Kaganiec, odwrażliwianie.


Wielokrotnie na spacerach słyszałam miłe słowa, o tym jak Cookie pięknie chodzi w kagańcu. Jest mi bardzo miło to słyszeć, aczkolwiek nie raz uśmiałam się w głos, mając świadomość tego co przeszliśmy. Cookie, jak duża (jeśli nie większa) część psów, kagańca wciąż bardzo nie lubi. A Cookie, jak niektóre, kagańca potrzebuje nie tylko w tramwaju czy pociągu. To dopiero wyzwanie!

Do kagańca przymierzaliśmy się początkowo jedynie z powodu wymogów komunikacji miejskiej. Mimo tego, że Cookie bywał agresywnie nastawiony w stosunku do ludzi i dziś włos mi się jeży na głowie, gdy sobie przypomnę, że chodził niezabezpieczony... no cóż. Nie nosił. A ja wyrobiłam sobie  taki refleks, że naprawdę potrafię złapać go w locie w każdej sytuacji. (Dzięki Cookiemu, potrafię również, tuż nad podłogą, podłożyć dłoń pod głowę 1,5 rocznego dziecka, które idzie, idzie, idzie i nagle BAM!)
Mimo stosowania smakołyków, Cookie się do kagańca nie przyzwyczaił. Mógł w nim jeździć w autobusie, ale już przy wyjściu boleśnie szastał głową na lewo i prawo, obijając nogi mnie i wszystkim współpasażerom, gotów urwać sobie głowę jeśli będzie to konieczne. Razem z Bogu ducha winnym kagańcem.

W połowie szkolenia , straciłam czujność na jednym ze spacerów. Relacja między nami układała się jakby była polana lukrem, Cookie sprawował się coraz lepiej, nie tylko wierzyłam, ale wiedziałam, że będzie wspaniale. I nagle, ni z tego ni z owego. Zaatakował.
Moje zaufanie upadło na kolana, biłam się w piersi, że mu zaufałam. Zgasiłam się i zamknęłam w sobie. Chciałam mu założyć kaganiec na stałe, na zawsze, niech popamięta! Odbyliśmy z naszym trenerem długą rozmowę, wyciągnęłam z niej kilka wskazówek, całe wiadra wsparcia, ale też zaszczepiona we mnie została myśl, że być może lepiej by było, gdyby chodził w kagańcu. Głównie po to, bym to ja była spokojniejsza. Nie koniecznie ze względu na samego psa, ale ze względu na mnie i mój strach, który mnie ogranicza.

I to wtedy tak naprawdę, przydarzyła nam się przygoda akceptacji kagańca, u psa, który już miał złe skojarzenia.

Przyjęłam plan pracy:

1. Przede wszystkim, kupiłam nowy kaganiec. Wybrałam fizjologiczny, Baskervilla. Kolor niebieski nie nawinął nawinął nam się przypadkowo! Chodziło mi o to, by różnił się wizualnie od tego, którego używaliśmy, choć również miałam nadzieję, że pies w błękitnym kagańcu będzie wyglądał łagodniej ;)

Zakupcie więc kaganiec docelowy, dobrze jest pomierzyć psa (długość i szerokość kufy) centymetrem. Jeśli bardzo chcesz przymierzyć kaganiec w sklepie, zrób to wykorzystując punkt 3. Nie zapinaj, nie sprawdzaj czy dobrze leży. Trudno, możliwe że trzeba będzie kupić nowy gdy dojdziecie do momentu chodzenia w nim, bo okaże się niedopasowany. Na razie, w pracy nad odwrażliwianiem, to czy jest idealnie dobrany nie jest aż takie istotne. Przypuszczam, że choćby był cały wyściełany poduszeczką, pies i tak go nie doceni. Ja zamówiłam kaganiec przez internet, rozmiar większy niż "na styk". Jest nieco za duży, ale daje radę. Najważniejsze, to nie zrazić do nowego kagańca psa, zanim w ogóle zaczniecie pracę, czyli w sklepie.


