#Tygodniowy plan pracy/3


Plan na ubiegły tydzień wraz z opisem ćwiczeń przedstawiłam Wam TU.
Ponownie odświeżaliśmy skupienie uwagi i testowaliśmy nową taktykę odwołania od psów. Jak nam poszło w tym tygodniu? Zapraszam do lektury!



Skupienie
Najtrudniejszym dla Cookiego okazało się utrzymanie skupienia, gdy ja zaczynałam się oddalać i udawałam, że nie zwracam na niego uwagi. Cookie świetnie radzi sobie ze skupieniem w takich warunkach, gdy otrzyma komendę "zostań" lub "czekaj". Bez tego się nie liczy! Wielokrotnie obserwowałam sytuację, gdy Cookie walczył z wewnętrznym smokiem robiąc zeza rozbieżnego: jednym okiem patrząc na mnie, drugim patrolując okolicę. Podobnie zachowują się wtedy uszy: jedno grzeczne i skupione, drugie jako radar pracujący na 150%, żeby nadrobić chwilę słabości brata.

Bardzo dobrze poszły mu za to ćwiczenia komendy "patrz" na odległość smyczy, a także natychmiastowe skupienie uwagi, gdy opiekun się zatrzymuje. Przypomnę, że gdy w poprzednim tygodniu postanowiłam sprawdzić po jakim czasie zwróci na mnie uwagę w takiej sytuacji, stałam na skrzyżowaniu przez bite 15 minut!
W ciągu tego tygodnia udało nam się odpracować to co przez moment utraciliśmy, teraz będziemy tylko dokładać kolejne cegiełki.

Odwołanie od psów
Cookie, niezmiennie, jest bardzo podekscytowany obecnością innych psów i nauka odwoływania go od nich, to skomplikowany, wieloetapowy proces. Walczymy z ogromnymi emocjami, na poziomie gonienia w lesie zająca.
Mamy wypracowany gwizdek, przywołanie "do mnie", a także komendę przerywającą "e-e" i sygnał neutralny (cmoknięcie). Cookie zna również komendę egzekwującą, czyli dobitne "JUUUŻ!". Emocje, które nim targają są jednak tak silne, że po prostu mnie nie słyszy, a motywacja w tej sytuacji jest zbyt niska.
Mimo tego, pokusa zastosowania gwizdka lub przywołania w sytuacji zainteresowania się obcym psem była ogromna. Niestety, bardzo szybko i w bardzo prosty sposób moglibyśmy spalić jedno i drugie, ryzyko było więc zbyt wysokie. Kręciliśmy się więc w kółko używając komendy "e-e", która zwykle nie działała,  egzekwując komendą "JUŻ!", która też często zawodziła, odwracając się, odciągając psa, odchodząc. Wciąż miałam z tyłu głowy, że on nie rozumie o co mi chodzi, lub po prostu nie chce mnie słuchać.

Pojawił się w mojej głowie spontaniczny pomysł użycia charakterystycznego dla tej sytuacji sygnału cmoknięcia i wypracowanie go jak gwizdka. W najgorszym wypadku takie cmokanie nie będzie działało, niczego nie stracimy. W najlepszym- uda się wypracować skupienie uwagi w tak trudnej dla niego sytuacji zyskać i pole do manewru: przywołanie, gwizdek lub "przywitaj się".
Ćwiczenie ma formę zabawy, nie nastawia więc psa negatywnie w stosunku do innych czworonogów. Co więcej, cmoknięcie nie oznacza definitywnego zakazu zapoznania się z danym psem, ma być jedynie komunikatem "zwróć na mnie uwagę, a powiem Ci co robimy dalej". Nie mamy więc do czynienia z sytuacją patową, jak w przypadku komendy "e-e", gdy najpierw zabraniam psu interesowania się innym czworonogiem, a później z różnych względów dochodzi do ich zapoznania (np. piesek do nas podbiegnie).

Celem jest (tak jak w przypadku gwizdka) wykształcenie odruchu bezwarunkowego, czyli na dźwięk cmoknięcia odwrócenia się na pięcie i biegnięcia do pańci po dalsze wskazówki.


