerze, muszę być jak najbardziej wyluzowana i muszę udawać, że mi nie zależy, że nawet nie zauważam psa. Wtedy on czuje się pewniej. Kiedy się spinam, ale w takim pozytywnym znaczeniu, żeby się do czegoś zmobilizować, piesa od razu się gasi, odechciewa jej się współpracować, czuje się okropnie przytłoczona. Nie mogę chwalić jej rozentuzjazmowanym głosem, bo to ją denerwuje i peszy. Myśli, że na nią krzyczę i że zrobiła coś złego. Jest przy tym bardzo posłuszna. Bardzo często zdarza się, że wykonuje wszystkie komendy/sztuczki/reaguje na przywołanie bezbłędnie, ale odmawia przyjęcia nagrody. Tak, jakby uważała, że na nią nie zasługuje i ma podejście "no już zrobię ci tą sztuczkę, ale zaraz potem zabierzesz się stąd, ty i te całe Twoje smaczki; gardzę nimi). Nie ukrywam, że bardzo mi to komplikuje sprawę, bo ja tu chcę się ucieszyć ze świetnie wykonanej komendy, ale wiem, że nie mogę, bo mi pies się zaraz skuli i przestraszy, że to krzyki niezadowolenia... Beznadzieja. Ktoś wie, co mogę zrobić, jak przekonać psa, że może szaleć, skakać, cieszyć się wtedy kiedy ja, wszędzie i zawsze i nie zostanie za to ukarany? Że może biegać za piłką i szarpać i szarpakami tak mocno, jak tylko da radę? Pomocy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co ją motywuje do pracy?
      Jeśli się boi podekscytowanego głosu i ogólnego pobudzenia, to spróbowałabym odwrażliwiania, ale prawda jest taka, że każdy pies jest inny i jeśli Twój woli spokojne pochwały, to jego prawo.
      Co do zabawy piłką, szarpakiem, zachęcałabym do tego spokojnymi pochwałami, chwaliła za każdy przejaw zabawy. Za każdym razem gdy pobiegnie za piłką, za każdym razem gdy szarpnie szarpakiem.
      Dodatkowo praca nad wzmocnieniem pewności siebie, ale u psa. Daj jej wygrywać gdy szarpie szarpak, ucz ją wskakiwania i przeskakiwania przez przeszkody, stawiaj przed nią stosunkowo łatwe do osiągnięcia cele, ale które będą dla niej sukcesem.

      Usuń
    2. Kurczę, łatwych rzeczy to ona nie lubi... Często po komendzie "siad" nie wykonuje jej choć umie ją perfekcyjnie, chyba uważa, że "po co mam robić tę banalnie prostą komendę po raz enty, przecież wiesz, że ją potrafię, uważasz, że tylko na tyle mnie stać? no dawaj coś ambitniejszego!". :P Pół żartem, pół serio. A tak na poważnie to właśnie daję jej za każdym prawie razem wygrać w szarpanie, szarpię się, szarpię i puszczam, czasem to ja wygrywam, ale chyba muszę te jej 80% wygranych zamienić w 99%, jeśli wiesz, o co mi chodzi. Muszę dawać jej wygrywać jeszcze częściej niż teraz i krócej się bawić. Wskakiwanie/przeskakiwanie na/przez przeszkody mamy także świetnie opanowane, na moje szczęście uwielbia to robić! Nasi znajomi z treningów twierdzą, że ma sprężyny w... zadku. Jeśli w czasie treningu zaczyna mi gasnąć, rozprasza się i nie ma ochoty na dalszą współpracę "każę" jej poskakać przez moje nogi, wskoczyć na plecy, zrobić parę obrocików i już dziewczyna szczęśliwa :) Oczywiście nie zawsze to działa, sa dni kiedy po prostu nie możemy się dogadać, ona nie ma ochoty nic robić, odmawia jakiejkolwiek współpracy.
      Do pracy najbardziej motywuje ją chyba ganianie za ptaszkami. "Zrób mi tu szybko "równanie", parę razy kice pace i będziesz mogła pobiec za tymi ptakami". Na prawdę. Przy ptaszkach, które można pogonić smaki i zabawki są NICZYM.
      Bardzo chciałabym, żeby chciała bawić się ze mną szarpakami i żeby mogła to być forma nagrody za dobrze wykonane zadanie. Najbardziej denerwują mnie sytuacje, kiedy raz super się bawimy, sucz fajnie się szarpie, a za chwilę udaje, że nie wie, do czego służy zabawka, albo raz wykona jakieś zadanie perfekcyjnie, szybko i dokładnie, a za chwilę "twierdzi", że nie wie, o co mi chodzi... Chwalę ją kiedy się bawi itd, i już się cieszę, że nam wychodzi, że umiemy, a jak przychodzi co do czego to się okazuje, że cofamy się pięć kroków do tyłu, eh.
      A jak miałoby wyglądać takie odwrażliwianie na głos jeśli już?

