Wspomnienia i postępy cz. 4


Od założenia bloga mija niebawem pół roku. Od rozpoczęcia solidnej pracy nad psem, ale chyba przede wszystkim, nad sobą, ze wsparciem i wskazówkami szkoleniowców i behawiorystów- rok. 
Jeśli przyzwyczailiście się niejako, do wizerunku Cookiego- frustrata, wiecznie nakręconego, zafiksowanego na punkcie innych czworonogów psiaka, przejawiającego zachowania agresywne w kontaktach z obcymi ludźmi lub odnoszącego się do nich z ogromną dozą strachu i niepewności... myślę, że szybko musicie zmienić o nim zdanie!




Aktualizacja na czerwiec 2015:

  • Zachowania agresywnie w stosunku do ludzi mijanych na ulicy: 1%
Mijamy przechodniów dostawiając psa na moją prawą stronę, przy użyciu sygnału neutralnego (cmoknięcia) i komendy optycznej, co Cookie robi chętnie, komendy nie trzeba egzekwować. Jeśli mijana osoba idzie po lewej stronie chodnika, dostawiam psa do lewej nogi na komendę "noga!". 
Od pewnego czasu uczymy się budować wzajemne zaufanie pozwalając mu na mijanie przechodniów bez jakiejkolwiek komendy czy skupiania uwagi, na luźnej smyczy. Odnosimy sukcesy, choć jest to sprawa mocno świeża, więc trudno tu mówić o konkretach.

Cookie mija spokojnie wszystkich ludzi, również rozbiegane dzieci.
Obszczekanie przechodnia jest sytuacją marginalną i następstwem kilku czynników: Cookie musi mieć bardzo zły dzień, a dana osoba musi go w jakiś sposób przestraszyć lub zaskoczyć.
Coraz częściej obserwujemy spokojne zachowanie Cookiego, gdy zaczepia nas ktoś obcy (np. pytając o drogę)


Ludzie z miotłami, grabiami, widłami i innymi kijami- odwrażliwieni.


Ponadto, intensywnie pracowaliśmy przez te pół roku nad jego socjalizacją z ludźmi. I tak oto, aktualnie Cookie daje się głaskać wszystkim opiekunom innych psów, niezależnie od ich wieku i płci. Jeszcze rok temu daleko mu było do miana przyjaznego psa, oj! Jak wiele się zmieniło!
Cookie jest teraz psem, który poznając się z innym czworonogiem, w drugiej kolejności pragnie przywitać się z jego opiekunem i możecie być pewni, że podczas wspólnego spaceru kilkukrotnie przybiegnie do Was na krótsze lub dłuższe mizianie, nawet jeśli nie będziecie dysponować smaczkami.


W kontaktach z obcymi ludźmi bez psów, jest mniej ufny, bezpośredni kontakt wymaga więc odpowiedniego przygotowania.

Podczas bezpośrednich interakcji z ludźmi (głaskanie, zabawa) wysyła bardzo czytelne dla mnie sygnały uspokajające, dlatego zawsze go obserwuję i niemal w 100% mogę kontrolować sytuację, informować o tym, że pies się zaniepokoił i należy dać mu więcej przestrzeni.



  •  Zachowania agresywne w stosunku do gości: ? 
Nie miewamy teraz właściwie gości, więc trudno jest mi się na ten temat wypowiadać.

  • "Frustracja smyczowa": 5-10%
W codziennych warunkach rzadko frustruje się na widok innych psów.
Powoli, lecz sukcesywnie, ćwiczymy rezygnację z natrętnej obserwacji innych czworonogów. 
Cookie coraz częściej zaskakuje ignorowaniem innych psów lub spokojną obserwacją przeplataną zajmowaniem się własnymi sprawami lub skupieniem uwagi na mnie. Wciąż trudne jest dla nas mijanie psów idących na wprost nas (najczęściej ciągnie, by poznać się z psem), ale można je w spokoju minąć po łuku.

Najtrudniejsze jest dla niego opanowanie emocji, w sytuacji gdy nadchodzi pies ciągnący jak parowóz (szczególnie gdy jest to mikropies podduszający się na obroży, przebierający w powietrzu łapami).


Dobrze radzi sobie ze szczekaczami, w zdecydowanej większości wypadków olewa tych smyczowych i okienno-balkonowych, w przypadku tych zza płotu- walczy jak może. To budujące, bo jeszcze rok temu nigdy się nie wahał i odpowiadał im od razu, aktualnie widać, że robi co w jego mocy by się powstrzymać.



