Pasienie owiec, samokontrola w trybie superhard


Dzięki uprzejmości ciotki Karoliny, Cookie przeżył przygodę życia. W końcu pozwolono mu pogonić zwierzęta! Choć pomysł wpuszczenia go do owiec wydaje się być poroniony, ze względu na to, że pracujemy nad emocjami i raczej wyciszeniem tego psa, a nie  dodatkowym pobudzaniem, to ostatecznie doświadczenie okazało się być cenne i wcale nie wróciliśmy na tarczy.

Cookie ma potrzebę kontrolowania obiektów w ruchu, także nie od dziś widzieliśmy, że instynkt pogoni jest u niego potężny. Pytanie brzmiało, czy dąży do upolowania zwierzyny, czy fun jest z samego gonienia. Kolejną i najważniejszą chyba kwestią było, czy da się nad tym instynktem zapanować, czy też pies będzie robił co mu się żywnie podoba i samowolnie przestawi się na BARF.

Szczerze mówiąc, brałam pod uwagę, że Cookie będzie chciał owieczki pożreć i wrócimy z pasienia z płaczem, umazani błotem i trzewiami. Ostatecznie, tylko raz pies mnie skosił i wywinęłam orła (pamiętam to jak przez mgłę, ni z emocji, ni ze wstrząśnienia mózgu), a Cookie, mimo że posypało mu się z emocji posłuszeństwo instynkt pasterski posiada, chętnie owce pogoni, ale raczej nie zeżre. 
Na naszą niekorzyść, poza Cookineczkową prędkością błyskawicy, działał fakt, że na szkoleniu nie byliśmy od zarania dziejów, a w domu ćwiczymy jedynie okazjonalnie, w ostatnim czasie najbardziej zależało nam na socjalu, a nie kamiennym warowaniu. Te, w pasieniu owiec jest niezbędne, głównie na odległość (a tego nie mamy zrobionego nawet na poziomie przedpokoju ;)). 



















Ćwiczenia polegały m.in. na kontrolowaniu kierunku naganiania (to ten kij z butelką), pilnowaniu, żeby pies owiec nie podgryzał (tu Cookie na początku chętnie), czyli de facto bronieniu owiec przed psem, zmienianiu kierunku naganiania, stopowaniu psa raz na jakiś czas, zwarowywaniu i ponownym dopuszczaniu do owiec na komendę. Podczas ćwiczeń nie podaje się smakołyków i ogranicza pochwały, straszny peszek. Daję Wam jednak słowo, że Cookiego nie trzeba było dodatkowo nakręcać i mówić mu jak bardzo zaganianie jest super.
Przy pierwszym wejściu Cookie chętnie rozgonił owieczki, próbował również kilka razy skubnąć pęcinki, ale pod względem posłuszeństwa było chyba najlepiej. Później ewidentnie mózg mu się zagotował i mimo, że lepiej radziliśmy sobie ze zmianą kierunków i kontrolowaniem by pies nie próbował skubać owiec, a tylko je grzecznie naganiał, to stopowanie go i komenda "zostań" stanowiła dla nas poważne wyzwanie. 


Wchodziliśmy na plac cztery razy, między wejściami Cookie odpoczywał z dala od psów i owiec w klatce. Tylko dzięki niej nie umarłam ze zmęczenia, bo przyznam, że najwięcej energii kosztuje mnie zawsze nie tyle praca z Cookim, co nańczenie go i ogarnianie w przerwach między treningami. 
Między wejściami kolejnych psów owce (i ludzie, i psy), miały czas na odpoczynek, w żadnym wypadku nie wyglądało to jak kolejka na rollercoaster. Cieszyło mnie to, bo poza komfortem psów i ludzi, zależało mi również na dobrostanie owiec. Podczas gdy owce i psy odpoczywały, my raczyliśmy się pysznym ciastem :)



Okazuje się więc, że tak, można paść owce z kundelkiem. I owszem, również kundelki mogą mieć instynkt pasterski. W podsumowaniu naszych ćwiczeń otrzymaliśmy informację, że Cookie ma potencjał, ale wymagana jest praca nad posłuszeństwem, to jasne. Dla mnie najważniejsze było jednak, że pies nie próbował owiec upolować, zaganianie sprawiało mu frajdę, istotnie zaganiał je głównie tak jak tego oczekiwałam, po okręgu, a nie tylko je rozganiając. Prawda, że z czasem miał problem z warowaniem i komendą "zostań", ale jednak udawało się go jakoś kontrolować. Z każdym kolejnym wejściem coraz lepiej radziliśmy sobie ze zmienianiem kierunku (tu rozgrywało się o moją koordynację ruchową, Cookiemu nie trzeba było wiele tłumaczyć), co cieszy, bo widać że pies jednak miał jakiś kontakt z bazą. 
Mimo tego, że Cookie z oczywistych względów był bardzo nakręcony na owce, nie frustrował się, nawet przytrzymywany, nie histeryzował, nie darł ryja w klatce, naprawdę trzymał się bardzo dzielnie. Jednocześnie, przez cały czas był chętny do pracy, nie interesowały go psy, zapachy, liczyły się tylko kudłacze i żeby pańcia z łaski swojej nie kazała znowu leżeć, ino pozwoliła owieczki zaganiać.

Trzeba przyznać, że to były ćwiczenia samokontroli w trybie superhard ;)
Za zdjęcia i zorganizowanie wypadu serdecznie dziękujemy Karolinie od Marty!

6 komentarzy

  1. Whoa, niesamowite niesamowitości po prostu! :D
    Pytanie - skąd pomysł, by spróbować pasienia? Jak zachowuje się Cookie przy owcach - skrada się, czai? Czy po prostu biega wokół?
    Przyznaję, że mój kundelos lubi gonić wszelkie ptactwo i drobne stworzenia, raz nawet zdarzyło jej się pożądnie wystraszyć owcę. Nie mam pojęcia, czy to chcęć gonienia, czy też mordowania. A sprawdzać tego raczej nie mam ochoty. :p
    Pozdrowienia i powodzenia w pasieniu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pomysł urodził się już jakiś czas temu, podejrzewaliśmy że Cookie może mieć ku temu predyspozycje, ale przyznam, że był wtedy na tyle nieobliczalny, że dopuszczenie go do owiec stanowiło duże ryzyko. Obecnie Cookie bardzo się poprawił w kwestii panowania nad emocjami i po namowach zdecydowałam się spróbować.
      Jego podejścia do owiec wyglądały różnie, trudno podczas czterech wejść i pierwszego kontaktu z owcami określić schemat działania. Bardzo chętnie zaganiał je po okręgu :)
      Dzięki :*

      Usuń
  2. napisz jeszcze gdzie to się obdywało i ile to kosztuje?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Byliśmy w Holendrach Baranowskich. Co do stawki, myślę że trzeba się umawiać indywidualnie :)

      Usuń
  3. Ja po długich namysłach zdecydowałam się położyć na pasieniu krechę po tym, jak mój hodowca widząc filmy pasącego Gambita stwierdził, że z trenerem to on pasie, ale jak ja jestem na parkurze to stara się robić obi. :P
    Czyżby Holendry Baranowskie? :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...