#Plan pracy/ na bezrobociu :)


Tworząc cykl #Tygodniowy plan pracy, kierowałam się przede wszystkim brakiem czasu. Tak, to nie żart. Postanowiłam poświęcić kilka wolnych w ciągu dnia godzin, dla psa, na przekór temu, że miałam ich naprawdę cztery. Trzy i pół godziny wieczorem na to, by przetrenować z psem wszystko co tylko mogę, umycie siebie i włosów, zjedzenie obfitej i późnej obiadokolacji (...że nie powinno się jeść schabowego, z ziemniorami i mizerią na noc? PHI!), odmóżdżenie się po ciężkiej pracy (12h w pracy czwarty dzień pod rząd? Czemu nie!). Pół godziny rano na przetrenowanie mniej absorbujących rzeczy. Nie osądzajcie mnie, że mając psa, nie poświęcałam mu więcej czasu, bo słowo daję, nie miałam go również dla siebie. Pod moją nieobecność nad psem czuwał Janek.
Ale wymiękłam. Tak się po prostu nie da.

Znacie może tę tendencję, że najwięcej czasu marnotrawimy w weekendy? Tydzień taki poukładany, ktoś się nawet pokusi o rozpisanie todo list. Powrót z pracy/szkoły o tej, kolacyjka lub obiadek zaraz po, negocjacje czy zdążę umyć włosy, czy zrobię to rano, ustalenia że odkurzanie w sobotę, a uporządkowanie szafy "kiedyś".
A w weekend, daj Boże, żebym wstała o 10 (11:30 jeśli mam być w pełni szczera)! Po trzecim budziku! Później tylko dwie godziny opierdzielania się przy śniadaniu, później opierdzielanie się właściwe, przeplatane zadręczaniem się swoim lenistwem i ogólnie pojętą beznadziejnością (Przytyłaś ostatnio, wiesz? I dokładnie tak jak przypuszczałaś, dostałaś pierwszych zmarszczek zanim pozbyłaś się trądziku. Tak to jest, jak się nie zrobi magistra w terminie...), później chwila na odstresowujące i łechcące sumienie gruntowne sprzątanie, by chwilę po tym jak poczujesz się dobrze legnąć zadowolona na łóżku i włączyć kolejny odcinek Chirurgów. A spacery z psem w tzw. międzyczasie.

Jako, że żyję aktualnie niekończącym się weekendem, wychodzę z psem kiedy mam na to ochotę, a nie w określonych godzinach i ćwiczymy to, na co pozwalają nam obecne warunki i zastane (lub nie) psy, już wiem, że tygodniowy plan pracy nie byłby realizowany nawet w 50%.
Nie byłabym jednak sobą, gdybym czegoś z psem nie ćwiczyła, bo codziennie przynoszę do domu nowe wnioski i codziennie rodzi się pomysł przepracowania czegoś innego.




Plan pracy na bezrobociu
obowiązujący do szczęśliwego dnia znalezienia pracy lub emigracji  z płaczem do mamy



Co ćwiczymy?

1. Odwołanie od psów przez cmoknięcie
Niestety, po moim wyjeździe odwołanie od psów, które było coraz lepsze i napawało mnie ogromną dumą, umarło. Nie ma go, Cookie nie reaguje. Odpracować.

Zostajemy więc na Etapie II (TU znajdziecie opis pierwszych etapów ćwiczenia). 
W miarę możliwości przenosimy się do etapu III i IV:

Etap III:
Na dźwięk cmoknięcia pies sam chętnie zrywa się do biegu za mną, bez konieczności lekkiego pociągnięcia go za sobą. Wielka nagroda słowna i dziesięć tysięcy smakołyków.

Etap IV:
Na dźwięk cmoknięcia pies sam chętnie podbiega, a ja nie zrywam się do biegu, tylko odwracam się tyłem do psa. Wielka nagroda słowna, dziesięć tysięcy smakołyków i być może w nagrodę, będzie można się przywitać z psem.


2. Zatrzymanie psa w locie, czyli komenda "STÓJ!"
Cookie doskonale zna moje wysokie "Stój!", jak się jednak okazało po kilku testach w terenie,  potrafi go to zatrzymać w biegu, ale nie w pogoni. 
Czyli zatrzyma się, gdy biega z psami lub hasa bez celu po polu, ale nie zatrzyma się gdy biegnie przywitać się z obcym psem lub gdy goni kota. Kluczem jest tu motywacja
Pogoń jest zachowaniem samonagradzającym, dlatego będzie bardzo trudno (jeśli w ogóle się uda) nauczyć go rezygnacji. Co nie znaczy, że nie można próbować!

Jak ćwiczymy? 
Ćwiczenie realizujemy według książki "Pozytywne szkolenie psów dla żółtodziobów..." P. Dennison
W dużym skrócie, polega ono na rzucaniu psu różnych przedmiotów (od najmniej atrakcyjnych z perspektywy psa, po najbardziej), wydaniu komendy "weź to" i odwołaniu psa do siebie.
Ignoruje się "wpadki", gdy pies przyniesie przedmiot w pysku.
Za zrezygnowanie z pogoni chwalę naprawdę bardzo entuzjastycznie, z podskokiem, uniesieniem rąk w geście zwycięstwa i serią kilkunastu smakołyków wydawanych raz za razem.


