Ćwiczenia z pozorantami- know how!


Gdy mowa jest o pozorantach, najczęściej wyobrażamy sobie rosłego mężczyznę, odzianego w twarzowy kombinezon ochronny, na którego napuszczane są bardzo groźne pieski. Ale pozoranci nie zawsze muszą wyglądać jak ludzik Michelin, mogą na przykład mieć długi pasiasty szalik, okulary i na imię Basia.
I na Basi wcale nie będziemy wieszać psów.



Spotkania z pozorantami, to zaaranżowane sytuacje, podobne do tych sprawiających psu na co dzień dużą trudność (wywołują lęk, wycofywanie się, zachowania agresywne, nadmierną ekscytację, frustrację itp). Wykorzystując obecność wybranych, zaufanych osób lub zwierząt możemy przećwiczyć z naszym psiakiem prawidłowe zachowanie, pokazać mu czego od niego oczekujemy w danych okolicznościach, wykonując dowolną ilość powtórzeń i utrzymując pogodną, przyjazną atmosferę, która służy szybszemu uczeniu się ;)



Jak w moim przypadku wygląda przygotowanie takiego spotkania?

Na początek wybieram jeden problem (maksymalnie dwa, jeśli dotyczą podobnych kwestii), który chciałabym z moim psem przećwiczyć. Opracowuję plan działania i kilka prostych ćwiczeń, które pomogą nam osiągnąć założony wcześniej cel, rozpracować problem. Jeśli mam jakieś wątpliwości, konsultuję ćwiczenia z naszym behawiorystą.
Ćwiczenia muszą być krótkiepowtarzalne, o zróżnicowanym poziomie trudności (daje nam to pole do manewru ustawioną wcześniej poprzeczką), powinny uwzględniać przerwy. Więcej na temat tworzenia planu pracy możecie przeczytać tutaj.


Określam profil pozoranta.

Jeśli mamy specyficzny problem, będziemy potrzebowali nieprzeciętnych osób lub ich wyjątkowych psów (tudzież innych zwierząt).
Mamy ten komfort, że w dobie internetu, przy odrobinie szczęścia możemy znaleźć dokładnie takich ludzi, których potrzebujemy, by odczarować lęki naszego psa czy ugasić jego emocje.
Jeśli mamy taką możliwość, korzystamy z uprzejmości znajomych nam osób i przede wszystkim znajomych psów.

Na pierwsze spotkania z pozorantami, na których Cookie miał uczyć się witania i obcowania z nieznajomymi (w tym zabawy, pobierania smaczków i kontaktu fizycznego) poszukiwałam osób odważnych i obytych z psami, spokojnych, ciepłych, opanowanych. Szczerze przyznałam, że pies może szczekać, skoczyć, kłapnąć zębami (oczywista, był w kagańcu) i oczekuję od nich zachowania spokoju. Oczywiście, każdy z nas reaguje instynktownie, ale pomocne było wstępne wykruszenie się się osób, które od razu wiedziały, że nie podołają. W naszej sytuacji opiekunowie psów "z problemami" byli na wagę złota i wbrew pozorom udało się takich znaleźć!

Na spotkania z psiakami,  które pomagają nam uczyć się mijania psów w obrębie jednego chodnika, podążania za nimi, rezygnacji z obserwacji, opanowywania ekscytacji itp. początkowo zapraszałam opiekunów z psiakami nisko reaktywnymi, wyrozumiałymi, pogodnymi, o wysokich umiejętnościach socjalnych. Poprzeczka została później podniesiona o psiaki żywiołowe, dążące do kontaktu z drugim psem (ale wciąż nisko reaktywne).

To ważne, by wiedzieć, czego się chce i czego się oczekuje. Po pozorantach, po sobie, po psie, po ćwiczeniach. Im mniej jest Wam wszystko jedno i im więcej macie świadomości swojego działania, tym ćwiczenia będą efektywniejsze!


A później to już z górki!

Statystycznie mniej więcej 70% chętnych umawia się z nami na spotkanie.
Z tego kolejnych 40% odpada w tak zwanym międzyczasie. Trzeba mieć to na uwadze i zachować kompromis między nadźganym planem dnia (zmęczony pies może się frustrować i reagować gwałtowniej), a przeprowadzeniem tylko jednego spotkania. Jestem zdania, że i tak warto je przeprowadzić, a jednak kluczem do sukcesu jest liczba powtórzeń (i tym samym, pozorantów!) Mamy wtedy szansę przepracować problem w tempie błyskawicznym, zamiast bujać się z nim przez kilka miesięcy.
Nigdy nie możemy przewidzieć ile osób nam odpadnie nawet tego samego dnia, ale warto zorganizować listę rezerwowych.


A co ze spotkaniem?