Podpowiedź: Jeśli chcesz wykorzystać sposób z kagańcem, który wizualnie różni się od poprzedniego, ale w ofercie sklepów nie znajdujesz nic, co by Ci odpowiadało, kup podobny, ale spróbuj modyfikacji DIY. Możesz naszyć koraliki (tylko tak, aby nie uwierały psa!), przewiązać jeden z pasków wstążeczką (uwaga na kokardki, pies może podejść do tego wynalazku z dużą dozą niepewności)  albo okleić kaganiec taśmą washi

2. Jesteśmy tylko ludźmi, mamy zawsze za mało czasu. Zwykle podczas długotrwałego procederu akceptacji kagańca, może okazać się, że pewnego dnia jest on niezbędnie potrzebny. I tego dnia, możemy zaprzepaścić kilka dni, tygodni, miesięcy pracy zakładając psu kaganiec na siłę.
W takich sytuacjach wykorzystywałam stary kaganiec, on zawsze miał być tym "złym policjantem".

3. Kaganiec jest nagrodą. W nim zawsze niespodziewanie pojawiały się smakołyki. Niestety, pamiętając poprzednie doświadczenia z namordnikami, Cookie już wiedział, że wkładanie tam pyska jest ryzykowne, więc podchodził do takiej zabawy z rezerwą. Dlatego, nie zaszkodziło zrobić z siebie idiotki: "Oooojeeeej! Znalazłam smakołyki w łazience! Są w MAGICZNYM podajniku jedzenia! Chyba je sobie zjem!" lub "Ho ho, za taką wspaniałą sztuczkę garść smakołyków wydaje... ... ... MAGICZNY podajnik jedzenia! Ojej! Ojej! Brawa! Dziękujemy!". Im więcej entuzjazmu tym lepiej. Im więcej momentów zaskoczenia, tym lepiej. Im więcej "ochocho, co ja tu znalazłam" tym lepiej!
Początkowo Cookie dostawał najlepsze jedzenie (ryż z olejem z łososia i wit. B- dieta behawioralna) z kagańca (do miski wkładałam kaganiec i do kagańca nasypywałam ryż). Smakołyki, z kagańca jak z miseczki, jak z koszyka trzymanego w dłoni. Z okazji i bez okazji. W domu i na spacerach: przed blokiem, w parku, przy śmietnikach, przy przystanku. To tylko smakołyk, nic zobowiązującego. Choć, jeśli mam być szczera, całe garści smakołyków!
Smakołyki wydawałam w sesjach ok. 5 powtórzeń.

Podpowiedź: Warto przerwać sesję, gdy pies jest w najlepszej formie, najchętniej pobiera smakołyki z kagańca. Nie przeciągaj, nie czekaj, aż będzie "tylko lepiej". Jest już ok? Przerwij. Już pięć razy pobrał "w miarę chętnie" ? Przerwij. Za trzecim razem super entuzjastycznie włożył pysk do kagańca? Przerwij. Powtórz za dwie minuty! Pies skojarzy wtedy te ćwiczenie z przyjemnością, z zabawą, z niespodziewanką. A nie z przewidywalnością, zmuszaniem i zachęcaniem na siłę.
Nikt nie lubi, nawet uszczęśliwiania, na siłę.

4. Przedłużanie. Cookie już chętnie wyjadał smakołyki, ale równie chętnie zabierał pysk z kagańca. Nie z nim te numery! Magiczny podajnik? Idź być naiwna gdzie indziej!
Dlatego teraz, by dostać smakołyk trzeba było włożyć pysk w kaganiec i poczekać, aż z ręki zaciśniętej, wydany zostanie, on. Pasztet.

