Odwołanie od psów- ćwiczenie



Niespełna rok temu zaczęliśmy ćwiczenia odwoływania Cookiego od psów przy pomocy odcmoknięcia, pisałam o tym w jednym z raportów z naszych planów pracy, ale poszukując tej informacji zgubiłam się na własnym blogu i uznałam, że ten temat zasługuje na osobny post. Łapcie i wybaczcie, jeśli macie deja vu!

Cookie, niezmiennie, jest bardzo podekscytowany obecnością innych psów i nauka odwoływania go od nich, to skomplikowany, wieloetapowy proces. Walczymy z ogromnymi emocjami, na poziomie gonienia w lesie zająca.

Mamy wypracowany gwizdek, przywołanie "do mnie", a także komendę przerywającą* i sygnał neutralny**. Emocje, które nim targają są jednak tak silne, że prawdopodobnie po prostu mnie nie słyszy, a motywacja by odwrócić uwagę od psa jest bardzo niska. Pokusa zastosowania gwizdka lub przywołania w sytuacji zainteresowania się obcym psem była ogromna. Niestety, bardzo szybko i w bardzo prosty sposób moglibyśmy spalić jedno i drugie, ryzyko było więc zbyt wysokie. Kręciliśmy się więc w kółko używając komendy "e-e", która zwykle nie działała,  egzekwując komendą "JUŻ!", która też często zawodziła, odwracając się, odciągając psa, odchodząc. Wciąż miałam z tyłu głowy, że on nie rozumie o co mi chodzi, lub po prostu nie chce mnie słuchać.

W mojej głowie pojawił się spontaniczny pomysł użycia charakterystycznego dla tej sytuacji sygnału cmoknięcia i wypracowanie go jak gwizdka. W najgorszym wypadku takie cmokanie nie będzie działało, niczego nie stracimy. W najlepszym- uda się wypracować skupienie uwagi w tak trudnej dla niego sytuacji i  zyskać pole do manewru: przywołanie, gwizdek lub "przywitaj się".
Ćwiczenie ma formę zabawy, nie nastawia więc psa negatywnie w stosunku do innych czworonogów. Co więcej, cmoknięcie nie oznacza definitywnego zakazu zapoznania się z danym psem, ma być jedynie komunikatem "zwróć na mnie uwagę, a powiem Ci co robimy dalej". Nie mamy więc do czynienia z sytuacją patową, jak w przypadku komendy przerywającej "e-e", gdy najpierw zabraniam psu interesowania się innym czworonogiem, a później z różnych względów dochodzi do ich zapoznania (np. piesek do nas podbiegnie).



Celem jest (tak jak w przypadku gwizdka) wykształcenie odruchu bezwarunkowego, czyli na dźwięk cmoknięcia odwrócenia się na pięcie i biegnięcia do pańci po dalsze wskazówki.




Ćwiczenie
Etap I:
Gdy Cookie zainteresuje się psem, cmokam i natychmiast zrywam się do biegu w drugą stronę. Klikałam już za to, że Cookie biegł za mną, mimo że był de facto odciągany na siłę i całkowicie skupiał się na psie. Ważne było jednak dla mnie, że łapy biegły za mną i za to była wspaniała nagroda!
Dużą rolę odgrywał tu uwarunkowany już wcześniej kliker, ponieważ mogłam precyzyjnie nagrodzić moment, w którym Cookie zdecydował się za mną pobiec (albo siłą rzeczy musiał to zrobić, bo go nieznacznie pociągnęłam).

Ruszyliśmy do etapu drugiego po kilku dniach, gdy Cookie w zdecydowanej większości wypadków chętnie zrywał się do biegu i od razu skupiał na mnie swoją uwagę.


Etap II:

Klikam za zerwanie się do biegu za mną (nawet jeśli wymaga to niewielkiego odciągnięcia) i skupienie na mnie uwagi. Nie jest już nagradzane biegnięcie na oślep (i uderzanie w kosz na śmieci, latarnię, wpadanie do rowu, robienie fikołków do tyłu i akrobacji, bo biedny, nieskupiony pies zaplątał się w smycz).


Etap III:
Klikam za odwrócenie uwagi od psa, skupienie na mnie, bez konieczności odciągania psa. Nie nagradzam, jeśli muszę go chociaż odrobinkę pociągnąć. Nie nagradzam, gdy łapy owszem, idą, ale łeb odwrócony jest w stronę psa.

Na tym etapie na większości spacerów wycofałam kliker, chwaląc psa głównie ciepłym słowem uznania lub smakołykiem (zabawka lub nieprecyzyjnie wydana nagroda środowiskowa*** może zdekoncentrować Cookiego, który mylnie może zrozumieć ją jako przyzwolenie na podbiegnięcie do psa).

