"A co ten pies taki agresywny?"- czyli o obszczekiwaniu przechodniów



Kiedy wzięłam pod swój dach tego słodkiego, wiecznie uśmiechniętego kawalera o imieniu Cookie, wyobrażałam sobie, że najgorsze co może mnie spotkać to jego ciągnięcie na smyczy. Byłam podekscytowana posiadaniem psa: bystrego, ciekawskiego i szalenie inteligentnego. Mniej mi się jednak podobało, że ujadał na mijających nas ludzi (a chwilę później również na psy, o tym można byłoby napisać osobną książkę ;)).
Mało by mówić, że byłam tym faktem przerażona.

Kilka lat temu beztrosko spędzaliśmy czas nad olsztyńską rzeką Łyną. Były to tereny mało uczęszczane przez ludzi, zarośnięte wysokimi trawami i trzciną. Cookie odnajdywał się tym miejscu znakomicie i często hasał tam sobie bez smyczy, nie przynosząc rzucanej przeze mnie piłki i wracając zawołany, jeśli chciał. Wyglądał wtedy jak wypłosz, ale miał w sobie jeszcze charakterystyczną szczenięcą iskrę, a więc zwracał na siebie większą uwagę przechodniów niż obecnie (nie wiem, czy to jego obłęd w oczach, czy mój niewątpliwy urok osobisty i mina żołnierza będącego na służbie, ale niezmiernie rzadko zaczepiają nas teraz przechodnie).  Nie zdziwiłam się więc, kiedy mijająca nas elegancko ubrana pani, dziarsko przemierzająca błotnistą ścieżkę na której roiło się wprost od ślimaków, wyciągnęła do niego rękę. Zamarłam jednakoż, gdy Cookie wyskoczył do niej z poważną awanturą. Pani, szczęśliwie, niespecjalnie się tym faktem przejęła i nie miała do mnie żadnych pretensji. Nie wiedziała, że obaliła dla mnie mit o tym, ze pieski dzielą się tylko na przyjacielskie lub agresywne. Okazało się, że nawet mój słodki mały piesek może przejawiać zachowania agresywne, w tym wypadku wobec mijających go ludzi, które wynikają z jego strachu. A że Cookie bał się dosłownie wszystkiego, tym trudniej było mi go przekonać, że zdecydowana większość ludzi nie stanowi dla niego żadnego zagrożenia i co więcej, w ogóle nie chce wchodzić z nim w interakcje. 


Zachowania agresywne: szczekanie, ujadanie i skakanie, w stosunku do obcych ludzi wynikały w przypadku Cookiego z kilku czynników.
Po pierwsze, jest psem dość bojaźliwym, a więc łatwo jest go przestraszyć i zaniepokoić, a pozornie błahe sytuacje, które spotykają go w codziennym życiu są dla niego często źródłem stresu. Po drugie, jest również psem dość reaktywnym, impulsywnym, a także niezwykle czujnym, dlatego jego reakcje są niejednokrotnie bardzo gwałtowne. Po trzecie i bez wątpienia najważniejsze, ominął go etap rozsądnie przeprowadzonej socjalizacji w wieku szczenięcym i chociaż nie mam pewności co mogło się w tym czasie wydarzyć, myślę że doświadczył pewnych mniejszych lub większych nieprzyjemności ze strony obcych. A że wrażliwy jest niesłychanie i pamięć ma iście słoniową,  przypuszczam, że nawet niewielkie przykrości mogły się odbić na jego dalszym postrzeganiu obcych ludzi.
Dużym utrudnieniem jest również pewien Cookienowy Paradoks: mimo wszelkich obaw jest psem niezwykle ciekawskim i towarzyskim. Chętnie więc ludzi zaczepia i niejako zachęca ich do wejścia z nim w interakcję, której finalnie się boi.

Pracę nad obszczekiwaniem przechodniów zaczęłam niemal natychmiast. Pomimo, że brakowało mi merytorycznych podstaw oraz doświadczenia w pracy z psami (tym bardziej "agresywnymi"!), w przeciągu kilku miesięcy udało mi się odkręcić sprawę na tyle, by stosunkowo normalnie funkcjonować z psem w mieście. Moje działania przez długi czas kręciły się wokół odwracania uwagi Cookiego od ludzi i przekierowania jej na smakołyki (obecnie skupiłabym się na budowaniu relacji z psem i skupiania jego uwagi na przewodniku, a nie na parówkach), a także stopniowym przyzwyczajaniu go do mijających go ludzi poprzez spokojne obserwowanie ich z bezpiecznej odległości lub przechodzenia obok nich po łuku. Z perspektywy czasu oceniam naszą pracę na efektywną, aczkolwiek wiele rzeczy dałoby się zrobić lepiej :)

