Klatka, odwrażliwianie


Rozmawiałam swego czasu z pewnym "nie-psiarzem", który nie mógł wyjść z oburzenia, jak można zamykać swojego psa w KLATCE. Część "psiarzy" wciąż odnosi się do niej sceptycznie, choć jej zwolenników zdaje się przybywać. Jeśli ktoś zna i rozumie ideę klatki kennelowej,  wie, że to tak naprawdę nie-klatka. Nie więzienie. Nie areszt. Nie tortury i worek obciążony kamieniami na dnie jeziora Hańcza. To azyl, to własna buda, to dom.

O zakupie klatki myślałam już wcześniej, ale finalnie pojawiła się ona u nas po przeprowadzce do miniaturowego mieszkanka, w którym naprawdę trudno o komfortowe przyjęcie gości.
Dodatkowo, wiedziałam, że powinniśmy zaoferować mu własny "domek". Z różnych względów często zmienialiśmy mieszkania i jeździliśmy do naszych rodzin zabierając ze sobą psa, a Cookie relatywnie źle te przeprowadzki znosił, nawet jeśli w nowym miejscu miał swoje stare posłanie. Potrzebował swojej budy, jak na wielkomiejskiego burka przystało.



Przygotowując się do zakupu klatki, powinniśmy zapoznać się z zasadami przyzwyczajenia do niej psa. Po wpisaniu w wyszukiwarkę pytania "Jak przyzwyczaić psa do klatki", w pierwszych wynikach dowiadujemy się co powinniśmy zrobić w pierwszym tygodniu zapoznawania psa z klatką:

"wstawiasz klatkę w zaciszne miejsce domu (uwaga: to nie może być punkt obserwacyjny!), pozostawiasz drzwi klatki CAŁY CZAS OTWARTE, wrzucasz do klatki smakołyk, zabawkę i wszystko to, za co Twój pies dałby się zabić, byle to dostać, bierzesz psa na smycz, podchodzisz z nim do klatki, i gdy zobaczysz, że „złapał przynętę”, odpinasz smycz i mówisz „klatka”, a następnie pozwalasz psu na swobodną jej eksplorację, po paru powtórzeniach, dajesz psu komendę „klatka”, a następnie wstawiasz tam miskę z jedzeniem, za każdym razem, kiedy psa chcesz nakarmić", psy24.pl
"...skojarzenie psu klatki z samymi przyjemności. Możemy uzyskać to poprzez:
  • karmienie psa w klatce umieszczanie gryzaków lub konga wypełnionego czymś pysznym w środku
  • bawienie się z psem w klatce i obok klatki, wrzucając np.  zabawkę do środka
  • chwalenie psa i nagradzanie za każdym razem jak sam wejdzie do klatki
  • siadanie obok klatki i zachęcanie psa do przyjścia do nas na przytulanki
  • przywiązanie zabawki/konga/gryzaka w klatce, aby pies mógł się bawić tym, ale tylko będąc w środku",  pies.petsmile.pl
"Ważne jest pierwsze wrażenie (drzwiczki zawsze otwarte): 
  • pozwól psu samodzielnie oglądnąc klatkę i odkryc jej uroki 
  • ustaw klatkę w najbardziej ruchliwej częsci domu, skąd widac jak największą częsć mieszkania 
  • wyściel jej dno miękką poduszką 
  • miskę z codziennym posiłkiem zawsze wstawiaj do klatki 
  • wrzucaj niepostrzeżenie smakowite kąski do klatki, co jakiś czas ukrywając je pod poduszką lub kocykiem (niech będzie niespodzianką)  
  • przywiąż mocnym sznurkiem uluioną zabawkę do żucia w najdalszym kącie klatki", zooportal.pl 

Wszystko bardzo dobrze wygląda, poza tym, że pojawia się pewna rozbieżność w wyborze miejsca, w którym powinna znajdować się klatka. Wynika ona pewnie z tego, że część psów na swoje miejsce odpoczynku wybiera zawsze ustronne miejsce, a inne lubią obserwować otoczenie i być w centrum wydarzeń. Plany nie są więc błędne same w sobie, tylko pisane z perspektywy innego psa ;)
Tym niemniej, we wszystkich tych planach chodzi o wykształcenie dobrych skojarzeń zanim w ogóle zaczniemy psa zamykać. Wyglądało to na proste do zrealizowania.
Niestety, rzeczywistość okazała się być, jak zawsze, brutalna.

