Trutki w Warszawie


W ubiegłym tygodniu Warszawscy psiarze po raz kolejny zamarli. Na terenie Skweru Kompanii AK "Żniwiarz" na Żoliborzu ktoś życzliwy przykleił na ławce ostrzeżenie o rozrzucanej w okolicy trutce (źródło). Mrozi krew w żyłach nie tylko kolejny przypadek rozsypywanej na terenie Warszawy trutki, ale również "odpowiedź" domniemanych sprawców o treści: "Wytrujemy obsrywaczy skweru "Żniwiarz" oraz sąsiednich ulic". 

Niezależnie od tego, czy trutka faktycznie została tam rozłożona, czy też ostrzeżenia miały na celu jedynie nastraszenie opiekunów czworonogów i wymuszenie na nich większej kontroli nad swoimi pupilami, najbardziej niepokoi mnie fakt szerzącej się niechęci do psów i ich właścicieli w miastach, której wynikiem są właśnie podobne praktyki stosowane na terenie całej Warszawy. Mam te szczęście, że jeszcze nigdy nie natknęłam się na podobne niespodzianki, niemniej jednak od zaufanych osób wiem, że takie przypadki faktycznie się zdarzają. Zwykle daleka jestem od rzucania oszczerstw na wiatr, także i tym razem dopuszczam do myśli możliwość, że w części przypadków  trutki przeznaczone są dla szczurów, które istotnie plenią się w Warszawie na potęgę (choć bardzo trudno mi wierzyć, że na terenie całego miasta dochodzi do takich zaniedbań w procesie deratyzacji),  a także, że czujni psiarze komunikują o wszystkich podejrzanych znaleziskach, które de facto trutkami mogą nie być (co nie znaczy, że nie mogą psu zaszkodzić).

Przeraża mnie jednak nie tylko to, że ktoś może rozkładać w mieście trutkę świadomie narażając czworonogi na śmierć w męczarniach, bo zwyrodnialcy byli na świecie zawsze, ale przede wszystkim, że powoli zdaje się kształtować "społeczne przyzwolenie" dla tego typu działań. Oczywiście, z pewnością bardzo niewiele osób otwarcie popiera trucie psów, ale niestety w temacie ostrzeżeń o znalezionej trutce można spotkać się z komentarzami osób, które nie potępiają tego typu zdarzeń, argumentując przy tym, że psiarzy spotyka surowa kara za niesprzątanie po swoich pupilach.
W pełni rozumiem frustrację związaną z pozostawionymi psimi kupami w przestrzeni publicznej, ale (prawdopodobne) rozkładanie trucizny w celu zabicia spacerujących psów jest wprost niewyobrażalnym skandalem. Dla tego typu działań nie ma żadnego usprawiedliwienia, zupełnie tak, jak chyba nikt nie próbuje usprawiedliwić topienia niechcianych szczeniąt czy kociąt, czy wrzucania kawałków szkła do piaskownicy, w której bawią się hałasujące od rana do wieczora dzieci. Nie godzimy się, jako społeczeństwo, na kamieniowanie, samosądy, uważamy się z reguły za miłośników zwierząt i  sprzeciwiamy się ich porzucaniu lub torturowaniu, a jednocześnie niektórzy kiwają głową słysząc o trutce rozłożonej w parkach: "No tak, nie sprzątacie po psach, to wam je otrują", to przechodzi ludzkie pojęcie!

Zawsze powtarzam, że problemem w mieście nie są psy i ich odchody. 
Problemem są ludzie, którzy nie sprzątają po sobie, po swoich dzieciach i po swoich psach. Wciąż żywe jest przekonanie, że jeśli ten trawnik nie jest "mój", to jest "niczyj". W dalszym ciągu część Warszawiaków nosi na głowie koronę, która spada z głowy, jeśli odniosą papierek do kosza (a jeśli wypadł z ręki, to schylić się po niego już nie łaska, poparzy łapska), sprzątną batonika czy kawałek drożdżówki, który wypadł dziecku z buzi, pozbierają nieszczęśliwie rozsypane maliny, stłuczone szkło lub, w końcu, usuną z trawnika pozostawione przez ich psa odchody.
Czy z powodu przeszkadzających dzieci, zaśmiecających okolicę nastolatków, blokujących przejścia starszych ludzi, dostajemy zgodę na to, by biegać po mieście z siekierą i rozganiać towarzystwo do domów? Nie.
Nie powinno być również przyzwolenia na trucie psów, które spacerują po mieście i snucia teorii, że ich właściciele zapracowali sobie na taką "karę". Ludzie, ogarnijcie się.