Plan działania jest taki: jedna ręka trzyma kaganiec za "koszyk", tak aby pies wygodnie mógł włożyć kufę. Druga ręka na początku nęci smakołykiem tuż przy "kratach". Pies powinien chętnie wsadzić pyszczek w kaganiec, by odebrać smakołyk. Gdy to zrobi dajemy smaka. Powtarzamy kilka razy. Później stopniowo nasza ręka wydająca smakołyk coraz bardziej się oddala, a smakołyk chowany jest w dłoni. Tym samym pies musi dłużej wytrzymać w kagańcu by go otrzymać. Odliczamy. Do jednego, do dwóch.. Ważna jest nieliniowość przedłużania, tzn. by pies nigdy tak naprawdę nie wiedział kiedy dostanie smaka. (Niezbyt dobre przedłużanie wygląda więc tak: smakołyk po 1 sek, po 2 sek, po 3 sek, po 4 sek, po 5.... Dobre: po 1 sek, po 1 sek, po 2 sek, po 4 sek, po 1 sek, po 2 sek, po 3 sek, po 2 sek)
 Jeśli pies nie chce włożyć kufy, pokazujemy że go mamy w dłoni lub nieco ją zbliżamy do "koszyka". Nic na siłę, ale nie zaszkodzi motywować psa gorącymi "Ojoj, pasztecik!".
Docelowo, pies ma entuzjastycznie "zaparkować" pyskiem w kagańcu, może trącać nosem kraniec kagańca od środka.
Ćwiczyliśmy w sesjach po 5 powtórzeń.

Podpowiedź: Wprowadziłam wtedy komendę słowną: zakładamy. Tzn. Pokazywałam psu kaganiec, wydawałam komendę i za włożenie pyska oraz wytrzymanie w kagańcu określoną ilość czasu otrzymywał smakołyk.

5. Kolejnym krokiem, było udawanie, że coś mi nie gra z zapięciem kagańca. Zaczęłam, gdy Cookie wytrzymywał bez stresu w kagańcu około 10 sekund w oczekiwaniu na smakołyka (przypominam: kaganiec wciąż trzymaliśmy w drugiej dłoni, nie zapinaliśmy!).

Plan działania: ręka "smakołykowa" wraca do punktu 3. czyli podaje smakołyki jak z koszyka i jednocześnie go przytrzymuje. Za to druga ręka, trzymająca wcześniej nieruchomo kaganiec... ojej... coś tutaj za uchem masz! Potargała lekko za uchem. I już, kaganiec zdjęty. Nic nie zapinamy na serio! I znowu, buzia z miseczki kagańcowej wyjada, a druga ręka coś przy uchu, coś przy tym zapięciu gmera, by psa oswoić z dźwiękiem sprzączki przy głowie. Kończą się smakołyki, kończy się targanie za uszami. Powtarzaliśmy w co najmniej kilkunastu sesjach po 5 powtórzeń. W dalszym ciągu, nic zobowiązującego. Pies ma myśleć że wracamy do zwykłego zjadania smaków "za nic" i nauczyć się ignorować majstrowanie przy zapięciu, przy uszach. Jest to szczególnie ważne u psów długowłosych, które mogą się zniechęcić przy nawet delikatnym zaczepieniu sprzączki o futerko. Tak więc trochę zaczepiamy palcami. Trochę smyramy zapięciem.
Ćwiczymy w dalszym ciągu w różnych miejscach na spacerach.

Podpowiedź dla bardzo strachliwych psów: Jeśli pies jest wyjątkowo wrażliwy na dźwięk sprzączki, bez zakładania kagańca, bez wkładania tam pyska, "dzwonimy" sprzączką i wydajemy smakołyki do momentu, aż dźwięk ten jest kojarzony (jak kliker!) ze smakołykiem. Dzwonimy psu przy łapach, dzwonimy przy ogonie, dzwonimy ot tak wydając jednocześnie smakołyki.

Podpowiedź 2: Ja wymieniłam metalową sprzączkę na plastikowy zatrzask. Nada się również karabińczyk, chociaż może być mniej odporny na próby ściągnięcia kagańca. Przewidziałam, że Cookie może się nieco zniecierpliwić, przestraszyć, długiego zapinania kagańca. Jeśli to możliwe, polecam te rozwiązanie, zapinanie idzie szybko i "bezboleśnie". Dopasowanie długości pasków wymagało ok. 10 poprawek. Wykonałam je dopiero gdy Cookie opanował zapinanie kagańca. Zapinałam i szybko patrzyłam czy jest ok, poprawiałam ich długość do skutku. Straciłam bardzo wiele czasu na jednosekundowe przymiarki, ale Cookie nie zraził się "wyczekując", aż go pomierzę. 
Plastikowy zatrzask ma inny dźwięk niż klamerka, do którego też trzeba się przyzwyczaić, dlatego również klikaliśmy klamerką przy uszach wydając smakołyki.

