Plany spotkań, organizacja kluczem do sukcesu!


Gdy proszę o pomoc w pracy nad psem bardzo często spotykam się z ogromnym entuzjazmem, poparciem i chęcią współpracy. To naprawdę budujące, że obce osoby oferują mi i mojemu psu swój wolny czas, tylko po to, by nam pomóc. Ich entuzjazm czasem jednak opada, gdy okazuje się, że mam przygotowany szczegółowy plan pracy i nie idziemy na żywioł.
Właściwie dlaczego mamy nie dać się ponieść magii chwili?



Czym jest plan spotkania, jak go tworzę i co to znowu za fanaberie?

Na spisanie planu spotkania socjalizacyjnego wpadłam przypadkiem. W mojej głowie zrodził się pomysł intensywnej socjalizacji Cookiego z obcymi ludźmi, co wiązało się z uderzeniem do sporej grupy osób i koniecznością przedstawienia im tej samej propozycji, tego samego schematu,  oraz odpowiedzenia na te same pytania. Plan miał więc być ułatwieniem i dla mnie, i dla nich, ja postarałam się by był czytelny i aby sam w sobie rozwiewał wszystkie rodzące się wątpliwości, a oni mieli go tylko przeczytać.
Na złość mamie, z mojego lenistwa powstało coś konstruktywnego. Jedna rzecz, ale nvm.

Przygotowując plan spotkania opieram się na dokładnym scharakteryzowaniu problemu, z którym mam do czynienia (np. lęk wobec obcych ludzi, ekscytacja i gwałtowność wobec czworonogów) oraz celu, który jest możliwy do osiągnięcia. Drogę do osiągnięcia tego celu rozbijam na jak najmniejsze, łatwe do osiągnięcia etapy. Dokładnie tak, jak robimy przy nauce złożonych sztuczek i trochę jak z nauką pisania: zaczynamy od prawidłowego trzymania ołówka w dłoni, bardzo długo ćwiczymy szlaczki, uczymy się kształtu liter, uczymy się łączyć litery w wyrazy, łączymy wyrazy w zdania, a później to już wiadomo: blog, praca magisterska i testament.

W przypadku spotkań socjalizacyjnych z ludźmi plan spotkania podzielony był na IV etapy, które w bardzo dużym uproszczeniu odpowiadały:
Etap I: spotkaniu się w wyznaczonym miejscu, spacerze równoległym i spokojnej rozmowie, bez witania się danej osoby z psem
Etap II: wydaniu przeze mnie komendy "przywitaj się" i wydawaniu psu przez pozoranta* smaczków, bez próby głaskania, nachylania się czy mówienia do psa
Etap III: ponownemu wydaniu komendy "przywitaj się" i wydawaniu psu przez pozoranta smaczków, z chwaleniem go i przemawianiem do niego ciepłym głosem, możliwością wydawania psu komend  przez pozoranta w zamian za smaczki, ich wspólnej zabawie szarpakiem lub piłką
Etap IV: stopniowemu wprowadzaniu dotyku, zakończonego głaskaniem psa

Dodatkowo zawarłam w nim między innymi informacje czego na poszczególnych etapach nie robić, by nie przestraszyć Cookiego (np. na poziomie etapu I nie reagować na jakiekolwiek, przyjazne lub nie, zachowanie psa), w jaki sposób wydawać smaczki, jak inicjować próby dotyku, jak i gdzie głaskać oraz jak pies może się w określonych sytuacjach zachować i co wtedy zrobić.




Dlaczego warto?

Po pierwsze, dobrze opracowany plan spotkania pozwala na uniknięcie nieprzyjemnych sytuacji. Metoda małych kroczków korzystnie wpływa na pewność siebie psa (wiele małych sukcesów), buduje spokojną i przyjazną atmosferę spotkania, bez wywierania nadmiernej presji.