Etap IV:
Ćwiczymy zwiększając odległość od swojego psa (z linką treningową lub luzem na placu treningowym) lub zmniejszając odległość od obcych czworonogów (albo jedno, albo drugie!).

W tym miejscu wycofałam moje zrywanie się do biegu w przeciwnym kierunku, stosując to tylko w wyjątkowo trudnych sytuacjach. Czasami Cookie otrzymuje jednak dodatkową nagrodę w postaci podbiegnięcia, ale w kierunku w którym i tak już podążamy o ile nie oznacza to biegnięcia w kierunku psa.

Jednocześnie, warto zaznaczyć, że wybranego sygnału dźwiękowego nie używam w innych sytuacjach, głównie dlatego, by go nie spalić. Odcmokuję więc tylko od psów, w innych sytuacjach używam odmiennych sygnałów lub komend.



Jesteśmy teraz na etapie IV, przy czym z przyczyn technicznych nieco stoimy w miejscu, czyli nie próbujemy odcmokiwania bez linki. Przyczyna jest prosta, jeśli nie wstrzelę się odpowiednio szybko z cmoknięciem, Cookie je zignoruje (skoczą mu emocje, nie usłyszy lub zignoruje cmoknięcie) i poleci do obcego psa, o którym nie wiem jak może na takiego podbiegacza zareagować. 
Mam nadzieję, że wraz z większą ilością czasu wolnego, który mogę poświęcić na ćwiczenia z psem, uda nam się zorganizować w tym temacie jakieś grube treningi :)

Pamiętajcie, że jest to ćwiczenie, które sprawdziło się u Cookiego, ale nie jest powiedziane, że zadziała u Waszego psa. 


Słowniczek pojęć:
*komenda przerywająca zachowanie- najczęściej stosowana to "nie", "fe", "e-e". Komenda, po której pies natychmiast przerywa niepożądane przez nas zachowanie.
**sygnał neutralny- sygnał (np. cmoknięcie), które pies ma rozumieć jako "zwróć na mnie uwagę, podążaj za mną". W naszym przypadku stosujemy jeden sygnał, po którym następuje komenda optyczna lub słowna "ustaw się po mojej prawej stronie", których używamy by grzecznie i komfortowo mijać przechodniów oraz cmoknięcie odwołujące od psów- "zwróć na mnie uwagę i podążaj za mną". 
***nagroda środowiskowa- nagrodzenie psa np. pozwoleniem mu na węszenie, bieganie, zaznaczenie terenu.

21 komentarzy

  1. znam takich ludzi co tylko pytają o to 'jak karać psa gdy nie wraca'. to co Ty opisujesz to jest profesjonalne podejście do tematu szkolenia psa, gratulacje.
    Michał
    www.szkola-doberman.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serdecznie dziękuję za te miłe słowa :)

      Usuń
  2. Dosłownie w idealnym momencie trafił do mnie ten post. Wczoraj zdarzyła mi się pierwszy raz sytuacja na osiedlu, kiedy młody terrier zwiał właścicielce gonił zadowolony i podbiegł do Ampera. Wysiadaliśmy z samochodu, psiak zaczął go zaczepiać podgryzać w okolicach rany, a że Amper w kołnierzu i krótko trzymany jak ma się bronić? Właścicielka dobiegła za terrierem ale nijak nie potrafiła go ogarnąć, nie mówiąc o przywołaniu czy złapaniu. Zerwał się Amper za nim, i co zareagował na moje wołanie 'do mnie' tak terrier go zaczepiał podgryzając, zaczynając zabawę w gonitwę. I tak ze 3 razy. Eh.. Amper po gonitwie przyszedł do mnie to go zapięłam i złapałam terriera. Wtedy zauważyłam jakie braki mamy z maksymalnym skupieniem na mnie w takich sytuacjach. Do pracy ruszam zatem ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Współczuję tej bardzo trudnej sytuacji. Amper nie dość że ranny, po podróży, zaskoczony i do tego kąsany- prawdziwe combo!

      Usuń
    2. Walka z przywołaniem i u nas jest trudna. Szkoda mi troche tego, że psa trzymać muszę na lince, ale w końcu tak jest dla wszystkich bezpieczniej ;) Powodzenia wam życzę!

      Usuń
  3. My też walczymy z odwoływaniem, jest coraz lepiej, ale wielkie dzięki za ten post! Napisałaś go w idealnym momencie :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Super post, dał mi pomysł jak pracować z Niko. Jest bardzo nakręcony na inne psy, raz przyjaźnie, a raz wrogo i za nic nie potrafię go odciągnąć, skupić na sobie. Odbieganie zaczęłam, ale szybko skończyłam. Muszę do tego wrócić, bo działało, ale jakoś nie wiedziałam jak to dalej pociągnąć. :)