6. Pierwsze zapięcia. Cookie wytrzymywał już bez problemu "udawane" zapinanie, a także dźwięk kliknięcia klamerki tuż przy uszach.
Co ważne, nigdy nie zapinałam kagańca na siłę! To wiązało się z doliczeniem sobie do każdego ćwiczenia ok. 15-30 min na ewentualne fochy i wahania. Niemniej jednak, nic na siłę. Pies ucieka łbem, trudno, nie zapinaj,  ewentualnie wróćcie do poprzednich podpunktów. Spokojnie.

Plan działania: pies- zakładamy! Pies chętnie wkłada pysk do kagańca, a obie ręce pewnie i szybko zapinają. Bez strachu, bez czajenia się, bez patrzenia na reakcję psa. Tu można zebrać granty za szybkozapinający się plastikowy zatrzask, ale można i bez niego, np. przewlekając tylko pasek przez klamerkę . Zapięcie nie ma wytrzymać sztormu, a jedną sekundę, na razie tyle nam wystarczy! Zapięte? Smakołyk razem z gorącym "BRAWOO!!!" i odpinamy. A jeśli pies od razu próbuje ściągnąć kaganiec? Skup jego uwagę na smakołyku, poczekaj aż przestanie się szarpać, pochwal gorąco, nagródź i zdejmij narzędzie szatana. Wróć na tylko kilka powtórzeń do poprzednich podpunktów, a tym samym łatwiejszych dla psa ćwiczeń.
Ćwiczyliśmy w sesjach po ok. 3 powtórzenia. Oczywiście, jak zawsze również na spacerach.

Podpowiedź: Jeśli szybkie zapięcie jest kłopotliwe, spróbuj przez kilka pierwszych sesji przytrzymać paski ręką.


7. Przedłużanie. Podobnie jak w punkcie 4, po zapięciu kagańca wymagamy od psa, aby chwilę poczekał na smakołyk.

8. Kaganiec, to zwykła komenda. Cookie pięknie wytrzymywał zapinanie kagańca i znosił go na pysku przez kilkanaście sekund. Wprowadziliśmy kolejny etap przedłużania, połączony z zadaniami by odwrócić myśli od kagańca.
Pies- siad. Zakładamy. Idziemy! (dwa kroki). Siad. Brawooo! Zdejmujemy.
Siad. Zakładamy. Idziemy. Siad. Idziemy. Siad. Brawooo! Zdejmujemy.
Stosujemy przedłużanie nieliniowe!
I tak... Aż wytrzyma kilkanaście minut. Trwało to być może miesiąc. Wszelkie próby zdjęcia kagańca ignorujemy. Ja wydawałam w takim wypadku komendę przerywającą "e-e", gdy przestał się tarzać, dwa kroki idziemy, siad. Zdejmujemy. Ważne, by nie zdjąć kagańca dlatego, że pies się tarza czy próbuje go w inny sposób go zdjąć. Póki się nie opanuje, nie zdejmujemy. Warto, by wykonał chociaż komendę siad. Jest spokój? "Brawoo!!!" Zdejmujemy. Przy następnej próbie skracamy czas pobytu w kagańcu.
Z biegiem postępów dołączamy kolejne komendy, leżeć, obrót, noga, daj łapę. Cokolwiek pies zna. U nas najgorzej szły leżeć i noga, nie bez marudzenia, z samymi stękaniami i "nieeemoooogeeeeewtyym".
Nienawidzę! Nie idę! Nie będę! Umieram!