Dużą wagę przyłożyliśmy również do socjalizacji z psami. Bardzo dobrze dogaduje się teraz z czworonogami dużych i średnich ras, chociaż ostatnio coraz częściej z dużymi sukcesami zapoznajemy się również z tymi mniejszymi. 
Cookie nigdy nie wszczyna awantur i ewentualne kłótnie wynikają z jego nadmiernej ekscytacji, która jest niemile widziana przez danego psa. Nigdy też nie dąży do podtrzymania bójki, jeśli go atakują ogranicza się do obrony koniecznej. Ze szczególnym szacunkiem odnosi się do wszystkich suczek.



  • lękliwość: 5%

Choć wciąż zdarza mu się przestraszyć czegoś absurdalnego, są to sytuacje rzadkie. Z moją pomocą potrafi przełamać lęk i np. podejść do danego obiektu, powąchać go i przekonać się o tym, że nie stanowi on zagrożenia.
Oswoiliśmy tramwaje, nadjeżdżające pociągi, piły mechaniczne, karetki na sygnale, motocykle i śmieciarki (!).


  • wokalizacja w domu: 1%

Wiem, że na szczekanie innych psów lub hałasy na klatce schodowej zdarza mu się burknąć. Przypuszczam, że nie szczeka gdy nas nie ma w mieszkaniu, biorąc pod uwagę, że sąsiedzi zamiast kiwać głową z politowaniem "no tak, to ten wyjący pies", dziwią się, że taki jegomość w ogóle tu mieszka * ("Widzisz tego pieska? On tu mieszka, a w ogóle go nie słychać!")


  • Posłuszeństwo: 80-90%

Jest bardzo posłusznym psem, chętnie pracującym z człowiekiem. Jedynym problemem, który przekłada się na ten aspekt są... emocje.

Cookie umie:

  • Chodzić przy nodze i na luźnej smyczy
  • Skupiać uwagę na mnie na komendę i sygnał neutralny, również wydawanej na odległość, na razie 3 m.
  • Spokojnie wychodzić na spacer i czekać aż np. pobiorę pieniądze z bankomatu (nauka "nicnierobienia")
  • Komendy: siad, leżeć, łapa (i druga) wykorzystywane również do wyplątywania przednich łap ze smyczy, pif-paf, turlaj się, obrót, ósemka między nogami, obejście dookoła mnie, skok przez obręcz z nogi, na miejsce, zostań (na dystansie około 20 m, niezależnie od włączonych utrudnień, np. chowania się za drzewami, bawienia się zabawką, rozpinania plecaka, witania się z innymi ludźmi), stój, czekaj (np. na posiłek, nie tknie póki nie powiem "proszę", nawet jeśli wybiorę się w międzyczasie do łazienki), skacz (np. przez ławkę, na przewalone drzewo), puść, trzymaj, slalom między nogami podczas chodzenia, suseł, ukłon, touch me, na rączki, przywitaj się, łap (np. rzucony w górę smakołyk, piłkę).
  • aportować, uczy się łapać frisbee
  • tropić ludzi, choć to dopiero początki naszej przygody
  • przybiegać na zawołanie i dźwięk gwizdka, nawet jeśli bawi się z innym psem
  • wyciszać się w autobusach, parkach!









Wciąż mamy jeszcze sporo do zrobienia, chociaż postępy są ogromne. Co prawda, dużo wody w Wiśle musiało upłynąć, abym mogła to stwierdzić, ale hej! Było warto!

W ciągu ostatniego roku spełniły się moje niedoścignione wcześniej marzenia: o spacerach z innymi psiakami, spokojnym mijaniu czworonogów, przyjaznych interakcjach z innymi ludźmi. 
Jestem z niego tak dumna, że chyba pęknę! 




A gdzie jest haczyk?
Trudno jest się przyzwyczaić osobom postronnym, że Cookie bardzo się zmienia, część z nich ukształtowała sobie w głowie jego wizerunek i zapewnienia o poczynionych postępach traktuje z dużą dozą niedowierzania. Wszak, skoro "ludzie się nie zmieniają", to psy na pewno też, prawda?
Szkoda.









Jeśli jesteście ciekawi poprzednich części cyklu "Wspomnienia i postępy", zapraszam do części pierwszej,drugiej i trzeciej.