Po drugie, daje nam poczucie stabilności i kontroli. Biorąc pod lupę wszystkie możliwe zachowania psa w określonej sytuacji, możemy ustalić plany awaryjne (np. gdy pies nie wytrzyma napięcia, przestraszy się, podekscytuje, co wtedy zrobimy, jak poprowadzimy dalszą część spotkania?). Minimalizujemy w ten sposób ryzyko, że wydarzy się coś niespodziewanego, a my w emocjach zareagujemy inaczej niż byśmy sobie tego życzyli. Im więcej więc czasu poświęcimy na szczegółowe dopracowanie planu (często wspólne z pozorantem lub opiekunem psa-pozoranta w celu uwzględnienia ich reakcji na określone zachowanie naszego psa), tym mniej później stresu, niepokoju i "eeeyyy co teraz?"


Po trzecie, taki plan daje nam możliwość szybkiej reakcji. Jeśli macie psa reaktywnego, niestabilnego, którego łatwo jest sprowokować, który bardzo szybko się ekscytuje (itp.), wiecie na pewno, że sytuacja może zmienić się w przeciągu jednej chwili i bardzo dobrze zapowiadający się spacer może szybko przerodzić się w koszmar. Ponownie, jeśli obie strony spotkania będą zapoznane z planem (również planami awaryjnymi), to tylko kwestia hasła lub gestu, by z danej sytuacji się wycofać, zwiększyć dystans, zatrzymać psa, przejść do spaceru równoległego, zająć psa smakołykami lub zabawką i inne, zanim pies się nakręci, przestraszy, wpadnie w amok, z którego później będzie go bardzo trudno wybić i przepracować problem od początku. Unikamy w ten sposób sytuacji, gdy spotkanie spełznie na niczym, bo nie zareagowaliśmy odpowiednio szybko, nie zdążyliśmy sobie nawzajem powiedzieć o co nam chodzi, a stanu rzeczy nie dało się już na tym etapie odratować (np. pies się wystraszył i reaguje agresywnie). Pomocne jest w takich sytuacjach również wykonanie szybkiego telefonu z instrukcjami, ale istotne jest, by dana osoba wiedziała, że możesz dzwonić i miała swój telefon pod ręką, a nie na dnie plecaka.


Po czwarte, plan spotkania z założenia ma pomagać pozorantom. Jeśli dana osoba zapozna się z planem pracy przed spotkaniem, łatwiej będzie jej się zorientować czego oczekuje się od niej na spotkaniu, co po kolei będziemy robić i w jaki sposób może pomóc uniknąć nieprzyjemnych sytuacji.
Spokój pozoranta przekłada się na sukces psa!


Po piąte wreszcie, tworzenie planów zmusza nas do gruntownego przeanalizowania problemu i możliwych reakcji psa. Do stworzenia takiego planu potrzebne są konkretne obserwacje i ich późniejsza weryfikacja na spotkaniach. Nigdy tak wiele nie nauczyłam się o swoim psie, jak planując spotkania i wyciągając z nich wnioski. Warto po każdym takim spotkaniu dogłębnie przeanalizować, czy wszystko poszło zgodnie z planem, co należy poprawić, być może któryś podpunkt trzeba zmienić lub usunąć, być może konieczne będzie zwolnienie tempa pracy, może się również okazać, że cel który sobie postawiliśmy jest jeszcze zbyt trudny do osiągnięcia.


Czy do planu trzeba się stosować w 100%?

Gdy zaczynałam spotykać się z pozorantami (spotkania tylko z ludźmi), Cookie obszczekiwał wszystkie obce osoby, które chciały z nim wejść w interakcję, mógł też kłapnąć ostrzegawczo zębami lub skoczyć w celu zmuszenia danej osoby do zwiększenia dystansu. Dlatego też na spotkaniach zawsze występował w kagańcu.