      Usuń
    3. Odwrażliwianie zrobiłabym tak, że poskąpiłabym psu śniadania, za to zaproponowałabym bardzo atrakcyjne smaczki. A później sesja po kilka powtórzeń, głosem tylko nieco bardziej podekscytowanym niż spokojne chwalenie: "dobry pies!"- smaczek. I tak płynnie przechodziłabym przez kolejne szczeble ekscytacji w głosie i ruchach. Ale to tylko jeśli pies się tego boi, bo jeśli po prostu nie lubi no to cóż, można spróbować go przekonać w podobny sposób, ale czy zadziała?

      Jeśli nie lubi łatwych, to ćwicz trudne ;) A nie wykonywanie komendy "siad", to nieposłuszeństwo, a nie "uważam, że to dla mnie za łatwe", więc musicie popracować nad posłuszeństwem w każdej sytuacji, w rozproszeniach i bez, bez marudzenia że za łatwe, zbyt nudne lub dzisiaj akurat mi się nie chce ;)
      Wypracowanie zabawek jest czasem długotrwałe i trudne. Cookie też powinien bawić się szarpakami na spacerach, a niejednokrotnie bardzo trudno jest go zmotywować do zabawy. Częste i krótkie ćwiczenia z szarpakiem, pamiętanie o tym że szarpak zawsze "musi uciekać" przed psem, a nie jest podstawiany pod pysk, chwalenie za zabawę, to wszystko pomaga.

      Usuń
  2. WOW, masz świetne, niesztampowe tematy, cały czas jestem urzeczona! :) Ja ze sobą nie mam problemu, czasem mi tylko bywa wstyd za futrzaka, ale mam taką jakąś wredną właściwość charakteru, że niespecjalnie mnie obchodzi co o mnie inni sądzą :) Jestem tak skupiona na psie i na sobie, że po prostu reszty nie widzę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa :)
      Zazdroszczę Ci takiego podejścia i jednocześnie podziwiam. Ja niestety ogromnie się przejmuję, być może zbieram niejako żniwa "dobrego wychowania" i chęci bycia zawsze bez zarzutu. Czy coś. Tak czy inaczej, kłopotliwe zachowanie psa odbija się na moim zdrowiu psychicznym. Kiedyś stokroć bardziej, ale teraz również. Głębokie oddychanie nigdy mi nie pomagało, ale udało się z innymi metodami. Wypuszczam je w świat z nadzieją, że być może ktoś będzie musiał krócej szukać "swojego sposobu" na szybkie pozbieranie się do kupy :)

      Usuń
  3. Ależ przyjemnie się czyta Twoje posty! :)
    Ja przyjmuję pozycję pierwszą, ale w kogo się zamieniam to już nie zdradzę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję i zapraszam do odwiedzenia bloga w przyszłości :)

      Ja się czasem zamieniam... w dresiarza ;) szczególnie gdy nieco się obawiam chodzenia po ciemku, przybieram krok bujany, i idę z myślą "te, Łysy, obczaj mojego psa do walk!". Głupie, lecz jeśli coś jest głupie, ale działa, to znaczy że wcale nie jest głupie ;)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...