Ćwiczenie jest bardzo proste:
Etap I:
Gdy Cookie zainteresuje się psem, cmokam i natychmiast zrywam się do biegu* w drugą stronę. Klikałam już za to, że Cookie biegł za mną, mimo że był de facto odciągany na siłę i całkowicie skupiał się na psie. Ważne było jednak dla mnie, że łapy biegły za mną i za to była wspaniała nagroda!

Ruszyliśmy do etapu drugiego po kilku dniach, gdy Cookie w zdecydowanej większości wypadków chętnie zrywał się do biegu i od razu skupiał na mnie swoją uwagę.

Etap II:
Klikam za zerwanie się do biegu za mną (nawet jeśli wymaga to odciągnięcia) i skupienie na mnie uwagi. Nie jest już nagradzane biegnięcie na oślep (i uderzanie w kosz na śmieci, latarnię, wpadanie do rowu, robienie fikołków do tyłu i innych bolesnych akrobacji, bo biedny, nieskupiony pies zaplątał się w smycz).
Cookie coraz chętniej biegnie, natychmiast patrząc na mnie i oczekując kliknięcia. Bardzo często zrywa się do biegu natychmiast, nawet jeśli mamy do czynienia z rozkrzyczanym yorkiem bez smyczy (wow wow, owacje na stojąco!) lub psem wyrywającym się do niego z entuzjazmem (kolejne wow!)
Zdarza się, ze skupienie idzie w łeb, ale nie mamy do czynienia z robotem!
Co więcej, czasami na widok obcego psa, od którego go nie odwołuję, przebiera szybciej łapkami i patrzy na mnie oczekując kliknięcia. To znak, że łapy już zaczynają działać na automacie, że na widok psa biegnie się do mamy. Mądre łapy! Mądry pies!

*Oczywiście, nie biegamy jak szaleni po całym osiedlu, liczą się 3-4 kroki, To daje nam też możliwość zrobienia kilku powtórek wykorzystując do tego obecność tego samego psa.

Rezygnacja
Jak zwykle :) Cookie albo chętnie i z pełną świadomością zasad tej głupiej gry omija wyłożone smakołyki, albo z prędkością światła zwija je spalając tym samym komendę. Ćwiczymy dalej, przede wszystkim mój refleks!

Samokontrola+ tropienie
Ćwiczenie polegało na usadzeniu Cookiego, wyrzuceniu torebeczki z pachnidłem i zwolnieniu go komendą "szukaj". Bułeczka z masełkiem, najtrudniejsze okazało się zachęcenie psa do powtórzenia ćwiczenia "Znalazłem już raz co wywaliłaś, dajże mnie kobieto spokój teraz, zajęty jestem, patroluję, nie mam czasu na twoje głupie fanaberie!". Tu kłania się motywacja do pracy!

Frisbee
Powoli, ale konsekwentnie zbliżamy się do celu. Nie jest dla nas ważne, by perfekcyjnie łapał wyrzucane dyski,  zależy mi przede wszystkim na tym, by interesował się zabawką, a nie otoczeniem (Cookie jest zwierzęciem niezabawkowym i z reguły nie bawi się zabawkami wcale).
I tak też się dzieje, Cookie coraz chętniej łapie dyski, jest coraz lepiej skupiony, zabawa sprawia mu coraz większą frajdę.
Ćwiczenie kończymy zwykle szarpaniem się szarpakiem lub tropieniem by trochę wyhamować jego emocje.

Chodzenie przy nodze na kontakcie
Wprowadziliśmy komendę "równaj" charakterystyczną dla tego ćwiczenia i klikamy. Idzie nam nieźle, ale co najważniejsze! Jak ten piesek cudownie grzeje mi jedną nogę na spacerze!



Mieliśmy też z Cookim okazję uczestniczenia w krótkim treningu, z ludzkimi i psimi pozorantami. Obserwowaliśmy jego przywitanie się i przebywanie w towarzystwie psów, ćwiczyliśmy komendę "przywitaj się". A po ćwiczeniach Cookie sam poszedł do Piotra na mizianko! Mówiłam, że przytulasek :)




Podsumowania poprzednich tygodni możecie przeczytać TU i TU.


A co u Was słychać?



Brak komentarzy

Leave a Reply

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...