Uczulam, że zachowania agresywne to nie przelewki i wymagają konsultacji behawiorystycznej, bo granica między obszczekiwaniem przechodniów, a ich ugryzieniem może być bardzo cienka. Takich problemów nie wolno bagatelizować, niezależnie od wielkości naszego czworonoga.  Ja konsultowałam się późno, czekając ponad pół roku, czego żałuję. Szczęśliwie udało mi się nie nachrzanić, ale kombinowanie po swojemu może się skończyć różnie. Trzeba pamiętać, że poza komfortem ludzi (czyli nas trzymających szarpiącego się psa i przechodniów, którzy boją się obok nas przechodzić) liczy się również, a nawet przede wszystkim, nasz czworonożny przyjaciel. Niejednokrotnie dużą uwagę poświęca się temu, jak wielką dezaprobatę społeczną lub nawet lęk budzi szczekający na ludzi pies, skupiając się głównie lub wyłącznie na tym, by przestał ujadać i nie zrobił nikomu krzywdy, nie rozwiązując jednak jego faktycznego problemu. Kluczowe jest, by znaleźć odpowiedź na pytanie dlaczego pies obszczekuje ludzi (nie jest powiedziane, że nie sprawia mu to przyjemności), a później wdrożyć plan pracy, który pozwoli na wyeliminowanie tego typu zachowań.




W przypadku Cookiego mogę wyróżnić trzy najważniejsze kwestie, które wpłynęły na to, że z psa ujadającego na ludzi, "magicznie" zmienił się w czworonoga który ignoruje przechodniów, grzecznie mija dzieci, rowerzystów i biegaczy oraz radzi sobie w dużym tłumie ludzi:



Nie ma co ukrywać, bez opanowania podstaw posłuszeństwa trudno jest coś wskórać w kwestii terapii zachowań agresywnych. Choć perfekcyjne chodzenie przy nodze czy wzorowe zmiany pozycji "siad- waruj" mogą wydawać się w tym temacie zupełnie niepotrzebne, to umiejętność skupienia na przewodniku w rozproszeniach, wypracowanie komendy przerywającej dane zachowanie i zbudowanie z psem głębokiej relacji opartej na zaufaniu jest konieczne, by pomóc mu radzić sobie w tak trudnych dla niego sytuacjach jak na przykład mijanie rozwrzeszczanej gawiedzi. Szkolenie w zakresie posłuszeństwa uważam więc za niezbędne minimum i ważną cegiełkę dzięki której mogliśmy zbudować swój sukces.











Z uśmiechem wspominam kolejne konsultacje behawiorystyczne z Piotrem, który do znudzenia wkładał mi do głowy jak ważne w przypadku Cookiego są podstawowe ćwiczenia z zakresu samokontroli. Byłam ogromnie zmotywowana do ćwiczenia bardzo trudnych rzeczy, przepracowywania dokuczliwych dla nas codziennych problemów i ogromnie nie chciało mi się ćwiczyć rezygnowania z podejmowania smakołyków z chodnika ;) Teraz wiem, że im więcej nawet najprostszych ćwiczeń samokontroli, tym łatwiejsze staje się życie Cookiego, którego cierpliwość  z biegiem czasu wyraźnie się zwiększyła. Ćwiczymy w domu (np. niepodejmowanie smakołyków z podłogi), ćwiczymy na spacerach (np. spokojne przechodzenie obok stada gołębi lub ignorowanie szczekaczy balkonowych), ćwiczymy wśród ludzi (np. olewanie płaczu dziecka) oraz wtedy gdy jesteśmy sami (np. komenda "siad- czekaj", rzut piłki i dopiero "przynieś"). Im więcej ćwiczeń, tym lepiej!











Ćwiczenia z pozorantami przeniosły nas o kilometry świetlne w drodze do wspólnego sukcesu.
Na spotkaniach uczyliśmy Cookiego spokojnego podchodzenia do obcych ludzi i grzecznego witania się z nimi,
a także ignorowania dziwnych zachowań (np. biegania z kijem i dzikich wrzasków). Spotykaliśmy się z osobami, którzy doskonale wiedzieli o problemach Cookiego, dostawali również czytelne instrukcje jak się zachować, a czego z pewnością nie robić, by stopniowo oswajać go z coraz trudniejszymi dla niego sytuacjami w kontrolowanym otoczeniu, które do złudzenia przypominało prawdziwe życie ;)
Spotkania przybierały formę zabawy, podchodzenia do człowieka i oddalania się, treningów posłuszeństwa, ale również luźnych spacerów podczas których pozorant nie nawiązywał z Cookiem kontaktu. Priorytetem było dla mnie, by Cookie podczas takiego spotkania czuł się komfortowo i zebrał jak najwięcej pozytywnych doświadczeń związanych z obcymi ludźmi.