Cookie bardzo cieszył się z przesyłki, w której przyszła klatka. Przecież zwykle w przesyłkach, które przywozi kurier znajdują się jedzenie i zabawki! Tym razem okazało się jednak, że w kartonie znajdowało się coś, co do złudzenia wyglądało i brzmiało jak jak suszarka na pranie. A Cookie suszarkę na pranie traktuje z dużą dozą szacunku i niepewności, żeby nie powiedzieć: strachu. Toleruje jej obecność, bo ma długie nogi i generalnie rzadko brzęczy. Ach ci mężczyźni!

Zanim zdążyliśmy klatkę poskładać do kupy, Cookie wręczył mi pismo, podpisane odciskiem łapy:

Istotnie, Cookie wyniósł się na drugi koniec mieszkania i postanowił już nigdy nie zbliżać się do klatki. Nigdy. 

Mogłam czekać, w nadziei że po pewnym czasie sam się odważy. Ale wolałam działać, zanim, być może, lęk i niechęć się utrwali.




Akcja- odwrażliwianie! 


Plan pracy:
1. Ustawiłam klatkę w docelowym miejscu, przykryłam ją kocami. Wizerunek klatki i jej otoczenia w oczach psa miał się już właściwie nie zmieniać (jego posłanie pozostawiłam na razie poza klatką).

2. Podejdź jeśli chcesz. Usiadłam przy otwartej klatce tak aby było mi wygodnie. Moja postawa miała mówić "tu jest najlepsze miejsce do odpoczynku". 
Delikatnie poturlałam smakołyk w kierunku Cookiego. Smakołyk został chętnie pożarty.

Następnie turlałam kolejne smakołyki, każdy nieco bliżej mnie niż poprzedni, trzymając się zasady, że lepiej wydać ich więcej niż próbować przekonać psa do pokonania dzielącego nas dystansu w ramach trzech smakołyków. Niewiedza jest błogosławieństwem. To tylko zabawa w rzucanie smakołyków!

Zakończyłam sesję gdy pies pokonał w moim kierunku 1/3 dzielącego nas dystansu.
Pochwaliłam psa, wstałam i zajęłam się swoimi sprawami.
Po pewnym czasie rozpoczęłam kolejną sesję. od tej pory Cookie chętnie i pewnie podchodził do klatki na około 2 metry.

3. Olej klatkę, ćwiczymy komendy!
Teraz będziemy udawać, że chodzi tylko o naukę posłuszeństwa.
Podeszłam do miejsca w którym pies akurat przebywał i wydałam komendę siad. Pochwała i smaczek. Następnie jeden kroczek w kierunku klatki. Siad, pochwała, smaczek. Dwa kroki w kierunku drzwi. Siad, pochwała, smaczek. Trzy kroki w kierunku klatki. S-p-s. Krok w kierunku drzwi i S-p-s.
Minuta przerwy. Nie było źle, prawda?

Kolejne sesje (po około 5-6 powtórzeń) płynnie przybliżały nas do klatki. Zakończyliśmy ten etap, gdy Cookie pewnie siedział tuż przy klatce.

Uwaga, trzeba bardzo uważać aby pies w przypływie entuzjazmu nie uderzył łapą/ogonem w klatkę, uważajmy też na własne kończyny! Ten nagły hałas może bardzo wystraszyć psa. W razie "dźwiękowej wpadki" należy bezwzględnie ten fakt zignorować. Jesli pies wystraszy się i ucieknie, przeprowadzić ćwiczenie od początku lub od razu wrócić do poprzednich punktów.

4. Magiczny podajnik jedzenia
Cookie wykonywał już komendę siad będąc tuż przy klatce. Siłą rzeczy nieco się odważył i zaczął interesować klatką, chociaż jego postawa ciała sugerowała lekki niepokój. Tu czas na smaczki, które rozłożone były w okolicy klatki.
Podczas gdy Cookie pobierał smaczki, ja siedziałam rozluźniona tuż przy klatce i przytrzymywałam otwarte drzwiczki. Dodawałam mu tym samym otuchy i zapobiegałam ewentualnym brzdęknięciom drzwiczek.

5a. Dzwonienie drzwiczkami- odwrażliwianie.
Usiadłam przy klatce. Zawołałam psa i gdy był około 1 m od klatki (dystans pozwalający psu na pozostanie w strefie komfortu, ale tak aby widział i słyszał co robię), wydałam mu komendę siad- czekaj. Przedelikatnie zadzwoniłam drzwiczkami, pochwaliłam psa za zachowanie spokoju i wydałam mu smaczek. 
Ćwiczenie powtórzyłam około 5 razy, aż pies przestał wykazywać jakiekolwiek oznaki niepokoju. Ćwiczenie te buduje pozytywne skojarzenie ze słyszanym dźwiękiem (jak kliker!).

