Komunikacja miejska: strach się bać!


Mimo, że jestem już całkiem dorosła, wciąż nie posiadam prawa jazdy. Bardzo chciałabym mieć możliwość zabrania Cookiego wygodnym Cookiemobilem za miasto kiedy tylko miałabym na to ochotę, ale niestety jestem totalną wariatką jeśli chodzi o mimowolne wyobrażanie sobie najstraszniejszych rzeczy, które mogą się wydarzyć podczas jazdy samochodem i obawiam się, że jeszcze długo nie odważę się wsiąść za kierownicę tego potwornego pojazdu.
Siłą rzeczy, Cookie podróżuje ze mną komunikacją miejską i chociaż obecnie zachowuje się w niej wręcz wzorowo, to startowaliśmy, jak możecie się domyślić, z poziomu szeroko pojętej histerii.
Co zrobiłam, by pomóc mu pokonać strach?

Kluczem do sukcesu było przeanalizowanie czego Cookie się boi (podpowiem, że wszystkiego!) i uporanie się z tymi problemami krok po kroku, a także ustanowienie pewnych zasad, których trzymamy się do dziś.



Tuż po przeprowadzce do miasta, Cookie odkrył pojazdy, które nie były podobne do znanych mu samochodów osobowych. Wielkie i huczące autobusy przerażały go tak bardzo, że już same przechodzenie obok nich stanowiło dla niego niemałe wyzwanie.
Aby rozprawić się ze strachem przed samym wyglądem krwiożerczego przegubowca, wybraliśmy się na pętlę autobusową. Znacznie łatwiej jest oswoić psa z autobusem lub tramwajem, jeśli możemy pozwolić mu na przekraczanie granicy lęku we własnym tempie. Na nic może zdać się przekonywanie psa do przekroczenia progu autobusu, kiedy mamy już zaplanowaną podróż i tylko kilka sekund na wejście do pojazdu.

W trakcie oswajania Cookiego z wyglądem autobusu, stopniowo zmniejszaliśmy do niego dystans, na gęsto ładując psu do pyska smakołyki, a także rozsypując je w okolicy pojazdu.
Nie ciągnęłam go na siłę, pamiętałam również o częstych przerwach na odetchnięcie i zrelaksowanie się. Całe ćwiczenie miało formę zabawy i nie kończyło się podróżą!
Do treningu wybrałam autobusy, które miały wyłączony silnik i kręciło się wokół nich mało ludzi.


Przekroczenie progu autobusu było dla Cookiego naprawdę wielką sprawą, dlatego nie obyło się bez rozsypywania smakołyków tuż przy wejściu i entuzjastycznego zachęcania go do ich zgarniania. Stopniowo rozsypywałam je coraz dalej, aż w końcu Cookie zdecydował się na wejście do pojazdu. Główną nagrodą w grze "Wejdź do paszczy smoka" było radosne wyskoczenie z autobusu i chwila zabawy. Ćwiczenie wchodzenia i wychodzenia przećwiczyliśmy kilkanaście razy, aż stało się dla Cookiego rozrywką równą wskakiwaniu na przeszkody. Podczas treningu uważałam na to, żeby nieopatrznie nie zamknęły nam się drzwi, aby Cookie nie przestraszył się, że jest w potrzasku.

W kolejnym etapie powoli wydłużałam czas przebywania w autobusie wydając Cookiemu smakołyki i zachęcając go do zwiedzania wnętrza pojazdu.


Na pierwszą przejażdżkę wybraliśmy się ruszając z pętli na przystanek znajdujący się tuż za rogiem. Przez całą drogę wydawałam Cookiemu smakołyki i gorąco go chwaliłam za zachowywanie spokoju. Przebyliśmy tę trasę kilka razy, a następnie zaczęliśmy ją wydłużać o kilka kolejnych przystanków.
Co ważne, zwróciłam uwagę na to, żeby ćwiczyć w autobusach linii, która często się zatrzymuje. Zależało mi na tym, żeby Cookie nie zdążył się zniecierpliwić i rozhisteryzować pomiędzy przystankami, abyśmy mogli wysiadać w atmosferze spokoju i dobrze wykonanego zadania.