Nasze pierwsze spotkanie z pozorantem odbywało się pod linijkę. Miałam ogromne szczęście, bo Kasia zapoznała się z planem i perfekcyjnie stosowała się do moich zaleceń, nie próbowała dyskutować z tym, że plan jest nieśpieszny, że zamiast od razu przywitać się z psem, dać mu garść smaków, rzucić piłkę i poklepać po zadku organizuję mu jakieś podchody. 
Na dzień dobry Cookie nerwowo ją obszczekał, za to pod koniec spotkania chętnie się z nią bawił i dawał się głaskać!
Kolejne spotkania przebiegały coraz lepiej, Cookie szybko się otwierał na ludzi i doskonale już wiedział o co chodzi w tej grze. Aktualnie, na spotkaniach z młodymi kobietami skracamy czas trwania początkowych etapów, skupiając się na wspólnej zabawie i dotyku, w przypadku mężczyzn i osób starszych ze względu na mniejsze doświadczenia, plan pracy pozostaje niezmieniony. 

Niestety, spotkania, na których pozoranci próbowali przejąć kontrolę nad sytuacją i nie stosowali się  do zasad, kończyły się średnio. Po pewnym czasie, potrafiłam już rozpoznać kiedy współpraca nie będzie się układała i nie pozwalałam na przechodzenie do dalszych etapów spotkania (Nigdy nie upierałam się, że spacer z pozorantami musi się zakończyć głaskaniem lub wspólną zabawą, zawsze jednak stawiałam na to, aby Cookie wychodził ze spotkania z doskonałym samopoczuciem. Lepiej jest świętować małe sukcesy, niż przedobrzyć, przecenić możliwości psa, zestresować go i spalić spotkanie.

Po kilku spotkaniach wprowadziłam również "komendę", dla pozorantów STOP, która mówiła "pies się zestresował, natychmiast zabierz ręce". Stosowana jest ona przy bezpośrednim kontakcie z psem (poklepywaniu, głaskaniu) i pozwala na natychmiastowe opanowanie stresującej dla psa sytuacji. Bardzo dobrze zaczęłam czytać jego subtelne sygnały uspokajające i reaguję na nie bezzwłocznie. Dzięki temu, w 100% udaje się uniknąć ostrzegawczego kłapnięcia zębami lub warknięcia, a Cookie uczy się, że warto używać sygnałów uspokajających, że nie ma potrzeby reagowania gwałtownie, by zwiększyć dystans między nim, a człowiekiem. 
Komenda "STOP", jest dla każdego bardzo czytelna, stąd udaje mi się "zatrzymać w poczynaniach" nawet osoby, które nie były wcześniej poinformowane o tym, że taki sygnał może się pojawić.


Jakieś minusy tworzenia takiego planu?

Przede wszystkim, wymaga to poświęcenia czasu. Zarówno na przygotowanie planu, jak i jego realizację oraz późniejsze analizy. Wymaga to zgoła większego zaangażowania obu stron, niż zwykłe "To do zobaczenia jutro, o 17:00 w parku przy fontannie".

Kolejną kwestią jest znalezienie odpowiednich pozorantów. Mnie na przykład zależało na ludziach  pewnych siebie, obytych z psami, gotowych na to, że pies może ich obszczekać, skoczyć lub w wyjątkowych sytuacjach kłapnąć zębami, o czym otwarcie ich informowałam. Ostatnie czego bym chciała, to budowanie w psu poczucia, że może kogokolwiek wystraszyć swoim zachowaniem, konieczne było by w razie czego pozorant zachował spokój i zignorował psa (łatwiej się mówi niż robi, ale zapewniam, że znalazły się takie osoby).

Niestety, część osób nie jest przychylnie nastawiona, ani do czytania pierdyliona linijek tekstu, ani jego zapamiętywania, ani stosowania się do zasad. Nawet, jeśli zapewniam, że najważniejszy jest początek, a o reszcie będę mówić na bieżąco, gros ochotników wykrusza się w przedbiegach.
Nie śmiem tego oceniać, bo pozoranci i tak wykazują się dobrą wolą chcąc poświęcić swój wolny czas, którego przecież zabieram im więcej, gdy muszą się z tym planem zapoznać. Dodatkowo, niejako zmuszam ich do zachowywania się w określony sposób, co wiąże się później z koniecznością ich korygowania, przypominania czy upominania, a tego mamy przecież wszyscy, zawsze, po dziurki w nosie ;)






*Pozoranci, to osoby, które pomagają nam w socjalizacji z ludźmi lub psy, które pomagają nam w socjalizacji z czworonogami. Dam głowę, że być może kiedyś do projektu włączymy również koty ;)
**Na podobnej zasadzie utworzenia planu spotkania działałyśmy z Magdą zapoznając Cookiego z Fibi.