9. Kaganiec, to normalna sprawa. Cookie wytrzymywał w kagańcu kilkanaście minut. Wyrzuciłam stary kaganiec (ok, schowałam.) Pewnego wieczoru, ćwicząc w nim obroty w parku, nie wiedział, że przez najbliższe 4 miesiące będzie w nim wychodził na każdy spacer. Działa to również jako pozytywne wzmocnienie, że kaganiec=spacer.
Kaganiec zakładany był teraz na bezwzględnie wszystkie spacery. Wychodziliśmy i wracaliśmy zawsze w nim. Wiązało się to początkowo z doliczeniem czasu na marudzenie, bo mimo usilnych starań, wciąż nie traktował kagańca jako najlepszej na świecie zabawy i zawsze nieco się ociągał. Wszelkie odstępstwa kończyły się jednak próbą zaorania podwórka łbem przy kolejnym wyjściu w namordniku, bardzo ważne było więc, by wychodził w nim ZAWSZE. Przypominam, że nigdy nie zapinamy psu kagańca na siłę. Jeśli się waha, trzeba to przeczekać. Smalec nie każe na siebie długo czekać!
Kaganiec był zdejmowany tylko w trakcie spacerów, przy okazji konkretnych ćwiczeń (np. szarpania szarpakiem), z zachowaniem zasady, że zdejmowany jest tylko gdy pies jest spokojny, a nie gdy sam próbuje go zdjąć. 
Czy znosił i wciąż znosi to dobrze? Toleruje. Chętnie zwiedza krzaczory, w nadziei, że jeśli wydłubie sobie oko, zdejmę kaganiec w pośpiechu. Chętnie zaczepia ludzi, łudząc się że mu go zdejmą jeśli będzie bardzo miły. Jeśli bawi się z psami biegajacymi bez kagańca, lubi histeryzować, że go ma. Ale gdy trzeba pogonić małego psa, uwierzcie, że nie stanowi on absolutnie żadnej przeszkody.

Z czasem, po około 2-3 miesiącach kaganiec naprawdę stał się codziennością. Za sprawą zmiany rytuału spacerów Cookie przez jakiś czas lepiej znosił rezygnację  z obserwacji innych psów i generalnie był "grzeczniejszy", trochę jak konie z klapkami przy oczach. Minęło, niestety.
Cookie chętnie zakłada kaganiec przy wyjściu z domu, na komendę, jednak po zdjęciu na spacerach założenie graniczy z kilkoma minutami nęcenia smakołykiem i stanowczymi "e-e" i "zakładamy.". Wciąż próbuje od czasu do czasu zdjąć go łapą lub zahaczając o krzaki, zdarzało mu się trącać mnie kagańcem w nogi.

Podpowiedź: Gdy będąc w kagańcu Cookie próbował się tarzać lub zdejmować kaganiec, kwitowałam to komendą przerywającą "e-e" i zabierałam go na chodnik, nie ryje się głową w betonie, przecież.  Gdy mnie trącał głową w nogi dodatkowo zatrzymywałam się. Zupełnie jak z metodą drzewka przy ciągnięciu. Konsekwentnie! Gdy tylko pies dotknie kagańcem nogi, nie czekaj na pierwszego siniaka. Konsekwentnie przestrzegane działa o wiele szybciej niż sądzicie!



10. Odstępowanie od kagańca. Kaganiec od około 4 miesięcy był najwierniejszym towarzyszem naszych spacerów. Cookie ma się teraz lepiej. Jest nauczony mijania ludzi w pełnym skupieniu na mnie, nieźle rezygnuje z obserwacji psów. Bez kagańca łatwiej jest mi wydawać smakołyki i używać jako nagród piłek czy szarpaków. Jest też spokojniejszy, ze względu na wprowadzoną farmakoterapię.
Aktualnie wychodzi w kagańcu przynajmniej jeden raz dziennie na cały spacer. Przeznaczyliśmy na to spacer popołudniowy. z moim narzeczonym który z nim nie ćwiczy. Często wykorzystuję do tego też krótki poranny spacer. Ma to na celu zachowania ciągłości w tym, że kaganiec, to normalna sprawa. Długie wieczorne lub weekendowe odbywają się zwykle bez kagańca. Jest on jednak zakładany bezwzględnie przed wejściem do parku, gdy istnieje możliwość zabawy z innymi psami będąc bez smyczy (lub ze smyczą puszczoną za psem). Najpierw zakładam kaganiec, a później będziemy się zastanawiać czy spotkamy psy. Po ich spotkaniu, w takiej ekscytacji, z całą pewnością nie uda nam się go założyć, stracimy możliwość zabawy z psami i pozytywnego wzmocnienia kagańca (zabawa z psami tylko w kagańcu). Pewne sytuacje trzeba przewidzieć.
Nie zakładamy kagańca tuż przed wejściem do autobusu (by nie skojarzyć kagańca ze stresem związanym z podróżą!) oraz nie zdejmujemy tuż po wyjściu z komunikacji miejskiej (bardzo szybko się utrwala i pies NATYCHMIAST próbuje zdjąć kaganiec gdy tylko otworzą się drzwi. Warto przejść w nim chociaż jedno skrzyżowanie!).


