-#Tygodniowy plan pracy/ 2 [majówka w DOGadajcie się]



Ubiegły tydzień obfitował w doznania najwyższego szczebla. Początek tygodnia przeznaczyliśmy na treningi, ale jeśli mam być szczera, ponaginałam je do granic możliwości. Odpuściliśmy sobie przed majówką frisbee, skupiliśmy się na skupieniu uwagi i odwołaniu od psów, które jest dla Cookiego największym problemem i bez którego na szkoleniu grupowym ani rusz!

Nie będziemy się więc nas dzisiaj rozliczać (Nuda! Nuda!) z planu treningowego, będziemy opowiadać! Działo się, oj działo!


Szkolenie majówkowe w DOGadajcie się skierowane było do obecnych kursantów i absolwentów oferowanych przez szkołę kursów. Zaoferowano nam trzy dni (po około 6 godzin dziennie) różnorodnych aktywności, w menu mieliśmy tropienie użytkowe, rally-o, posłuszeństwo, sztuczki i kształtowanie (klikerem), wspólny spacer przeplatany ćwiczeniami, indywidualną pomoc trenerów z wybranym psim problemem, a także część wykładową. Dla Cookiego w część szkoleniową wliczone były również... przerwy. Dlaczego? Chwila moment! Po kolei.



Tropienie użytkowe
Jak być może pamiętacie, ćwiczyliśmy wcześniej niuchanie woreczka z oregano (bazylią, miętą, rozmarynem itp.) na bardzo krótkich dystansach, zarówno w domu jak i na spacerach. Z szukaniem człowieka mieliśmy do czynienia pierwszy raz. Ja byłam zupełnie zielona (przyznam, że tropienie nigdy też specjalnie mnie nie interesowało i nawet sobie nie poczytałam, głupia ja!) i konieczne było pokierowanie mną jak powinien zachowywać się w takiej sytuacji przewodnik. Czyli po prostu, co robić, aby nie przeszkadzać psu w pracy. Cookie nie potrzebował żadnych dodatkowych instrukcji, od razu wiedział co robić i mimo, że jest bardzo niedoświadczony i czasami nieco się gubił, pracował bardzo chętnie, wytrwale i skutecznie!
Tropienie odbywało się w dość trudnych warunkach, nieopodal stadniny koni i boisk AWFu. Ślad często zadeptywali więc spacerowicze, rowerzyści, psy, leśne dziadki.
Poszło mu naprawdę wyśmienicie, a ja... złapałam bakcyla! Uczucie gdy pies złapie trop i ciągnie do niego tak mocno, że można zamknąć oczy i krzyknąć "Prowadź, mój aniele!" jest nie do opisania! Chcemy więcej!


Rally-o
Ten sport był zawsze naszym number one. I podczas szkolenia okazało się... że ponownie tylko przeszkadzam :) Znów, pierwszy raz miałam do czynienia z prawdziwym torem, treningi w domu zawsze traktowaliśmy wyłącznie jako dobrą zabawę i wszelkie ćwiczenia popełnialiśmy wyrywkowo, skutecznie omijając te trudniejsze. Gdy Jakub pierwszy raz wprowadził nas na przygotowany tor, nagle objawiła mi się Najświętsza Panienka mówiąca "Nie chcesz tego robić koleżanko!". Spirale ("...śmierci?"), jakieś dzikie zakrętasy, których kierunku nigdy nie mogłam pojąć, piwoty ("What? Przyjemnie mi się kojarzy, ale serio... CO?!"). Moje rozedrganie, niezdecydowanie (wielokrotnie musiałam się wczytywać w znak i dać sobie chwilę na przypomnienie co mamy zrobić!), chora ambicja i psy ćwiczące tuż obok... Cookie średnio chciał współpracować i trudno mu się dziwić! W rezulacie pierwszego dnia siadła nam motywacja, oboje mieliśmy ochotę rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady, albo po prostu zrobić coś innego. Drugiego dnia poszło nam lepiej, ostatnie przejście toru zaliczyliśmy podobno prawie bezbłędnie i z niezłym czasem. Ha!

