5 upiornych klientów sklepu zoologicznego II


Popularny wpis o 5 typach moich ulubionych (inaczej) klientów sklepu zoologicznego musiał doczekać się kontynuacji. Wszak, pracuję w sklepie już prawie pół roku, nieco się opierzyłam, wiele widziałam i przyznam, że trudno mi było wybrać, tyle się tego nazbierało!

Sprawdźcie, czy nie jesteście na liście ;)




1. Do widzenia, ślepa Gienia

W standardzie obsługi klienta naszej sieci, ale również wieluset innych sklepów, nie tylko zoologicznych, zamieszczony jest obowiązek przywitania, pożegnania oraz zaoferowanie pomocy klientowi. Oczywiście, części z nich pomoc nie jest potrzebna, wielu przychodzi tylko się rozejrzeć, ale zdecydowana większość wymaga poświęcenia im uwagi. Bywa, że obsługujemy kilka osób na raz, odpowiadając kolejno na pytania klasy, ale zdarza się również, że po raz piętnasty z rzędu usłyszę odpowiedź przeczącą na moje dźwięczne "czy w czymś może pomóc?" i stwierdzam: "Dupa, następnym razem nie podchodzę"  (lol, a potem i tak podchodzę, bo mam wyrzuty sumienia).
Wiem, że z perspektywy klienta namolni sprzedawcy bywają irytujący, ale uwierzcie, że podbijanie z szerokim uśmiechem do co najmniej kilkudziesięciu obcych osób w ciągu dnia również nie zawsze jest ekstra. Introwertycy, palec pod budkę.

Zaszczytne pierwsze miejsce na drugiej liście zajmują klienci zbyt dumni by odpowiedzieć na proste "dzień dobry".
Nie spojrzy taki nawet, nie odpowie na pytanie, bo z plebsem zadawać się przecież nie będzie. Rzuci pieniędzmi, kupując dwie kolby dla chomika, chętnie mruknie pod nosem, że za drogo, że nie ma tego czego chciał i w ogóle to nie ma NICZEGO, na darmo jechał. Wyjdzie obrażony rysując zadartym nosem sufit.



2. Ale czy on to będzie jadł?



Karmy czy smakołyki, jak wiadomo, różnią się między sobą nie tylko ceną, ale również składem, konsystencją i smakowitością. Zawsze w pierwszej kolejności polecamy te wysokiej jakości, które są chętnie jedzone przez zwierzęta, chwalone przez klientów, przetestowane przez nasze zwierzęta lub koleżanki. Ponadto, staramy się również trafić w gust zwierzęcia pytając jakie smaki lubi, być może przepada za jagnięciną, rybą albo uwielbia żwacze? ("Chleba z masłem by zjadł, to na pewno!" W ramach dygresji dodam, że według moich obserwacji psy naszych klientów najczęściej lubią wszystko, a koty najczęściej nie lubią niczego).

"Ale czy on to będzie jadł, bo jeśli nie, to ja nie będę wydawać pieniędzy!"



3. Czy mogę to otworzyć?

Dobrze, jeśli ktoś w ogóle o to spyta. Jeśli coś jest w butelce, to łapki aż przecież świerzbią, żeby ją odkręcić, powąchać, sprawdzić dozownik. Podobnie jest z kartonowymi pudełkami, saszetkami, czy szczelnie zamkniętymi obrożami przeciwpchelnymi.
"A ja chcę otworzyć i zobaczyć czy śmierdzi!"  -Tupnięcie nóżką.

Wiem, że to samo dzieje się w sklepach spożywczych czy drogeriach. Potępiam.