W kolejnych sesjach dzwoniłam drzwiczkami raz delikatnie, raz nieco głośniej. Unikałam zamaszystego "trzaskania", chodziło tylko o uzyskanie dźwięku naturalnego dla brzdęknięcia zawiasów podczas zamykania klatki.
Poszło szybko, Cookie bardzo szybko zrozumiał zasady gry i chętnie wytrzymywał delikatny hałas.

5b. Dzwonienie drzwiczkami- odwrażliwianie.
Cookie dzielnie (nie wykazywał oznak niepokoju) znosił dzwonienie drzwiczkami klaki z dystansu 1 metra.
Zmniejszyłam dystans. Teraz Cookie siedział tuz przy drzwiczkach.
Przeprowadziłam sesje podobne do tego z ćwiczenia 5a, uważając żeby mimo wszystko nie wachlować drzwiczkami tuż przed pyskiem psa.

6. Duży hałas. Nie oszukujmy się, jeśli pies w przyszłości będzie wskakiwał do klatki z entuzjazmem, może się zdarzyć, ze narobi większego hałasu niż delikatne ruszanie drzwiczkami. I ten rumor musiał być oswojony.
Posadziłam Cookiego znów w odległości 1 metra od klatki. Delikatnie stuknęłam (odgłos miał być ledwo słyszalny!) całą dłonią w sufit klatki. Pochwała za zachowanie spokoju i smaczek. Powtórzyłam ćwiczenie 5 razy.

Podobnie jak w ćwiczeniu 5a, uderzałam ręką raz ciszej, raz nieco mocniej, aż do faktycznego symulowania odgłosu wbiegającego do klatki psa. Krótko mówiąc, całkiem mocno uderzałam w sufit klatki. Powtórzyłam dla pewności z bokami klatki.

7. Dotknij klatki.
Przełożyłam smakołyk przez kraty i zachęciłam psa do jego zjedzenia. Jeśli przekładamy smakołyk przez kratki drzwiczek, staramy staramy się, aby początkowo zawiasy nie dzwoniły.
Ćwiczenie powtarzałam w różnych miejscach klatki, pies byl na zewnątrz, ja nie raz musialam wejść do klatki. Raz na jakiś czas, gdy pies pobierał smaka delikatnie dzwoniłam zawiasem drzwiczek. Pierwsze dzwonienia odbywały się gdy pies był daleko od drzwiczek, ale pod koniec ćwiczeń dzwoniłam niemal tuż przy głowie psa.



8. Hałas, który wywołasz sam.
Cookie wiedział już, że dźwięk krat i jego ignorowanie wiąże się z dużą ilością smakołyków. Chętnie zjadał smakołyki zza kratek dotykając ich nosem i językiem. Tym razem wyzwanie było większe- sam musiał zadzwonić kratami, dotknąć klatki, wywołać hałas, by dostać smakołyk.
Trzymałam smakołyk w dłoni po drugiej stronie drzwiczek tuż za zawiasami. Aby go wydobyć Cookie musiał przełożyć język przez kraty, dotknąć językiem zawiasu i tym samym zadzwonić jednocześnie pobierając smaki.

Po 2 pierwszych próbach Cookie nie miał z tym ćwiczeniem większego problemu. Wprowadziłam utrudnienie poprzez odsunięcie ręki ze smakiem na około 1cm, pies musiał mocniej namachać się językiem (dłużej hałasować) by pobrać smaczka.


9. W klatce dzieją się cuda
Cookie był już oswojony z dźwiękami klatki. Do klatki przeniosłam wtedy jego posłanie. Tak naprawdę dopiero teraz przeszłam do pierwszych punktów z w/w poradników. Wrzucałam do klatki smakołyki, najpierw bardzo blisko wejścia, później dalej, zachęcając psa do ich zjadania. Mimo wszystkich ćwiczeń Cookie miał nogi jak galarety. Niemniej jednak, z każdym powtórzeniem szło mu coraz lepiej. Gorąco go przy tym chwaliłam! Wciąż siedziałam tez obok niego dodając mu otuchy, ale też po to, by chwalić go tylko po zdobyciu przez niego smaczka.

10. Szukaj, co tutaj jeszcze jest.
Cookie nie bał się już wchodzić na kilka sekund do klatki.
Zaczęłam chować pod jego kocykiem smakołyki, smarować kraty pasztetem. Wrzucałam mu tam piłki i konga. Zachęcałam go, by spędził w klatce więcej niż kilka sekund.
Mój Boże, atrakcje jakich tu doświadczysz są nieocenione!