Posłuszeństwo
Pierwszego dnia pogoda nas nie popieściła i ćwiczenia z posłuszeństwa odbywały się w sali. A tam, naturalnie dystans między psami był mniejszy i rodzący frustrację. Zajęcia prowadzone na placu dawały nam pole do manewru, chociaż nie obyło się bez Cookineczkowego fiksowania :)
Cookie zaskakiwał swoim wypracowanym siad-zostań i czekaj-proszę. Dystans na jaki mogę od niego odejść gdy jest w siadzie to lekką ręką 10-20 metrów, włącznie ze schowaniem się za drzewem. Z ćwiczącymi obok psami! Robiliśmy mu również rozproszenia: przestawianie przedmiotów i przywitanie się z człowiekiem, to było dla niego naprawdę trudne! Nie wiem czy wiecie, ale "Tej pani się nie zaczepia, nie pyta o drogę i, broń boże, nie podaje się jej ręki!". Wytrwał wszystko, CUDO! Szczytem jednak było moim zdaniem, gdy zostawiłam go w siadzie, do miski stojącej tuż obok rzuciłam kawałek kiełbasy, wydałam komendę "czekaj" i... odeszłam, przestawiłam krzesło, a później zaczęłam grzebać w swoim plecaku. Nie ruszył! Wow, wow i jeszcze raz wow.
Przywołanie również super, chodzenie przy nodze nieźle, pękam z dumy :)

Zdjęcia autorstwa Agnieszki Wojtków:

Lojalnie wobec siebie informuję. To nie ciąża, ani hamburgery. To bluzka z długim rękawem, polar, bluza i wiatrówka :) A skupienie Cookiego przepiękne, aż miło mi popatrzeć na to z boku!



Przygotowanie smaków do treningu czekaj- proszę



Biedne, pozostawione w siadzie psiaki. Pańcia schowana pewnie gdzieś za drzewem ;)

Sztuczki i kształtowanie
To była część totalnie rozrywkowa. Cookie sztuczki zawsze lubił i większość z nich dobrze znał, więc miał się po prostu dobrze bawić. Ćwiczyliśmy przeskakiwanie przez przeszkody, obroty, turlanko, zdechł pies i próbowaliśmy kształtować wchodzenie pod krzesło, jednak Cookie nie zczaił bazy i ostatecznie zrezygnowany położył się plackiem :)

Spacer
Na spacer wybraliśmy się z dwoma psiakami, Cookie nareszcie miał okazję się z kimś pobawić! Wyobraźmy sobie, jak trudne musiało być dla niego obserwowanie jak bawią się i poznają ze sobą inne psy, a jemu nie wolno było nawet się powąchać! Wszystko to miało na celu zapewnienie porządku i spokojnej atmosfery, zrodzony między psiakami konflikt mógłby bardzo utrudnić prowadzenie ćwiczeń. A nauka ignorowania psów, pokazanie że są sytuacje kiedy z psami nie wolno lub nie trzeba się witać, gratis.
Na spacerze ćwiczyliśmy również elementy posłuszeństwa.

Rozwiązywanie problemów
Co wybraliśmy? Oczywiście witanie się z obcymi. Na szkoleniu obecni byli trenerzy, których Cookie nie znał i to był świetny moment do tego, by popracować nad komendą "przywitaj się" i spokojnym spacerem równoległym, bo obcy ludzie to dla Cookiego mimo ćwiczeń wciąż spory problem.