    Pozdrawiam
    with-astra.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Post na pewno jest bardzo przydatny dla osób, które mają problem z przywołaniem.
    Lola na szczęście odwołuje się niemalże idealnie (tfu tfu). Odkąd u mnie jest, ćwiczyłam bardzo dużo przywołania, to dlatego :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Wow, brzmi to wszystko dość skomplikowanie.
    Też szukamy skutecznej metody, która podziałałaby na Lilkę. Obecnośc inego psa jest póki co tak silnym bodźcem, że pannica staje się głucha i widzi tylko jeden cel - gardło przeciwnika :/
    pozdrawiamy,
    Martyna /Projekt Amstaff

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tym ćwiczeniu startowałam z psem wgapionym w innego czworonoga tak bardzo, że można mu było machać smakami przed nosem, zagradzać mu widok na psa własnym ciałem, albo wziąć za fraki i przestawić w inne miejsce i nie wytrącało go to z tego stanu, także chyba Cię rozumiem ;)
      To dlatego nagradzałam klikiem i smakołykiem już to, że po prostu się ruszył za mną z miejsca, nawet jeśli finalnie wpadł na mnie, bo nie patrzył gdzie biegnie. To go ogromnie zdziwiło, zaciekawiło i skupienie przyszło bardzo szybko, bo zaczął kojarzyć tę sytuację z przyjemnością smakołyków i biegania, nie tak jak wcześniej- z rosnącą frustracją związaną ze zwiększeniem dystansu od psa.

      Jest jeden haczyk, jeśli Lilka jest tak silna, że gdy się zaprze, to nie odbiegniesz razem z nią bez konieczności użycia wobec niej dużej siły, to będzie Wam trudno.

      Oczywiście, ćwiczymy na szelkach.

      Usuń
  7. Super wpis! Bardzo nam się przyda. Z utęsknieniem czekamy na podobny "ćwiczeniowy" wpis nt. obszczekiwania ludzi jeżeli to też ćwiczyliście! Bardzo prosimy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję serdecznie! Postaram się jeszcze takie organizować, mając na uwadze Twoją prośbę. Zapraszam do obserwowania bloga :)

      Pisałam już o tym jak opracowuję plany pracy nad danym problemem i jak dobieram pomocników (pozorantów) do ćwiczeń, nie wiem czy zaglądałaś :)
      http://piescookie.blogspot.com/2015/06/plany-spotkan-organizacja-kluczem-do.html
      http://piescookie.blogspot.com/2015/10/pozoranci-know-how.html

      Usuń
    2. Oczywiście jeśli pominęłam - przeczytam te tematy:) Jeno mamy problem z ogarnięciem pozorantów i ćwiczymy tylko dla "przechodniów" bo nasza Luśka urządza sobie na nich polowania (np. jak pogadam z obcym człekiem to go zaczyna ignorować po chwili). My mamy problem z przechodzącymi ludkami (co ciekawe nie dotyczy dzieci - dzieci by zalizała i zagryzła na śmierć z miłości), więc jeżeli przerabialiście podobny temat i miałabyś pomysł na osobny temacik to czekamy z utęsknieniem:) Nasza Luśka to damskie wcielenie Cookiego, także śledzimy:)))) Dzięki:)

      Usuń
    3. Przerabialiśmy, także pomyślę o tym temacie :)

      Usuń
  8. Świetny poradnik, przywiódł mi na myśl książki Gałuszki. :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja jakoś przypadkowo wprowadziłam cmokanie i dotąd zostało. Zawsze mieliśmy problem z przywołaniem, wyłapałam w tym poście momenty, które na pewno użyję do nauki!

    OdpowiedzUsuń
  10. Świetny i bardzo przydatny post! U nas nauka potrwa jeszcze bardzo długo, Raszka bardzo się ekscytuje, cieszy się na widok innych psów. Trochę jej przebaczam bo jest jeszcze szczeniorem. Pozdrawiamy i zapraszamy do nas!
    Swiatoczamibuldoga.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  11. Chyba muszę sobie to gdzieś skopiować i wkleić żeby zacząć to praktykować, póki co ćwiczymy reakcje na imię bo czasem z tym ciężko zwłaszcza na spacerach.. Więc potem zabierzemy się za to :)
    http://psiasfera.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  12. Bardzo przydatny post, na razie jesteśmy na etapie ćwiczenia I. Z pewnością jednak będę wracać do posta wraz z postępami.

    OdpowiedzUsuń
  13. Z ciekawości, czy zdarzało Ci się odwołać Ciasteczkowego od innego psa, a w ramach nagrody pozwolić mu do owego psa podbiec i się z nim przywitać?
    Jeśli tak, to raczej umyślnie czy przypadkowo?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, staram się to robić przed umówionym spotkaniem ze znanym psem. Niestety częściej bywa, ze ja odcmokuję i Cookie na to reaguje, ale w tym samym czasie pies do niego podbiega, zanim ja przyzwolę Cookiemu na kontakt. Takze z podbiegaczami mam na pieńku;)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...