4. Legowisko nie pasuje mi do zasłonek



Z legowiskami sprawa nie jest oczywista. Część psów woli spać rozciągniętych, część śpi zawsze zwinięta w kulkę, jedne wolą mieć zabudowaną budkę, innym wygodniej będzie na materacu. Pies psu nie równy i nie tylko jego wielkość powinniśmy brać pod uwagę. Jeśli jeszcze nie znamy czworonoga, warto posłuchać rad doświadczonego sprzedawcy lub pokierować się intuicją. Wybierzcie takie, które Wam się podoba, w sam raz duże (lepsze większe, niż za małe), solidnie wykonane i takie, które wydaje się Wam najwygodniejsze. Kropka!
Mężczyźni są w tym wypadku konkretni: "Poproszę jedno legowisko dla dorosłego labradora, dziękuję, do widzenia."
Za to babyyy... 
Te nie, bo ma kokardkę, te by było dobre, gdyby miało tamtą poduchę. Te zielone nie pasuje mi do blatów w kuchni, a te szare jest zbyt szare. Jasnoszare to bym wzięła... A tak w ogóle, to za duży wybór macie, ja się nie mogę zdecydować!

Hit sezonu to natomiast pani z wyższych sfer, kupująca wraz z mężem legowisko dla swojego pupila, która osobiście testowała prezentowane przeze mnie posłania:
"Proszę! Proszę tu nacisnąć całym swoim ciężarem, no proszę! Dotykam podłogi jak tu naciskam [weszła na czworaka na legowisko wkładając rękę między poduchy, gdzie naturalnie nie może być wypełnienia]. To jest beagle, swoje waży, nie może leżeć na gołej ziemi, NO PROSZĘ TU WEJŚĆ!"

Nie weszłam.



5. Wie pani, jednak nie.

Sprawa dotyczy najczęściej ryb. Wśród nich są takie, które trudniej jest wyłowić, bo są strasznie szybkie albo cholery się chowają. Od czasu do czasu klienci życzą sobie ponadto konkretne sztuki, a wtedy chwilami lepiej jest w ogóle nie mrugać. A jak nie mrugam, to mi oko wysycha, jak mi oko wysycha, to mi się soczewka odkleja. Jak mi się odkleja soczewka, to ślepnę, więc natychmiast mrugam i gubię rybkę, god damn it!
I tak łowisz sobie, dwie takie, dwie takie, cztery takie... i nagle słyszysz:

"-Albo... złowiła już pani? 
-Tak, złowiłam.
-To nie, to ja jednak chcę te cztery spiżowe, nie pstre. 
-Yyhm... 
...
-Po ile one, po 6zł? To dwa! DWA! Bo nie mam tyle gotówki przy sobie.
-Już złowiłam te cztery. Odłowić dwa z nich? Na pewno?

...

-Wie pani co, to ja nie będę kupowała tych dwóch teraz, bo to bez sensu. Jutro przyjdę."


Dziękuję, dobranoc.




12 komentarzy

  1. Uff... Ulżyło mi, nie jestem na liście.

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny humorystyczny tekst. Ludzie to naprawdę na spacer i pogawędkę chodzą do tych sklepów, a nie, żeby coś kupić :D Przydałby się taki tekst o sprzedawcach w zoologach, ci też potrafią zaskakiwać swoimi mądrościami... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z pewnością! Takiego wpisu nie popełnię, nie będę sobie szczać do butów ;)

      Usuń
  3. haha dobre, z tymi legowiskami to takie prawdziwe :P

    OdpowiedzUsuń
  4. Super post, cieszę się, że wyszła II część tej notki ;) ale i tak pani od beagla przebiła wszystko xD

    Pozdrawiamy, J&T!
    http://littlewhitecompanion.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Posty z tej serii są genialne! Liczę na trzecią część, haha :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mnie cieszy, że Ci się podobają :)
      Na trzecią część można zacierać rączki, bo upiornych klientów mamy pod dostatkiem :)

      Usuń
  6. N całe szczęście nie jestem na żadnej z list.
    W zoologicznym nie pracuję, ale często bywam. Bardzo lubię typ, który zamiast przejść się po sklepie stoi przy kasie przez 20 minut, wypytuje o asortyment sklepu, przez 15 mówi o swoim zwierzaku, któremu nie wie co kupić, bo to pierwszy pies/kot/żółw/jednorożec i nie wie czym się zajmować, przez 10 pyta co ekspedient/ekspedientka mu poleca, a następnie wychodzi z kostką za złotówkę.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...