Ja przygotowuję plan pracy do wglądu dla pozorantów lub ogólnie zaznaczam na czym będą polegały ćwiczenia. Zawsze nakreślam sam początek spotkania, jak mamy do siebie podejść, ponieważ nasze ćwiczenia zaczynają się już wtedy, gdy zobaczymy się wzajemnie na horyzoncie. Jeśli zależy mi na czymś szczególnym (np. żeby pies-pozorant był prowadzony na smyczy prostej, a nie flexi), to również o tym mówię, żeby uniknąć niedogodnych niespodzianek.
Niezależnie od ustalonego wcześniej planu obserwuję psa (swojego i ewentualnie psa pozoranta) i w razie oznak stresu, obniżenia motywacji, zalecam dłuższą przerwę w trakcie której bawimy się z psami osobno lub (jeśli jest to spotkanie tylko z człowiekiem) idziemy na krótki, niezobowiązujący spacer. Ćwiczenia wykonuję w seriach kilku powtórzeń i krótkich przerw na np. wąchanie trawnika. Ćwicząc z drugim psem mam na uwadze również jego samopoczucie, nawet jeśli Cookiemu idzie doskonale, nie cisnę pewnych ćwiczeń na siłę, jeśli sprawiają dyskomfort psim pozorantom!



Uwagi?

By przeprowadzić spotkania z pozorantami i nie zrobić wszystkim krzywdy, tracąc przy okazji kupę cennego czasu, trzeba bardzo dobrze znać swojego psa, znać jego reakcje, rozumieć problem i jego przyczyny. Dlatego jeśli dopiero zaczynacie się docierać i właściwie nie wiecie skąd się co bierze i dlaczego Twój pies jest taki niegrzeczny, spotkajcie się z zaufanym behawiorystą, wybierzcie się na szkolenie, porozmawiajcie ze specjalistą o pomyśle ćwiczeń z pozorantami, spytajcie co warto będzie w takich okolicznościach wytrenować i jak to zrobić.



5 Cech idealnego pozoranta:

1. Świadomy: wie, że ma do czynienia z psem, a nie ze świnką morską. Przynajmniej w stopniu podstawowym rozumie sygnały wysyłane przez psa. Słucha tego, o czym mówię, przed czym przestrzegam, do czego zachęcam. Nie bagatelizuje problemu i wykonywanych ćwiczeń.


Przykład tego, na co nie pozwalam pozorantom, czyli na głaskanie psa po głowie.


2. Szczery: od początku mówi o ograniczeniach własnych i/lub swojego psa, mówi o swoich obawach, podejmuje dialog. Nie próbuje na siłę wpasować się w określony przeze mnie profil i przyznaje, gdy jego pies może się do danych ćwiczeń nie nadawać. 

3. Sumienny: zapoznaje się z opisem ćwiczeń, stosuje się do wskazówek, nie ćwiczy "na odwal", jest punktualny.

4. Otwarty: uznaje, że znam swojego psa, przeprowadzałam już podobne ćwiczenia i wiem co robię. Nie wyskakuje znienacka z własnymi pomysłami. Nie kombinuje po swojemu ("Mnie wszystkie psy lubią, na pewno się nie przestraszy"). Nie narzuca mi swoich metod ("On nie posłucha, musisz go mocno szarpnąć!"). Jednocześnie jest gotowy zaproponować komplementarne ćwiczenia, podsunąć pomysły.

5, Wyrozumiały: rozumie, że ma do czynienia z dwiema żywymi, czującymi, reagującymi istotami. Rozumie, że spotykamy się by przepracować realne problemy. Nie burzy się gdy pies zachowa się w naszym mniemaniu nieprawidłowo, nie komentuje złośliwie popełnionych błędów, nie używa w stosunku do mojego psa obraźliwych epitetów.



Spotkania z pozorantami, to ćwiczenia dla całej rodziny. Trzeba wykazać się drygiem organizacyjnym, wskoczyć w portki lidera i jeszcze ogarniać własnego psa. Z każdym spotkaniem można nauczyć się czegoś o sobie, nabrać cennego doświadczenia, a do tego jeszcze przepracować psie problemy i poznać wspaniałych ludzi! Gorąco polecam!

A Wy, ćwiczycie sami, czy z pozorantami? :)

5 komentarzy

  1. Ja najczęściej staram się umawiać ze znajomymi i ich psami, żeby pracować nad opanowaniem emocji Abi przy witaniu się z nimi ;) Niestety przez moje zaniechania w czasach młodocianych problem ten stale nawraca, chociaż i tak poczyniłyśmy milowy postęp. Ciężko tylko znaleźć właściwe osoby, które nie bagatelizują tego problemu i panują nad własnymi czworonogami ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Pozorant by mi się przydał. Najlepiej rosły mężczyzna, który oblał się piwem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Da się zrobić! Może bez tego polewania się, ale myślę, że część mężczyzn chętnie by sobie strzeliło po piwku przed ćwiczeniami ;)

      Usuń
  3. O-grom-nie podziwiam Twoje zaangażowanie w pracę z Cookim - jesteś dla mnie wzorem dobrej organizacji treningów i systematyczności. Zazdroszczę Ci też śmiałości, bo sama chętnie poćwiczyłabym z pozorantami, ale trochę brakuje mi... hm... siły przebicia i odwagi potrzebnych, żeby zaangażować do tego odpowiednich ludzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za przemiłe słowa :)
      Niczego Ci nie brakuje, wystarczy tylko skrzyknąć ludzi (przez internet najłatwiej), umówić ich i później mówić co mają robić ;)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...