Albo mamy w Warszawie prawo dżungli, albo trzymamy się zasad życia w cywilizowanym kraju.

6 komentarzy

  1. Dobrze, że napisałaś o tym problemie. Ja mieszkam na Grochowie, w bloku niedaleko mieszka babka chora psychicznie, która ma 2 psy, ale zwierzat nienawidzi. Okresowo 3-4 razy w roku roznosi po okolicy specjalnie robione kotlety z jakas trutka lub inne jedzenie. W ostatnich 2 latach utarło przynajmniej 6 psów. 2 tygodnie temu ludzie zrobili jej zdjecie jak rozrzuca zarcie i poszli na pzarcie. Niestety ma papiery i nic nie mozna jej zrobic jak powiedzieli. Sprzątam po swoim psie i coś mnie trafia jak obrywam za innych! Czasem slysze teksty smierdziel idzie itp mam wtedy ochote wziac gowno i wlozyc tej osobie w usta. Te same osoby smieca, tluka butelki i sikaja po katach. To temat rzeka, ludzie totalnie nie dbaja o przestrzen publiczna :( po krzakach walaja sie pampersy lub ludzkie kupy mimo, ze obok sa kosze lub toi toi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. *Umarło miało byc nie utarło i *poszli na policje przepraszam slownik

      Usuń
    2. W głowie się to nie mieści! Ogromnie współczuję takiego sąsiedztwa. Uważajcie na siebie!

      Usuń
    3. nie całkiem to prawda.nic jej nie mogą zrobić przy "wykroczeniach",natomiast jeżeli jest chora psychicznie i zostanie jej postawiony zarzut z kodeksu karnego(czyli przestępstwo a nie wykroczenie)Sąd zarządzi obowiązkowe badanie biegłych psychiatrów,aby rozpoznali czy w chwili popełniania przestępstwa była pocczytalna.Jeżeli wyjdzie,że TAK-będzie odpowiadać karnie,jeżeli NIE -bo była niepoczytalna,nie będzie ponosić odpowiedzialności,ale na wniosek biegłych może zostać skierowana przez Sąd na przymusowe leczenie psychiatryczne w ośrodku zamkniętym.A to by jej się przydało!

      Usuń
  2. Nie dawno słyszałam, że niedaleko mojego bloku ktoś zabił małe kotki (dowiedziałam się o tym po czasie więc nie wiem dokładnie jak to było), jakiegoś psa ktoś otruł, a sama mając kilka lat widziałam małego kota leżącego na środku chodnika, który wyglądał jakby ktoś zrobił mu coś w nos, maleństwo leżało w kałuży krwi wylewającej się z nosa, ledwo zaczął wychodzić ma dwór, a tu już coś takiego . Pamiętam, że kiedyś zanosiłam jedzenie jego mamie. Do dziś nie mogę o tym zapomnieć :/
    Rozumiem, że komuś mogły przeszkadzać, ale są inne sposoby, a nie od razu zabijać...

    OdpowiedzUsuń
  3. Warszawa niestety nie jest w tym odosobniona. W Krakowie jest to samo, z tą różnicą, że cyklicznie pojawiają się seryjni podtruwacze. Były przypadki podkładania trutek, pysznego mięsa mielonego Ze szkłem, jakieś domestosy, na wybiegach dla psów (sic!) Przez pół roku nie było ciekawie, bo kogo by się nie spotkało (psiarza) to znał przynajmniej jeden przypadek otrutego psa. Na szczęście policja wyjątkowo była po stronie psiarzy, a póki co /odpukać/ jest cisza i wymierny spokój ;)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...