A czy Wy tworzycie podobne plany? Jeśli nie, ale zastanawiacie się nad socjalizowaniem swojego psa z kimkolwiek lub czymkolwiek, mam nadzieję, że właśnie Was zainspirowałam!

6 komentarzy

  1. Bardzo ładny plan pracy, aż po prostu szok!
    bardzo podoba mi się Twoje podejście do tematu, pełen profesjonalizm.
    Myślę, że najtrudniej będzie Ci znaleźć pozorantów, a poza tym plan pracy z psem masz gotowy.
    Ja też zawsze stosuję to podejście, że 'Lepiej jest świętować małe sukcesy, niż przedobrzyć, przecenić możliwości psa, zestresować go i spalić spotkanie.'.

    Pozdrawiam,
    Michał
    www.szkola-doberman.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Plan został wdrożony juz pól roku temu i pozoranci się znaleźli, wbrew pozorom nawet gdy zastosuję gęste sito ochotników jest wielu :) chwała im za to!

      Usuń
  2. Inwencja twórcza pozorantów nigdy nie wychodzi na dobre ;) Wiem to po sobie, bo przez takie zachowanie, mój pies przez dwa miesiące nie mógł tropić, nie wiem czy uda mu się do tego wrócić z taką radością jak kiedyś, za to wiem, że musimy zaczynać od początku... Teraz jestem mądrzejsza i asertywna, ale wcześniej trudno mi było powiedzieć "to nie wychodzę na ślad", kiedy usłyszałam, że pozorant poszedł nie tam gdzie planowałam, ale "jakoś to będzie i na pewno nam się uda" :P
    Jeśli chodzi o osoby pomocne w socjalizacji Janki, to raczej nie udaje mi się takich znaleźć, każdy jest mądrzejszy i proponuje coś od siebie, niestety, dlatego podziwiam Twoją pracę i jestem pod wrażeniem, że udaje Ci się tak dokładnie zaplanować treningi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas na szczęście problem inwencji twórczych był marginalny i dotyczyło to głownie prób glaskania psa po głowie, nachylania się i wręcz osaczania go. W przypadku tych spotkań jestem mega asertywna, ale też staram się wybrnąć z sytuacji tak, by nikogo nie urazić. Zwykle nie decyduję się na spotkania z osobami, które juz podczas rozmowy wstępnej dają mi do zrozumienia, ze wiedza lepiej, znaja mojego psa na wskroś, rzucają złotymi radami jak z worka pełnego znakomitości. Plan jest skonsultowany z naszym behawiorysta, kontroluję sytuację, wiec nie chcę narażać psa na żadne niespodzianki i eksperymenty ze strony pozoranta :)

      Usuń
  3. Fajna sprawa tym bardziej, że "w terenie" rozproszenia nie zawsze stopniują się tak jak chcemy. Sama kiedyś myślałam o zorganizowaniu spotkań dla mojej Cleo żeby odkręcić błędy z okresu socjalizacji ale stwierdziłam, że nie dość że sobie nie dam rady nikogo zorganizować to jeszcze wyjdę na dziwną :) także podziwiam :) pomysł rewelka i najważniejsze, że Wam pomaga.
    No i u nas jest o niebo lepiej z ekscytacja względem psów, ostatnio nawet robiłyśmy pokaz sztuczek i ślicznie mi Dziabol pracowała w obecności obcych psów. Jestem dumna :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze się chwali chęć przepracowania i rozwiązania problemów, jeśli ktoś tego nie rozumie, znaczy że sam jest dziwny ;)
      Czytałam o Waszym pokazie i piałam z zachwytu, ale chyba nie mogłam akurat skomentować, co za chwilę nadrobię :)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...