Bardzo dobrze, jeśli Wasze pierwsze przejażdżki nie będą się kończyły się np. wizytą u weterynarza i nie będą trwały zbyt długo. Jazda autobusem, tramwajem czy metrem winna się psu kojarzyć pozytywnie, dlatego świetnie jeśli macie możliwość podjechać dwa-trzy przystanki do parku, w którym pies będzie się mógł pobawić i zrelaksować.



1. Cookie bał się obcych ludzi, którzy w komunikacji miejskiej stoją zwykle bardzo blisko psa,  dlatego równolegle bardzo intensywnie ćwiczyliśmy socjalizację i spokojne mijanie przechodniów.

2. Podczas jazdy autobusem lub tramwajem, Cookie dostawał smakołyki i gromkie pochwały za każdym razem gdy ze spokojem znosił wchodzenie i wychodzenie pasażerów, przechodzenie obok niego czy na przykład kasowanie biletu ("Ale super kasowanie, bardzo dobrze!").
W sytuacjach kryzysowych, kiedy pies z różnych powodów wpadał w histerię i zaczynał poszczekiwać, a nie mieliśmy możliwości opuszczenia pojazdu w trybie natychmiastowym, fantastycznie sprawdzał się pasztet z tubki lub lizawka, który mocno angażuje psa, odwraca uwagę od przerażającego bodźca i nieco go ucisza ;)

Z czasem zaczęłam wycofywać smakołyki, na rzecz nagrody socjalnej: głaskania, drapania po kryzie czy delikatnego poklepywania.

3. Nadal unikamy niepokojących Cookiego ludzi. Wolę się przesiąść czy zrezygnować z miejsca siedzącego, niż przez całą drogę uspokajać i wspierać psa, który reaguje na pokrzykujące dziecko lub głośno śmiejących się i przepychających nastolatków. Jeśli sytuacja tego wymaga, wysiadamy. Wystrzegamy się również towarzystwa innych psów, chyba, że oba czworonogi nie widzą się i wzajemnie się nie pobudzają.

4. Nie pozwalam Cookiemu na rozkładanie się na podłodze o ile nie jedziemy niemal zupełnie sami. Przechodzenie nad psem jest niebezpieczne i stresujące zarówno dla czworonoga, jak i pasażerów, dlatego staram się, aby Cookie dosłownie nie wchodził nikomu w drogę.

5. Podróżujemy. To, że raz udało mi się przyzwyczaić Cookiego do jazdy komunikacją miejską, nie oznacza, że lekcje zostały odrobione na na zawsze. Każda kilkumiesięczna przerwa w podróżowaniu autobusami, tramwajem, czy metrem (do którego notabene Cookie pewnie nie dałby się teraz wprowadzić za skarby tego świata, bo nie było nas tam ze dwa lata) może się wiązać z powrotem strachu, dlatego od czasu do czasu staram się korzystać z komunikacji miejskiej, nawet jeśli nie jest to konieczne.


Przyzwyczajenie Cookiego do podróżowania komunikacją miejską, wbrew pozorom poszło nam całkiem sprawnie. Mieliśmy duże szczęście, bo mieszkając blisko pętli autobusowej mogliśmy pozwolić sobie na ćwiczenia nawet kilka razy dziennie. Ze względu na to, że autobusem i tramwajem dojeżdżaliśmy na szkolenie, które Ciasteczkowy wprost uwielbiał, po zaledwie kilku przejazdach futrzak wsiadał do każdego autobusu, który otwierał przed nim drzwi.

A jak Wam idzie podróżowanie komunikacją miejską? Próbowaliście?

8 komentarzy

  1. Świetny post! :) My często jeździmy autobusami. Pies to uwielbia. Jak tylko widzi otwarty autobus szczeka i ciągnie do niego.