Bardzo dużo ćwiczeń odbyliśmy w okolicy przedszkola, kręcąc się niedaleko osób zamiatających chodniki lub tuż przy ścieżce rowerowej, a także w pobliżu przystanków autobusowych. Ćwiczyliśmy wtedy spokojne obserwowanie ludzi oraz mijanie po coraz mniejszym łuku w skupieniu na przewodniku. Z czasem "odstawiałam skupienie", nagradzając psa za każdym razem gdy naturalnie zignorował przechodzącego człowieka, ponieważ zależało mi na tym, by ostatecznie radził sobie z tymi sytuacjami sam.



Czy istnieje więc remedium na zachowania agresywne względem przechodniów? Niestety, nie mogę Wam polecić kilku ćwiczeń, które rozwiążą problem w trymiga.
Nauka spokojnego mijania przechodniów zajęła nam dosłownie trzy- cztery lata, ale mimo że jestem totalnym control freakiem, której najczarniejsze, totalnie chore wizje pojawiają się w głowie całymi seriami, mogę powiedzieć że obecnie Cookie zachowuje się bardzo dobrze. Wolno podchodzić i pytać nas o drogę, nie strach mijać z rozpłakanym dzieckiem, nic nie szkodzi jeśli tłuczesz piłką o chodnik. Cookie bardzo ładnie dostawia się do mojej prawej nogi o co proszę go jeśli widzę, że zbliżają się dzieci, rowerzyści czy biegacze (choć robię to z uprzejmości, a nie ze strachu, że do kogoś wyskoczy z tzw. mordą).
Owszem, zdarza się że na kogoś szczeknie "uciszająco" (ogromnie nienawidzi perlistego śmiechu, bo jest to dla niego obce, u pańci tylko smutek, płacz i zgrzytanie zębami :)), ale są to pojedyncze szczeknięcia, które w gruncie rzeczy toleruję. Jestem również przekonana, że próbowałby mnie bronić gdybym została zaatakowana, idealnie.

Czy mogłabym chcieć czegoś więcej?


9 komentarzy

  1. ludzie również powinni się nauczyć, aby nie wyciągać rąk do obcych psów, ja osobiście tego nie znoszę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, niestety nie wszystkich da się wyedukować :(

      Usuń
  2. Kasiu, Twoja praca z Cookim niezmiennie budzi mój wielki podziw i szacunek. Masz w sobie morze samozaparcia i cierpliwości, więc nic dziwnego, że teraz Cookie zachowuje się bardzo dobrze!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serdecznie dziękuję za te przemiłe słowa :) Bardzo kocham tego psa, więc to dla mnie naturalne, że chciałabym żeby żyło mu się łatwiej. Jeśli to wymaga poświęcenia czasu na pewne ćwiczenia, bardzo proszę :)

      Usuń
  3. Bardzo chętnie przeczytałabym dłuższy post o ćwiczeniu samokontroli.

    OdpowiedzUsuń
  4. Mówisz, masz! W najbliższym czasie postaram się napisać dłuższy wpis właśnie na ten temat :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Twój blog bardzo podnosi mnie na duchu i jednak daje jakąś nadzieję, że i my wyjdziemy na prostą. ;)
    Mojego krótkonogiego wilka adoptowałam co prawda dopiero 3 miesiące temu, ale mamy bardzo podobne problemy do Waszych, do tego też trochę byłam i jestem na nie nieprzygotowana.
    Oczywiście problem z mijaniem przechodniów u nas też się pojawia- najgorsi są rowerzyści/ biegacze/ rolkarze itp., przy których cała nauka skupienia na mnie idzie w las, ale muszę przyznać, że niektórzy ludzie są naprawdę niepoważni- przykładowo idąc z naprzeciwka wchodzą prosto na nas, idą całą szerokością chodnika, tak, że nie ma nawet gdzie z psem przystanąć, nie pilnują dzieci, które same bez pytania podbiegają prosto do psa (oczywiście przy tym dużo krzycząc i machając rękami). Myślę, że oprócz szkolenia psa, przydałaby się też jakaś kampania społeczna dla przechodniów. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję i mam nadzieję że Wy też szybko uporacie się ze swoimi problemami :)

      Fakt, ludzie bywają nieznośni, bo po prostu nie myślą :) Dlatego nasza w tym rola, by przewidywać pewne sytuacje i chociaż to nie łatwe, to z czasem można nauczyć się wyczuwać kto może zachować się w "dziwny, niezrozumiały, prowokujący" sposób i omijać je szerszym łukiem. W przypadku dzieci w moim wypadku dobrze sprawdza się wyciągnięcie ręki i stanowcze hasło: "STOP! Nie zaczepiaj psa!". Żadnego "proszę", żadnych zdrobnień, aktywacja trybu bojowego :)

      Usuń
    2. Też zawsze do dzieci krzyczę "stop" ale gdy jest niereformowalne a rodzic zdaje się być głuchy to wytaczam cięższe działo i krzyczę po prostu "Uwaga! pies gryzie!"- choć chodzi w kagańcu więc technicznie nie ma możliwości pogryzienia, to wtedy rodzicom ZAWSZE powraca słuch i chęć pilnowania potomków. ;)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...