Podsumowując:
1. Dwa kagańce- ten "docelowy" od którego odwrażliwiamy i "roboczy" do użytku we wszystkich sytuacjach, które w czasie odwrażliwiania wymagają założenia kagańca bez względu na postępy w pracy.
2. Nigdy nie zapinamy kagańca "docelowego" na siłę.
3. Ćwiczymy w domu i w różnych miejscach na spacerach.
4. Metoda bardzo małych kroczków i w razie niepowodzeń wracanie na chwilę do poprzednich ćwiczeń, ale bez długich przestojów i kurczowego trzymania się np. tylko skarmiania smakołyków.
5. Nigdy nie zdejmujemy kagańca, gdy pies sam to próbuje zrobić. Zawsze czekamy, aż się uspokoi, skupiamy uwagę na smakołyku, wydajemy komendę, cokolwiek zadziała.
6. Staramy się, aby pies nie mógł sam ściągnąć kagańca, bo to mu daje sygnał że się da, jeśli bardzo się postara. Niemniej jednak, z doświadczenia wiem, że nadzieja umiera ostatnia ;)
7. Do wszelkich prób ściągania podchodzimy olewczo, lub mówiąc psu krótkie "nie". On i tak jest w takim wypadku w pełni skupiony na kagańcu, nie ma co się pieklić, nie usłyszy.
8. Nawet jeśli chcemy psu zakładać kaganiec tylko na czas przejazdu komunikacją miejską, staramy się nie zakładać psu kagańca na przystanku, a nieco wcześniej. Przede wszystkim jednak, nie zdejmujemy go od razu po wyjściu z pojazdu! Spróbujmy przejść kilkadziesiąt metrów, a jeśli nie ma takiej możliwości, wydajmy kilka psu kilka prostych komend i dopiero zdejmujmy.


Przyzwyczajanie go do kagańca trwało około 4 miesięcy. Kolejne 3 na utrwalanie umiejętności i uznanie, że w kagańcu można normalnie funkcjonować i spacerować. To długo, chcielibyśmy szybciej. Chcielibyśmy w najwyżej 2 tygodnie. Ale często, trzeba przeznaczyć o wiele więcej czasu. Im więcej go sobie damy, tym większe nagrody zbierzemy na koniec. Im częściej będziemy się śpieszyć i zmuszać psa, tym bardziej będziemy się cofać.


A Wy jak znosicie kagańce? Koniecznie dajcie znać w komentarzach!


1 komentarz

  1. Może trochę późno komentuję ale szukam wyjścia. Mianowicie pies idealnie daje sobie założyć kaganiec, ale przy wyjściu na spacer zaczyna się tarzać, czy to na smyczy czy bez znaleźć kawałek trawy i ryjemy (swoją drogą wielki plus dla basketville, że jeszcze żyje). Tak szczerze to nie wiem co mam zrobić - smaki nie, bo wypluwa - próbowałam "kaganiec=spacerek bez smyczy" ale nie pies który ma adhd i nawet na smyczy biega w kagańcu szedł z łapy na łapę z miną skazańca. Masz jakiś pomysł jak go przyzwyczaić ?

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...