jednym z ostatnich wpisów pytałam Was o to, czy macie pełne zaufanie do swojego psa. Wspominałam również o przemyślanym, stopniowym odcinaniu pępowiny. Dziś będzie właśnie o tym, jak ją odcinam.

Czytaj dalej »

O niepotrzebnym gniewie


Czy byliście kiedyś po spacerze tak bardzo źli , że szkliwo pękało Wam od zaciskania zębów, a po przekroczeniu progu mieszkania pies razem ze smyczą biegł na swoje miejsce?

Czytaj dalej »



Spacerując samotnie po mieście widuję tylko miłe psy. Mam świadomość tego, że Cookie nie jest jedynym dysfunkcyjnym czworonogiem na świecie, ale mam też poczucie, że to tylko legenda o psach, które są niegrzeczne. Obserwując te sympatyczne psiaki, łezka się w oku kręci, a z tyłu głowy pojawia się migawka o wdzięcznym tytule "najgorsze sytuacje z moim psem w roli głównej".

Czytaj dalej »


"Cookie to taki kotopies"- mawia mój brat, Miłokot. Ma miłe futerko za uszami, lubi spać do południa, dużo się przytulać, a jego sierść wcale nie śmierdzi. Ale to pies, ma swoje psie potrzeby. W ubiegłym roku zrozumiałam, że jego pasją nie jest jednak zagryzanie.

Czytaj dalej »


Wracając ze spaceru powtarzałam w głowie jak mantrę: "nigdy nie jest tak źle aby nie mogło być jeszcze gorzej". Moja złość, rozżalenie i niedowierzanie, że można narobić wstydu na pół ulicy już w sekundę po przekroczeniu drzwi wyściowych sięgały zenitu. Niejednokrotnie wracałam zapłakana do domu, ciskając wysłużoną smycz w kąt i przysięgając, że następnym razem zostawię samego na pastwę losu. Niejednokrotnie też, przyklaskiwałam sobie w duchu, że udało mi się odsikać psa w godzinach "szczytu" w niecałe 2 minuty i uniknąć tym samym wielu codziennych nieprzyjemności.

Czytaj dalej »


Przygarniając Cookiego, przez myśl mi nawet nie przeszło ile problemów wychowawczych może pomieścić się w jednym, jakże uroczym i puchatym, psiaku. Przypominam sobie, jak ostrzegano mnie przed kłopotem jaki będę z nim miała w podróży, przed obowiązkami, które mi, zwierzęciu kanapowemu, były zupełnie obce i wreszcie przed horrendalnymi cenami wyżywienia istoty, która z pewnością będzie jeść za dwóch.

Nikt nie spodziewał się jednak, że to co zastanę w momencie gdy ucichnie mój buzujący entuzjazm związany z posiadaniem pierwszego WŁASNEGO psa, przerośnie najczarniejszy scenariusz jaki mógłby uroić się w mojej pesymistycznie nastawionej do świata głowie. Nikt też nie oczekiwał, że z takim psem da się cokolwiek dobrego zrobić.

Czytaj dalej »
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...