13 komentarzy

  1. Gratuluję ogromnych sukcesów! :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja mam bardzo nudne i nieoryginalne, ale niezwykle dla mnie ważne pytanie - jakich smakołyków używasz tak na co dzień, na zwykłych, codziennych spacerach? Bo ja kiedy próbuję popracować z Azrą nad jakimś problemem, szczególnie nad nerwowością i lękiem, to żadko coś z tego wychodzi bo sucz po prostu odmawia przyjmowania jakichkolwiek smakołyków. Co ja mam zrobić w takiej sytuacji?? Chcę ją na sobie skupić kiedy się denerwuje, ale to ją jeszcze bardziej wtedy stresuje, tzn to, że czegoś od niej wymagam i wtedy jest tak spięta, że owszem, polecenie z musu wykona, ale za nic w świecie nie weźmie smakołyka, dlatego te skupianie i inne rzeczy są jakby wymuszone, robi to nie z przyjemności tylko z konieczności, bo wie, że tak trzeba. Poradzisz coś jak pracować z psem, który w jakichkolwiek stresujących, nieprzyjemnych sytuacjach wypluwa podawane smakołyki i nie są one dla niego żadnym argumentem? Przykładowo chciałam oswoić ją z jazdą autobusem, ale w środku jest tak zdenerwowana i spięta, że nawet nie myśli o jedzeniu tylko o wyjściu stamtąd jak najszybciej. I albo szaleje albo kładzie się zwinięta w kulkę u moich stóp i wtedy tez nie chce ode mnie smaczków. Pomocy!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A czy macie dobrze wypracowaną motywację pokarmową?
      Ja przed ważnymi treningami nie podaję Cookiemu śniadania, na głodnego lepiej wchodzi, ale kluczowe było u nas wypracowanie motywacji pokarmowej: zrezygnowanie z podawania posiłków w misce i skarmianie karmy i smaków w proporcji 1:1 za komendy.
      Dodatkowo, popracowałabym nad innymi formami nagrody, entuzjastyczną pochwałą lub zabawką, smaczki nie są jedynym motywatorem, można ją nagrodzić na wiele sposobów.
      W stresujących sytuacjach np. właśnie w autobusie używamy lizawek trixie roller pop, pasztetu lub smalcu w kongu. Lizanie w naturalny sposób uspokaja psa i odwraca uwagę od nieprzyjemnych bodźców. Smalec jest the best, szczególnie podany na palcu, aczkolwiek to brudna sprawa :P

      Usuń
    2. Nie ma nawet mowy o "spaleniu miski". Azra pała szczerą nienawiścią do suchej karmy i każdy jej posiłek to odmierzona porcja suchej karmy i wmieszana w to łyżka mięsa z psiej puszki. Czegoś takiego na spacer nie zabiorę, a jak tylko zobaczy, że chcę ją nagradzać suchą karmą to podziękuje mi serdecznie a współpracę i tyle z tego będzie... Próbowałam kilka razy sypać bezlitośnie samą karmę do miski, bez żadnych ulepszaczy, ale skutkiem był tylko półprzytomny, zagłodzony pies, który wolał cierpieć głód niż tknąć suche. Ogólnie problem polega na tym, że karmę traktuje jako KARĘ, a nie nagrodę... Wiem, że można nagrodzić pochwałą, ale jak pisałam w jednym z postów.... ją to peszy. I staje się jeszcze bardziej nerwowa od mojego wysokiego tonu i słów "pochwały". Spróbuję tego pasztetu, rzeczywiście lizanie uspokaja, chociaż jak już się sunia zestresuje to nic do niej nie dociera. Nieważne, że bez śniadania jest, nieważne, że mam mięsko, które sama bym z chęcią zjadła. Na nią to nie działa. W domu nie ma problemu, szyneczka czy suche sklepowe smaczki - bez różnicy, zrobi wszystko. Natomiast w sytuacji stresowej nigdy sama z siebie nie weźmie ode mnie smaka. Parę razy wcisnęłam jej go na siłę, żeby poczuła, co mam w ręku, ale i tak wypluwała i nie chciała brać.
      Uważasz, że powinnam spróbować spalić miskę? Ja jestem sceptycznie nastawiona, bo Azra nawet za darmo nie chce jeść karmy a co dopiero za komendy. Może powinnam zacząć właśnie od skarmiania "za nic" na spacerach, - jak nie zje to jej strata- a dopiero potem jak już załapie wymagać zrobienia czegoś za karmę? Tylko jeśli nie będzie mi znowu jeść przez tydzień, to mam przerwać "eksperyment"?

      Usuń
    3. Muszę spróbować, ale Azra odwraca głowę kiedy jej pokazuję na dłoni kulkę karmy i daję do zjedzenia. A jak weźmie to wypluwa. Obawiam się, że zniechęci się do wykonywania komend jak zobaczy, że może dostać za to tylko suchą karmę. A co mam zrobić jak wykona polecenie np. siad, ale nie weźmie karmy? A potem nie będzie w ogóle wykonywać komendy bo będzie jej się to kojarzyło z karmą? Dziękuję ci oczywiście bardzo serdecznie za rady, ale nadal mam pełno wątpliwości dlatego dopytuję ;)

