Naucz się przekazywać obowiązki!


Na weekend dano mi wrócić do domu.
Te cztery dni były dla mnie trudniejsze, niż sądziłam. Wracałam cała rozsypana, zirytowana, sfrustrowana. Ale dały mi też szansę na wyciągnięcie nowych wniosków, a to zawsze jest cenne.
Przeszłam przez różne stadia tęsknoty za psem i dowiedziałam się sama od siebie, że grubo przesadzam.



Pierwszego dnia, najbardziej brakowało mi Cookiego jako mojego przytulaska. Z trudnością zasypiałam, nie mając sparaliżowanych od przykurczu nóg. Śniło mi się, że wchodzę do mojego tymczasowego pokoju, gdzie wita mnie pies. Zadawałam sobie pytanie: Dlaczego nie pozwolili mi go zabrać ze sobą? Nie ważne, że dzieci, że kot, że antypsiarskie nastawienie całego otoczenia. Dałabym radę!

Drugiego, panikowałam, czy wszystkie leki i suplementy podawane są zgodnie z planem. Świrowałam! Wieczorem wypytywałam o wszystko. Czy ktoś mnie pyta, czy wydałam 100% suplementu z kapsułki? Litości.

Trzeciego, uświadomiłam sobie, że najtrudniejsze jest pozostawienie komuś mojego otwartego projektu, że nie umiem przekazać obowiązków, że mimo jęków i stęków odnośnie braku zaangażowania pana narzeczonego, tak naprawdę pielęgnuję stan ja+pies i ty, wy, oni.  

Projekt- PIES.
W poprawę zachowania i wzajemnych relacji włożyłam wiele czasu i ogrom energii. Jestem zaangażowana, ambitna, otwarta na sugestie mądrzejszych od siebie i poszerzanie horyzontów, pewna sukcesu. 
Nie można mi tego odmówić. 
I nagle, trzeciego dnia, totalnie oszalałam!
A czy teraz stres i frustracja nie bierze góry i w dupę idzie cały socjal i samokontrola?
Kto wie, czy komendy nie są palone?
Czy używają WŁAŚCIWIE dostępnych zabawek? Przecież tylko ja wiem, że po gonitwach za piłką, zawsze szarpak. Przecież to ja wiem najlepiej.
A czy kupy są sprzątane? A worki! Czy worki są wiązane na supeł? Bo jeśli nie...
I w końcu, czy sygnały uspokajające są obserwowane, respektowane. Czy on widzi, że Cookie nerwowo się oblizuje, gdy zabawa jest zbyt intensywna, a lekko drży mu broda, gdy się zestresuje? Nie widzi, to subtelne sygnały! 
Daj Boże, by nie karcił go imieniem! A przecież wiem, że karci! 
Matko Bosko.

Czwartego dnia, ze zmęczenia psychicznego rozpłakałam się, pomiędzy wciskaniem małemu kanapki z serem, a wycieraniem zielonego gila. 

Czwartego dnia również, na własne oczy zobaczyłam, że nic nie straciliśmy.
Że było mu inaczej, że spał na mojej kołdrze. Na pewno zauważył, że mnie nie ma, ale nie cierpiał katuszy. Był grzeczny, kupy były sprzątane, leki podane. I bawili się!

Po pierwszych weekendowych spacerach, widzę, że nie stało się nic złego, świat się nie zawalił.
Właściwie, nie widzę różnicy.


Ta rozłąka powinna mnie nauczyć, że muszę odpuścić. Że nie mam psa na wyłączność i przede wszystkim, nie powinnam mieć. Że mogę prowadzić ten cały projekt i być za niego odpowiedzialna, ale on powinien nauczyć się funkcjonować normalnie w różnych warunkach, przy boku różnych osób. I ważne jest, bym na to pozwoliła, bez siania tragedii, że stanie się coś bardzo złego. 
To część socjalizacji, a przecież na to stawiałam przez ostatni rok!

Mam nadzieję, że przez najbliższe 2 tygodnie tendencja "pauzy", będzie się utrzymywała. 
Nie wiem, czy przyjadę w przyszły weekend. nie wiem czy nie rzucę pracy z dnia na dzień.
Postaram się pamiętać, że ten psiak jest już duży, że nauczyłam go wielu rzeczy, za co chwała mi, ale również, że da sobie radę bez maminego zaplecza.




A Wy, jak sobie radzicie z przekazywaniem obowiązków?
Być może, macie dla mnie jakąś złotą radę?


P.s. Na drugim zdjęciu, chętny aport piszczącej piłki. O odwrażliwianiu na jej dźwięk pisałam na facebooku, ale być może jesteście ciekawi jak zrobiłam to, krok po kroku? Dajcie znać :)

4 komentarze

  1. No jakbym siebie widziała :D
    Rafał ale jak idą ludzie weź go do drugiej nogi , czuje się bezpieczniej . Nie stresuj go. Ubieraj szelki delikatnie . Odpinaj smycz jak ubierasz szelki .Weź mu trochę smaczków . Uważaj na Giffa na klatce . No pogłaskaj go , widzisz że prosi . Pogłaskaj i pochwal jak kaganiec założysz . Na wieczór zabieraj zabawki z legowiska bo na nim nie śpi jak te leżą :D :D
    No identyko Ty zachowujesz się jak ja :P
    Pozdrawiamy ,
    Giff&Asia

    OdpowiedzUsuń
  2. Ty się dużo nauczyłaś o sobie, i to jest ważne, że potrafisz to zauważyć i wyciągnąć dobre wnioski.
    Tylko jeszcze kwestia jakie wyciągamy wnioski, nawet jesli byłbym niezadowlony z opieki nad psem to zamiast myśleć 'nigdy wiecej nie zostawię psa komuś pod opieką' to wolę myśleć, że 'następnym razem dam lepsze instrukcje opiekunowi psa jak z psem postępować i wszystko przećwiczymy abym wiedział że psi opiekun wie co robić'.
    A u Ciebie akurat nie było przykrych incydentów, tylko uczysz się sama tego że czasami psa można z kimś zostawić i można komuś zaufać, że ktoś dobrze zaopiekuje się psem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Postawa "nigdy więcej nie zostawie psa" jest nierozsądna, bo sytuacje są różne i mysle ze przynajmniej raz każdy stanie przed takim "wyzwaniem". Dlatego uważam, że póki ma się te doświadczenia na świeżo warto właśnie pomyśleć jak dany problem rozwiązać: Dawać lepsze instrukcje, wybrac lepszego opiekuna lub przepracować z psem np.lęk separacyjny.
      U nas problem jak widac tkwi głównie we mnie ;)

      Usuń
    2. Ja ostatnio zostałam postawiona przed taką sytuacją - noga w gipsie nie pomaga w samodzielnej opiece nad psem ;) Najważniejsze co zrobiłam, to odpuściłam. Nie spinałam się jak ktoś źle założył psu obroże, nie siedziałam w oknie, żeby patrzeć, czy wyprowadzający psa napina smycz, olałam czy smaczki wydawane są w odpowiednim momencie... I choć skręcało mnie ostro, to darowałam sobie komentarze, bo większość spacerów to był tylko sik pod klatką.
      Stwierdziłam, że tyle pracy i schematów, jakie wbiłam Jance do głowy powinny pomóc nawet nie obeznanemu z psami człowiekowi. I choć Janka jest psychosuką, to jednak stres "wyprowadzacza" czy robi wszystko jak powinien może gorzej wpłynąć na nią wpłynąć niż napięta na spacerach smycz.
      :)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...