Prywatka u Cookiego #święta u babci











Ten wpis rozpoczyna nowy cykl, Prywatek u Cookiego.
Cykl powstał z myślą o tych z Was, którzy chcą poznać trochę naszej codzienności, na własne oczy zobaczyć, że życie z Cookim to nie tylko 1. Szkolenie 2. Odwrażliwianie 3. Problemy 4. Rozterki 5. Zasady 6. Smęty i narzekania (chociaż głównie!). Ten cykl to odskocznia i (mam nadzieję), sama przyjemność :) Znajdziecie w nim dużo, dużo zdjęć.  Nie bójcie się marszczenia nosa, jeszcze bardzo długo nie będę publikować idealnych, ostrych jak żyleta fotografii, ale mam nadzieję, że wszelkie techniczne niedociągnięcia nie odejmują uroku głównemu bohaterowi :)
A ja, mam nadzieję, będę miała motywację do tego, by częściej zabierać ze sobą aparat!
Bawcie się dobrze :)


Podróż do babci przebiegła nam spokojnie. Cookie nauczył się już pięknie jeździć samochodem, nie piszczy, nie szczeka, nie wyłazi do przodu (chociaż i tak jest przypięty). Zwymiotował jedynie w drodze powrotnej, co i tak jest sukcesem. Po czym się rzyga na żółto, nie jedząc śniadania i dlaczego mając do dyspozycji cały tył, warto to zrobić akurat ZA kanapę? Who knows.... 

Jesteśmy na miejscu!

Król lasu, głównie patroluje okolicę. Raz skończyło się to pogonią za kotem, drugi raz pogonią za rowerzystką i próbą odgryzienia stóp. Myślałam, że ten problem mamy już od roku za sobą, ale okazuje się, że wciąż jest na czasie. Pani rowerzystce bardzo dziękuję za to, że nie próbowała kopnąć lub uderzyć psa zanim dobiegłam na ratunek (jak dla kogo!).




Dalej dalej mój dzielny rumaku! Leśne agility zawsze na propsie ;)


Ćwiczenia chodzenia po balach okazały się szalonym pomysłem. Ja nadwyrężyłam kolano, a Cookie prawie spadł w przepaść (no dobra, do dołu.). Trzeba było się wycofać.

Wszystkie moje wykałaczki!


Nie ma urlopu od odrobiny ćwiczeń posłuszeństwa :)

To co robimy?



 Wraaacaaaam! (Nie ma piękniejszego widoku, niż tak chętnie wracający pies!)


Święta, święta, dajcie mi już lepiej jeść.

Lubię prababcię Tolę i nie boję się gdy mnie głaszcze, chociaż ona nie lubi być lizana i śmieje się z mojego dobrego wychowania :)











Święta trwały zbyt krótko, brutalnie wracamy do szarej rzeczywistości.


Mam nadzieję, że wszystko u Was dobrze, wypoczęliście, najedliście się i bezpiecznie wróciliście do domu po świątecznych odwiedzinach. Jeśli nie wyjeżdżaliście, mam nadzieję, że nie utonęliście w przedświątecznych przygotowaniach i mieliście szansę wylegiwania się na kanapie z kawałkiem ciasta!

Jak Wam się podoba pierwszy odcinek cyklu? Macie ochotę na więcej, czy też na nigdy więcej? ;)
Dajcie mi znać w komentarzach!



4 komentarze

  1. Fajna sprawa, jak to jest, że dziadkowie mają najlePSIEjsze tereny na spacery? Balowe i Rubowe dziadki mają jezioro tuż pod domem na ten przykład...Wy macie cudowny las...mega ! :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To wszystko po to, żebyśmy mieli jak najwięcej powodów by wracać do rodziców :)
      My również mamy tuż obok jezioro, 100m do lasu i tyle samo do wody. Zdjęcia na kostce brukowej robione są właśnie w okolicach jeziora, jednak przy jeziorze wiało TAK BARDZO, że postanowiłam nie ryzykować moich wrażliwych na przewianie uszu nawet dla jednego zdjęcia ;)

      Usuń
    2. Mamy tak samo, u jednej i drugiej babci takie wypasione miejscówki, że jejuśku! :D

      Zdecydowanie więcej takich postów! :D

      Usuń
  2. Pomysłowy post :) Ale babcine tereny i tak najlepsze w Irządzach <3 A co do zabierania ze sobą aparatu na psie wyjazdy...mam to samo :/

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...