      Usuń
    4. Nie traktowałabym spalonej miski jako metody uniwersalnej. Chyba napiszę na ten temat posta, u nas spalona miska kompletnie się nie sprawdza. Ja doprowadziłam swoją upartą sukę do stanu totalnej wegetacji, wejścia w tryb ekonomiczny (spanie, spanie) a jak zobaczył ją weterynarz to mnie op*erdolił,że pies jest wygłodzony. Do tego wszystkiego kompletnie straciłam kontakt z swoim psem, posłuszeństwo poziom zero. Cleo jadła minimum aby nie umrzeć z głodu, jedynie wegetowała. A to była dopiero faza wstępna w postaci próby nauczenia psa aby zjadał suchą karmę bez dosmaczania. Gdybym tą sucha karmę zastosowała jako nagrodę to mogłabym ją sobie co najwyżej wsadzić w nos. Dlatego uważam, że spalona miska nie zawsze się sprawdza. Aha i do tego doszło ciągłe szukanie żarcia na spacerach, nie było mowy o spuszczeniu ze smyczy.
      Valerie oczywiście to nie oznacza, że u Ciebie się nie sprawdzi bo każdy pies jest inny. U mnie się nie udało. Z niejadkami trzeba uważać...

      Usuń
    5. DZIABONG Cleo, ile dni trwało u Was palenie miski?

      Usuń
    6. yyy przepraszam, przez omyłkę skasowałam komentarz. Pisałam o tym, żeby spalić miskę i wydawać psu karmę suchą w formie nagród za proste komendy, w kilkunastu- kilkudziesięciu sesjach w ciągu dnia. I jeśli pies po tygodniu dalej nie będzie chciał jeść, zrobić badania krwi lub odpuścić. Cookie nie jadł prawie nic przez 5 dni (po dosłownie 2-3 kulki, musiałam robić sesje co kilkanaście minut żeby jadł cokolwiek), ale po tym przestał wybrzydzać.

      Usuń
    7. Ja najpierw chciałam aby mój pies zaczął jeść karmę i na tej fazie zaprzestałam bo po kilku tygodniach jedzenia tylko i wyłącznie ok 20% dziennej porcji pies strasznie mi schudł. O zjedzeniu chrupek na zewnątrz nie było mowy.
      Gdybym spaliła miskę przy barfie udałoby się ale technicznie jest to bardzo trudne. Brudne ubrania, śmierdząca ja, brudne paznokcie. Jedno wielkie FUJ. Czasami sobie pozwalam na taką dekadencję ale ogólnie u nas lepiej sprawdzają się inne metody stąd nie uważam spalonej miski jako metody uniwersalnej ale nie wątpię, że u większości psów sprawdza się świetnie. Znam sukę u której spalona miska zrobiła na prawdę dużą robotę. U nas chrupki niet. :)

      Usuń
    8. Także Cleo jest albo na BARFie albo na jakiejś dobrej mokrej karmie :) jeśli chcę aby pracowała na jedzenie to nie dostaje śniadania tylko tłuszcz rybi a po południu zabieram ją na trening z saszetką z smaczkami i idzie dobrze.
      Dla mnie najważniejszym narzędziem szkoleniowym jest szarpak i piłeczka.
      Gdyby nie była takim upierdliwym uparciuchem wybrzydzaczem to skorzystałabym z spalonej miski.

      Usuń
  3. Ona i tak powinna zdecydowaną większość komend wykonywać bez konieczności zachęcania jej do tego smakiem, powinna pracować z Tobą, a nie z pasztetem, bo w końcu skończą Ci się smakowe argumenty.
    Oczywiście, nie sztuczkuj z nią w takim wypadku najtrudniejszych rzeczy, bo każda komenda potrzebuje na początek sowitej nagrody, ale jeśli już coś dobrze zna, to nie musisz jej nagradzać za każdym razem by się nie zniechęciła.

    Jeśli wypluje karmę, rozłóż ręce w geście zwątpienia i skończ sesję. Spróbuj za kilkanaście minut, za godzinę. W końcu zje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tutaj sprostuję - nie pracuje z pasztetem, naprawdę. Jest w stanie zrobić mi sekwencję komend/sztuczek nie wiedząc nawet czy mam coś w kieszeni. Chodzi o to, że jak po wykonaniu komend dam jej w nagrodę suchą karmę to tylko odwróci się z niesmakiem, a następnym razem w ogóle nie będzie chciała nic zrobić bo już skojarzy, że jej się nie opłaca.

      Na razie chyba zacznę od karmienia na spacerze, tak po prostu i jak w końcu zacznie zacznie jeść suche to wtedy dopiero coś będę od niej wymagać no bo wcześniej to bez sensu, jak i tak nie zje.

      Trzymajcie kciuki ;)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...