Wprowadziłam komendę: na miejsce! (Cookie doskonale znał tę komendę w odniesieniu do jego posłania, trzeba ją było przekierować na klatkę). Trenując wchodzenie, dawałam mu smaki dopiero po wejściu do klatki, nie wrzucałam ich tam na pokuszenie. Po komendzie zwalniającej wyjdź, pies był chwalony ale nie nagradzany smakiem (podążając za wskazówkami od szkoły dogadajcie się).

Cookiemu tak spodobała się mnogość smaków za wchodzenie do klatki, ze wbiegał do niej jak młody rumak, trzęsąc klatką. Pogratulowałam sobie wtedy kilkunastu minut z punktu 6 ;)

11. Oswajanie z zamykaniem drzwiczek.
Ponownie działałam metodą bardzo małych kroczków. Cookie potrafił już przebywać w klatce kilka sekund oraz wchodzić do niej (i wychodzić) na komendę.

Komenda: na miejsce! Przymykałam drzwiczki na około 5 cm na jedną sekundę. Pochwaliłam i wydałam smakołyk.  Ok, wyjdź! 
Po przerwie przymykałam drzwiczki już o około 10 cm. Pochwaliłam psa, wydałam smakołyk, wypuściłam psa. 

Nieliniowo przymykałam delikatnie drzwiczki na jedną sekundę aż do całkowitego ich przymykania.

12. Pierwsze zamknięcie. 
Analogicznie do ćwiczenia 11, jednak tym razem zamykałam drzwiczki na jeden zawias. Powtarzałam ćwiczenie nieliniowo, aż Cookie wytrzymywał w zamknięciu około 2 minuty.

13. Długie zamknięcie. Wskazówki od dogadajciesię.
Cookie spokojnie wytrzymywał ok. 2 minuty w zamkniętej na zawias klatce.

Plan działania: komenda: na miejsce! Zamknęłam drzwiczki, usiadłam poza zasięgiem wzroku psa i włączyłam sobie dość głośno serial (dojdę zaraz do tego, dlaczego dość głośno). W międzyczasie wstawałam kilka razy do łazienki lub kuchni, nie wychodząc nigdy na dłużej niż minutę. Bezwzględnie ignorowałam psa, nie chwaliłam, nie karciłam, nie patrzyłam wychodząc lub wracając, by sprawdzić jak się miewa lub skarcić wzrokiem.

Po około 10 minutach Cookie zaczął niemiłosiernie piszczeć. Piszczenie odbywało się w cyklach po kilka-kilkanaście minut. Co kilkanaście minut zdarzało mu się szczeknąć. Podjął również próby otwierania klatki łapą. Piski i wrzaski nie odniosły podziewanego rezultatu (do tego kroku konieczne jest, by inni domownicy nie próbowali ingerować w "proceder zamknięcia", BEZWZGLĘDNIE muszą stosować się do zasady ignorowania psa. Niedopuszczalne jest nawet ciche zaglądanie do pokoju w celu sprawdzenia jak Wam idzie lub co się tu dzieje).
Po około 45 minutach, gdy akurat (wyjątkowo) pies był spokojny, wstałam,  entuzjastycznie pochwaliłam psa, otworzyłam klatkę, wydałam smakołyki i pozwoliłam mu wyjść. Bardzo ważne jest, by nie otwierać klatki jeśli pies piszczy lub szczeka.

Od razu po wypuszczeniu psa wydałam komendę na miejsce! i gorąco pochwaliłam go za wejście do klatki. 

Awantura o bycie w zamknięciu nigdy już się nie powtórzyła.

14. Powtórka z rozrywki.
Jeszcze tego samego dnia powtórzyliśmy punkty 11 i 12.

15. Klatka jest do twojej dyspozycji.
Przez najbliższy tydzień nagradzałam psa za wchodzenie do klatki i jej eksplorowanie, a szczególnie za odpoczywanie w niej. W klatce od czasu do czasu pojawiały się jeszcze smakołyki lub ulubione zabawki. Dwa razy dziennie zamykałam psa na kilka minut ignorując ewentualne piski.

16. Śpij w niej również w nocy- *bonus
Cookie nie bał się już do klatki wchodzić, chętnie do niej wchodził i coraz częściej odpoczywał. Noce wciąż jednak spędzał pod naszym łóżkiem, jak to miał zresztą w zwyczaju. Zależało mi na tym, aby naprawdę potraktował klatkę jako swoje miejsce do spania, ponieważ na wyjazdach nie zawsze ma możliwość nocowania pod łóżkiem.