Cookiego nie trzeba było specjalnie namawiać do pogoni nawet za opakowaniem po chusteczkach higienicznych, dlatego w pierwszej kolejności nauczyłam się wyrzucać przedmioty na tyle daleko, by pies miał szansę podbiec kilka kroków i zrezygnować z pogoni, ale jednocześnie z małym rozmachem, by nie motywować psa do pochwycenia przedmiotu

Tak więc dla każdego z przedmiotów ćwiczenie dzielone jest w naszym wypadku na dwa etapy (tak, lubię dzielić na etapy, etapy to mój konik ;))
Etap I: delikatny rzut (lub nawet odłożenie), bez patrzenia psu w oczy i nakręcania psa, np. "UWAGA, rzuuucaaam!"

Etap II: mocny, daleki  rzut.


Trzeciego dnia ćwiczeń Cookie chętnie rezygnuje z pogoni za rolką po papierze toaletowym i pluszowym misiem. 
Aktualnie trenujemy z ażurową piłką (Etap I- delikatny rzut). W razie dwukrotnej porażki robię  krótką przerwę i wracam do rzutów rolką po papierze. Po dwóch sukcesach z rolką jeden delikatny rzut piłką ażurową i niezależnie od jego wyniku zakończenie ćwiczenia.
Ćwiczę w bardzo krótkich sesjach, robię przerwę po każdych dwóch sukcesach lub dwóch porażkach.
Obserwuję motywację psa, jeśli pies się nudzi, nie chce podejmować pogoni lub odnosi same porażki, natychmiast kończę ćwiczenie.

W przedstawieniu będą brały udział kolejno: szarpak, piłka dentafun, frisbee, piłka tenisowa, piłka piszcząca, patyk drewniany (tak, wiem że rzucanie patyków psu nu-nu-nu, ale motywacja do schwytania jest największa), kawałek kiełbasy/parówka.

Po zakończonym ćwiczeniu daję psu trochę oddechu, a później kilkukrotnie rzucam psu aport z komendą "przynieś!"
Cookie bardzo szybko orientuje się w schematach i bardzo szybko zamiast nauczyć się, że "STÓJ" znaczy dosłownie "nie goń", zakodował sobie, że dostanie nagrodę jeśli nie przyniesie tego co rzuciłam. Łatwiej? Łatwiej. Dlatego w naszym wypadku bardzo ważne jest równoległe ćwiczenie aportowania.



Dodatkowo, pilnuję się i staram się nie palić komendy w codziennych sytuacjach. Niech goni...

3. Ignorowanie ptactwa
Po gołębiowym incydencie, natychmiast wprowadziłam naukę ignorowania ptactwa.
Naukę, to może zbyt wiele powiedziane, po prostu chwalę Cookiego, gdy nie zwraca uwagi na ptaki, szczególnie jeśli zrywają się do lotu.

4. Przypomnienie i utrwalenie
Regularnie przypominamy gwizdek. Bardzo rzadko go używamy, ale wierzę, że łatwiej jest go mieć ciągle wypracowanego, niż w bliżej nieokreślonej przyszłości zaczynać od początku.
I co gorsza.
Musimy odpracować kaganiec. Odkąd przestał być nieodłącznym elementem każdego spaceru, ponownie stał się pewnym problemem.
Nie zakładam kagańca na siłę i wychodzimy przynajmniej raz dziennie na krótki spacer w kagańcu (choćby dookoła bloku).
Raz dziennie zakładam kaganiec na spacerze i po kilkunastu krokach, gdy pies zachowuje spokój zdejmuję i wracamy do domu.

Między ćwiczeniami utrwalamy rezygnację ze smakołyków w misce, spokojne chodzenie za psami, ignorowanie szczekaczy okienno-balkonowych i mijanie przechodniów bez uprzedniego skupienia na sobie uwagi psa.

5. Sztuczki
Czyli coś, na co przez ostatni rok nie mieliśmy czasu.
Trenujemy susła, zwiększamy dystans "cofnij", chodzimy przy nodze do tyłu, trenujemy "równaj".

W planach "obrót" w drugą stronę, trzymanie na głowie smaków, podawanie tylnych łap do wycierania i... może coś jeszcze :)

6. Organizacja spotkań z pozorantami
Wiem już, że najszybciej i najłatwiej mogę czegoś nauczyć Cookiego na aranżowanych spotkaniach. Pierwsze pomysły już są. Teraz tylko ich dopracowanie, ewentualne konsultacje, plan spotkania i zwerbowanie pozorantów :) 


7. Socjalizacja
Czyli spacery w nowe miejsca. W planach ścisłe centrum, psi wybieg, MaxiZoo, MediaMarkt, cypel czerniakowski. Do tego trudniej będzie przekonać mnie, bo z nas dwojga jak wiadomo, to ja jestem ten dzikus i nieśmiałek.




No dobra, niech będzie tyle ;)
Widzę, że pół internetu realizuje projekt 62 i bardzo dobrze! :)
Mam nadzieję, że codzienna praca z psem wejdzie Wam w krew. Trzymam za wszystkich kciuki, a tym, którzy wybrali wakacyjne leniuchowanie zasadzam solidnego kopa w tyłek. I jednocześnie zazdroszczę ;)


2 komentarze

  1. Ambitne plany! trzymamy kciuki ;)

    Pozdrawiamy
    http://plutoifigaro.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Kiedyś wyciągałam Cleo z paszczy młodą jaskółkę więc znam ten ból. No i nie tylko to wyciągałam także ten. Czasami lepiej się nie chwalić ;)
    I nie leniuchuj tyle!

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...