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja Cię tu zachęcę do zrobienia prawka :) Ja nie chciałam zrobić prawka ze względu na to - na co mi one. Ale mama siłą mnie zmusiła - musiałam chodzić na kurs, potem jazdy aż egzaminy. Za parę miesięcy stuknie mi dwa lata od kiedy mam prawo jazdy i powiem Ci że nie ma nic lepszego. Pakujesz psa i wszystkie jego graty i jedziesz nad wodę czy do lasu. Dodam że u nas wieś jest 100 lat za murzynami że nawet autobusów nie ma :D Ale prawo jazdy przydaje się nawet do tego by gdzieś pojechać tak o. Auto nie jest takie złe, wiele korzyści masz z tego gdy masz prawko :)
    A co do naszej komunikacji miejskiej to wcale się taką nie poruszamy. Tak jak wyżej napisałam, pakuje psa i jadę. Jeśli drogi nie znam patrzę na Google Maps xD A jak nie to GPS też daje radę :)
    Pozdrawiamy, Goldenowelove

    OdpowiedzUsuń
  3. Mój pies (chłopak ze wsi) pierwszego dnia po przeprowadzce do miasta zobaczył autobus skręcający na zielonej strzałce, rozdziawił paszczę ze zdumienia i dostał histerii. Jako świeżo upieczona właścicielka pierwszego w życiu psa (przybył w pakiecie z chłopem) długo nie wiedziałam, co mam robić. Stos książek później zaczęło się oswajanie psa z widokiem strasznego potwora na pętli (smakołyki), strasznego potwora na przystanku (więcej smakołyków) i potwora, z którego wysiadają ludzie (psie zdumienie sięga zenitu, poziom smakołyków też). Gdy już się sposobiłam do rozpoczęcia podróży autobusem, uruchomili linie tramwajowe (mieszkam w Olsztynie) i zaczęło się tłumaczenie, że tramwajowy dzwonek jest czymś strasznie fajnym , a jeżdzenie tramwajami to już w ogóle coś pięknego. Na początku był opór materii, ale po odpowiedniej ilości motywacji smakołykowo-pochwalnej teraz muszę pilnować, żeby pies przechodzący obok tramwaju przypadkiem mi do niego nie wsiadł. Na razie wydłużam stopniowo liczbę przejechanych przystanków.

    Psu się chyba podoba. Sam się od razu pcha albo na kolanka albo na siedzenie i patrzy, co za oknem.

    OdpowiedzUsuń
  4. Moje nie były jakoś specjalnie przyzwyczajane a uwielbiają komunikację :) zawsze przecież jedziemy w dobre miejsca!

    OdpowiedzUsuń
  5. Same już od 2 latcah jeździmy pociągami i autobusami, przynajmniej raz w tygodniu, także przechodziłyśmy wiele różnych etpów. Aktualnie jestem bardzo zadowolona z tego jak moja suczka zachowuje się w komunikacji miejskiej, potrafi się bowiem ładnie wyciszyć od razu po wejściu i pójść po prostu spać :).

    Pozdrawiamy H&F
    http://jaimojaspanielka.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. My raz jechaliśmy autobusem i zniósł to dzielnie. Jednak auto, to wyższa szkoła jazdy. Coś co chyba nigdy nie przejdzie, a ja nad tym ubolewam.

    OdpowiedzUsuń
  7. Hej, jestem tu pierwszy raz :) Od 1,5 tygodnia mamy pieska, ze schroniska, ktory panicznie boi sie autobusow i tramwajow i ogolnie halasow. W pierwszym tygodniu pobytu u nas chodzilismy w bardziej ustronne miejsca, takze przy mniej ruchliwej ulicy. Od tego weekendu rozpoczelam spacery w bardziej halasliwe miejsca no i...jest dramat, ale mam nadzieje, ze sie w koncu uda go przyzwyczaic. Chyba wybiore sia na pętlę jak Ty! Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...