Pod łóżko wstawiłam kartony, które uniemożliwiły mu wchodzenie tam. Jednocześnie, gdy pies kładł się tuż przy łóżku odsyłałam go na miejsce (do klatki), co zresztą bez wahania czynił.
Po koło 3 tygodniach usunęłam część kartonów. Spałam czujnie, wierzcie lub nie, ale budziłam się w nocy by sprawdzić czy pies nie jest pod łóżkiem, jeśli był- odsyłałam go na miejsce. 
Po około miesiącu Cookie powiązał sformuowanie "Cookie, idziemy spać" z komendą "na miejsce" ;)
Mimo, że kartonów pod łóżkiem już nie ma, rzadko tam wchodzi. Jeśli zostanie przyłapany na leżeniu pod łóżkiem, jest odsyłany na miejsce.




Oczywiście, plan pracy jest bardzo długi. Wierzcie mi jednak na słowo, że dłużej się go pisało, niż realizowało! Metoda małych kroczków bardzo spodobała się strachliwemu, ale chętnemu do pracy Cookiemu. Odwrażliwianie przeprowadziliśmy w przeciągu weekendu, pierwsze długie zamknięcie w poniedziałek wieczorem. Myślę, że poszło nam bardzo sprawnie!

A po co to wszystko? Klatkę można byłoby przecież od biedy wygłuszyć, obszyć filcem zawiasy. Obłożyć wytłumiającą dźwięki kołdrą. Albo po prostu zrezygnować z torturowania psa! Ale pamiętajmy, że to nie tylko problem klatki. To dźwięki i kraty. Każde takie doświadczenie, każda rzecz, której pies przestał się bać, to milowy krok w budowaniu jego pewności siebie.

Mimo, ze plan pracy wydaje mi się być uniwersalny dla wszystkich strachliwych psów, pamiętajcie, że pies psu nierówny. Być może Wasz pies potrzebowałby dodatkowych sesji, być może odwrażliwianie trwałoby o wiele dłużej. Mimo tego, myślę że zawsze warto spróbować.

Co o tym myślicie, dajcie znać! :) 


3 komentarze

  1. Czegoś tu nie rozumiem, najpierw cytat: "stawiasz klatkę w zaciszne miejsce domu (uwaga: to nie może być punkt obserwacyjny!)", a potem "ustaw klatkę w najbardziej ruchliwej częsci domu, skąd widać jak największą część mieszkania". Czy tylko ja widzę tę sprzeczność? :)
    "Każde takie doświadczenie, każda rzecz, której pies przestał się bać, to milowy krok w budowaniu jego pewności siebie." - bardzo podoba mi się to zdanie, jak najbardziej popieram takie myślenie!
    Pisałam jakiś czas temu o naszej klatce, krótko, bo krótko - zwyczajnie nie było czego opowiadać. Po zakupie klatki zaczęłam przekopywać internet w poszukiwaniu "crate games'ów" itp. i nie bardzo rozumiałam po co te całe "ceregiele" w tymi grami klatkowymi, z tym odwrażliwianiem, itd. - od razu po pierwszym rozłożeniu klatki włożyłam do niej psie legowisko, a chwilę później Azra wlazła po prostu do środka i położyła się jakby nigdy nic. Myślałam, że to normalne i dopiero potem natknęłam się na filmiki i wpisy na blogach traktujące o treningu klatkowym. Wprawiło mnie to w konsternację - czy to ja coś źle zrobiłam? A może powinnam jednak mimo wszystko przeprowadzić ten trening? Teraz wiem, że po prostu miałam szczęście z ta klatką, Azra jako strachliwy i niepewny siebie pies powinna teoretycznie mieć problemy z jej zaakceptowaniem, a tu niespodzianka! :)
    Wpis oczywiście super ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, pojawiła się pewna rozbieżność w zacytowanych materiałach, co dodatkowo może wprowadzić pewne zamieszanie, jeśli ktoś opierałby się tylko na właśnie pierwszych wynikach w google. Zaraz wprowadzę pewien komentarz do tej różnicy między zacytowanymi wpisami, by nie mącić w głowach moim czytelnikom. Dziękuję za zwrócenie uwagi na ten aspekt!

      Miałaś naprawdę szczęście z Azrą, chociaż słyszałam też o psach które miały podobnie, jak zwykle co pies to opinia :)

      Usuń
  2. Jesteś niesamowita :) Gratuluję cierpliwości i tej ciężkiej pracy!

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...