#Prywatka u Cookiego/ Wisła z Dufflem

Zanim sierpień postanowił nas ugotować żywcem, wybraliśmy się z Cookim na spacer z kolegą Dufflem. Nie widzieliśmy się hohoho, więc poza korzystaniem ze słońca i zwiedzaniem Warszawy miałyśmy z Ewą również okazję do wymiany najświeższych plotek.

Ku mojej olbrzymiej radości naszym celem było zwodowanie psów w Wiśle. Od kilku tygodni marzyłam o popluskaniu się z psem w wodzie, tylko niestety, do każdej znanej mi, sensownej plaży (gdzie można puścić psa luzem i nie martwić się o innych plażowiczów lub rowerzystów) mieliśmy ogromnie daleko lub niewygodnie, bo niestety ogranicza nas możliwość dojazdu jedynie komunikacją miejską. Ta plaża, jak zapowiadała Ewa, jest blisko, jest czysta i przede wszystkim mało uczęszczana- raj  dla psów w centrum Warszawy!
Na początek, krótka lekcja na całe życie, dla tych, którzy jeszcze nie przyswoili, jak to jest w dużych miastach, a przede wszystkim w Warszawie: 
Zawsze sprawdź, czy w danym dniu nie jest organizowany jakiś rajd rowerowy/maraton/przejazd rolkarzy i czy część miasta nie jest czasowo wyłączona z ruchu. 
Trzygodzinny spacer od jednego mostu do drugiego, przez chaszcze tak gęste, że wystawiałyśmy psy by szukały drogi, przez ajajaj- półtorametrowe pokrzywy, zwalone drzewa, robactwo i place budowy, skutecznie nauczyło mnie, że jakdojade.pl nie zawsze mówi mi o wszystkim, o czym powinnam wiedzieć ;)
Przypuszczam, że dojście na plażę mogłyśmy z powodzeniem rozegrać nieco inaczej, ale nam się taki survival całkiem podobał (psy zachwycone!), a to przecież najważniejsze. Cookie wczuł się nawet w rolę psa ratownika, o czym mogliście przeczytać na naszej stronie fb. 



Owa dzika plaża znajduje się po lewej stronie Wisły, nieopodal mostu Grota-Roweckiego i jej szerokość jest zależna od poziomu wody w rzece. Jest to miejsce widocznie mało uczęszczane i czyste, nie uświadczyłyśmy potłuczonego szkła czy innych śmieci, chociaż udało się spotkać pojedynczych plażowiczów i wędkarzy. Woda jest tu bardzo długo płytka, a dno łagodne dla psich łap (ja z powodzeniem śmigałam razem z psami w samych skarpetkach).


Niebanalny widok na elektrociepłownię Żerań <3


Cookie aportował...





...lub nie...














Mame, piłka na zagłębokiej wodzie! (nie prawda.)


Niestety, mimo usilnych starań nie udało nam się zmotywować Cookiego do oderwania łap od mulistego dna rzeki. Metoda nakręcania psa na zabawkę i wrzucania ich stopniowo coraz dalej na niewiele się zdaje w przypadku Cookiego, który wietrzy podstęp w każdym moim rzucie. Mimo, że bardzo lubi bieganie po płytkiej wodzie, uważa na każdy swój krok i gdy piłka okazuje się być (w jego mniemaniu) zbyt głęboko (Woda po paszki, tylko nie popaszki!) po prostu rezygnuje (lub próbuje sobie piłkę przychlapać łapami tudzież szczeka na nią, żeby do niego podpłynęła- taką metodę stosuje również na piłki utknięte pod szafą, ale łajzy wciąż pozostają głuche na jego wołanie).














































Duffel pływał gdy tylko miał taką możliwość, więc pozwolił sobie na zasłużoną drzemkę :)


Zdrowo się wymęczyliśmy! Było pięknie i jak zwykle mamy ochotę na więcej!



Uch, niech te upały trochę zelżą, nie jesteśmy w stanie ruszyć się z domu przez cały dzień i trochę kiśniemy, a za ścianą trwa remont, więc chciałoby się gdzieś wyjść... podwójnie!
Wy też się gotujecie?

8 komentarzy

  1. Jest tyle pomysłów na psie spacery, spotkania, treningi, ale niestety przy 34 stopniach nawet wyjść do sklepu się nie chce. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tu wygrywają psiaki posiadające kamizelki chłodzące! Dla ludzi nie ma ratunku ;)

      Usuń
  2. Szczekanie na piły! Skąd ja to znam :D Luśka zanim zdecydowała się popłynąć to samo wyczyniała :) Przełom nastąpił na kajakach w zeszłym roku, w końcu wbiegła do wody za patykiem, który Michał jej rzucił i zaczęła płynąć. Co to była za radość! Teraz ma fioła na punkcie wody :) Może Cookie też się w końcu przekona, 3mam kciuki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że i Cookie któregoś pięknego dnia odważy się popłynąć :)

      Usuń
  3. Fajowe miejsce, chociaż wydaje się, że nie ma tam za dużo piasku. Marzy mi się jakaś fajna miejscówka, gdzie pieski mogłyby pobiegać po piachu, a jednocześnie nie trzeba by było tam jechać długimi godzinami (niestety, brak samochodu czasem daje się we znaki!).

    Swoją drogą, jestem pod ogromnym wrażeniem Cookiego - ratownika. Tytania na pewno nie pozostawiłaby mi nawet jednego zęba w takiej sytuacji. Nie martw się brakiem pływaniem - u nas też trochę to zajęło (a setery podobno kochają wodę) i ruda długo przegryzała się z koncepcją oderwania łap od podłoża, szczególnie, że swoją przygodę z wodą zaczęła w dość nieszczęśliwy sposób.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdy tam byliśmy (na pewno zmienia się to wraz z aktualnym poziomem wody w Wiśle) uświadczyliśmy również piasku i mułu rzecznego, jest w czym wybierać, bo plaża jest nie tylko szeroka ale i bardzo długa. Dosłownie 10-20 m od tych kamieni były już tereny piaszczysto-muliste (z kałużami ciepłej wody), gdzie ja ganiałam z Cookim do utraty tchu w samych skarpetkach, nie kalecząc stóp.

      Cookie w ogóle wykazywał się podczas tej wyprawy ogromnym zorientowaniem na to, co się ze mną dzieje, niejednokrotnie na wąskich ścieżkach blokował wycieczkę, bo czekał na mnie, albo zamiast przejść zupełnie swobodnie pod pniem drzewa wskakiwał za mną na górę (skok wzwyż na ponad metr, co to dla niego...)
      Miód na me serce <3

      Usuń
  4. Takie miejsce w Warszawie to prawdziwy skarb :D
    Nic się nie martwcie, my też się kisimy cały dzień, żeby w końcu po 20 wyjść na spacer (albo wstać o 5 rano... niee, zdecydowanie wolę tą pierwszą opcję ^^), takie uroki lata :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Strada miała podobne podejście do wody, ale podczas ostatnich upałów stwierdziła, że jest w stanie SAMA wskoczyć do rzeki żeby choć troszkę popływać. Teraz świetnie aportuje i pluska się w jeziorze. Ale tylko jak jest ciepełko :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...