Wykłady
Cookie spędzał je zamknięty w klatce i nie stanowiła dla niego problemu samego w sobie. Trudne dla niego było natomiast to, że wykład wiązał się z bliską obecnością grupy osób i psów, którzy musieli przecież wejść, rozsiąść się i niejednokrotnie napić się, zjeść coś, zadać pytanie. Cookie nie mógł natomiast tego obserwować i zareagować tak jak by chciał (najpewniej rozgonić towarzystwo, z częścią się pobawić, z częścią wdać się w bójkę, ukraść smakołyki, wypić psom całą wodę i zadowolony wrócić do pańci "Zrobiłem to co konieczne. Ktoś musiał to zrobić!"). W rezultacie pierwszego dnia mieliśmy sporo jazgotu, piszczenia w uszach i solidnego psychicznego zmęczenia. Drugiego było już zgoła lepiej, zdarzało mu się przemilczeć poszczekiwanie innych psów lub czyjeś wejście do sali, a nawet uciął sobie komara.
Prawdziwy sukces odniósł jednak trzeciego dnia, mimo że ponownie wchodził do sali jako pierwszy, w ciszy wytrwał rozsiadanie się grupy na miejscach i dosłownie DWA razy podczas całego wykładu krótko szczeknął. Byłam tak dumna, że miałam ochotę otworzyć klatkę i obudzić psa tylko po to by powiedzieć mu "DOOOOBRY PIEEES!".

Przerwy
Gdy inne psy odpoczywają, Cookie nie próżnuje (a ja wciąż na posterunku!). Obecność innych psów, z którymi nie może się przywitać jest dla niego frustrująca, nieopodal ciągle przechodzą również obcy ludzie, którzy bardzo go niepokoją. Ciągłe przywołania, skupianie uwagi, pochwały, korekty... Aż kręci mi się w głowie na same wspomnienie :) A jednak, zdarzało mu się nawet położyć się na trawie, to niespotykane, bo Cookie z reguły ma problem ze zrelaksowaniem się w tak trudnych warunkach. "Leżenie jest dla miętkich, ja muszę PATRZEĆ, CZUWAĆ, NAMIERZAĆ, DREPTAĆ, OBSZCZEKAĆ, POWĄCHAĆ, ZNOWU OBSZCZEKAĆ!"
I w tym aspekcie odniósł więc ogromny sukces.


Dodatkowym utrudnieniem i stresem były dla Cookiego również same dojazdy, ponieważ poruszaliśmy się głównie komunikacją miejską. Cookie popisał się opanowaniem. W niedzielę nie obszczekał nikogo, nawet cmokającego do niego mężczyzny. Nie piszczał, nie próbował uciekać, zdarzało mu się nawet położyć! Spisał się na medal.



Jesteśmy zachwyceni, bardzo zmęczeni, ale chcemy więcej! Ćwiczenia z trenerami zawsze ogromnie mnie motywują. Mimo, że takie zajęcia w pewnym stopniu "generują" bardzo trudne dla psa sytuacje i nawet pojawiające się pytania "dlaczego to ja muszę pracować z TAKIM psem?" i "Czy nie lepiej byłoby gdyby zmienił dom?", to zawsze na koniec wychodzę cała roześmiana, rozpromieniona i pełna życia. To były z pewnością również cenne obserwacje dla naszego behawiorysty, który miał okazję lepiej poznać Cookiego.
Nauczyliśmy się wiele, między innymi tego, że często bardzo przeszkadzam psu w pracy, jestem przede wszystkim niezdecydowana, a to przekłada się na wszystkie konkurencje. To nad czym muszę też ciągle pracować to więc pewność siebie. Luz, blues i opanowanie, którego tak bardzo brakowało mi niemal rok temu na szkoleniu, już chyba mam, choć nie powiem żeby było mi przesadnie do tańca gdy musieliśmy się trzymać z boku grupy :)

Bardzo cieszę się, że zdecydowaliśmy się na takie spędzenie majówki :)

A Wy, jak spędziliście ten "długi" weekend? Postawiliście na leniuchowanie, czy na aktywności?
Co myślicie o takim weekendowym wymęczeniu psa na wszystkich frontach? Koniecznie podzielcie się swoimi wspomnieniami i opiniami :)

Brak komentarzy

Leave a Reply

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...